Donald Trump został postrzelony w czasie sobotniego (13 lipca br.) wiecu w Pensylwanii. Pomimo ochrony, agentów, zamachowiec – nadal niezidentyfikowany – oddał strzał z broni długiej z odległości ok. 120 m. Donald Trump został trafiony pociskiem w prawe ucho i po udzieleniu pomocy przedmedycznej został przewieziony do szpitala. Żyje!
fot. AFP/ Rebecca Droke
Zamachowiec - jak podają służby i szef FBI Kevin Rojek - został zastrzelony. Niestety, śmiertelnie został trafiony jeden z uczestników wiecu, który znajdował się blisko b. prezydenta. Dwie inne osoby zostały ranne.
Po udzieleniu pomocy specjalistycznej w szpitalu, głos zabrał Donald Trump - opowiedział w skrócie o zamachu na jego życie, ale nie zapomniał o rodzinie zabitego uczestnika wiecu.
Niestety służby i ochrona wiecu w Pensylwanii nie zadziałała prawidłowo, jak podają dziennikarze, dach budynku z którego oddano strzał, nie został zabezpieczony przez strzelców wyborowych. Zwykle podczas takich wieców, na mównicy, stawia się dodatkową ochronę z materiału odpornego na przestrzelenie nabojem karabinowym.
Z ostatniej chwili: Agencja AP, powołując się na policyjne źródła, podała, że zamachowcem był 20-letni mężczyzna z Pensylwanii. Informacje te potwierdził "New York Post", który przekazał, że 20-latek Thomas Matthew Crooks był mieszkańcem miejscowości Bethel Park. Motyw jego działania pozostaje nieznany. Trump jest lekko ranny, ale z całą pewnościa oszołomiony.
Funkcjonariusze Secret Service przekazali, że obok zastrzelonego zamachowca znaleziono popularny karabin półautomatyczny typu AR-15.
redakcja autoflesz.com