O pracy drogówki kierowcy maja swoje zdanie. Bywa różnie, piłka niemal zawsze krąży na przedpolu policyjnych patroli. Od czasu do czasu podcina się jednak skrzydła funkcjonariuszom medialnymi doniesieniami. To brudne zagrywki, mówiąc językiem sportowym - ordynarny faul, który nie może być niczym usprawiedliwiany.
fot. autoflesz.com
Nagrania wrzucone do sieci - desperacja czy ignorancja?
Były już nagrania i fotografie funkcjonariusza w sieci, wplatanego w aferę z prostytutki na bydgoskiej obwodnicy. Po nagłośnieniu sprawy kujawsko-pomorska policja wszczęła postępowanie wyjaśniające.
Była też seksafera w opolskiej policji, komendant odszedł na emeryturę a pani nadkomisarz jest szykanowana i pobiera pensję pomniejszone o ½. Winnych nie znaleziono, przynajmniej na razie.
Wreszcie trzeci wątek, chyba najbardziej spektakularny pokaz siły – podrzucenie nagrań ze służbowej odprawy w toruńskiej policji. Nagranie trafiło w ręce dziennikarzy „Gazety Pomorskiej”, problem nagłośniono, a były już naczelnik toruńskiej drogówki nadkomisarz Rospirski złożył rezygnację z zajmowanego stanowiska, składając jednocześnie wniosek o zwolnienie ze służby.
Karać zamiast pouczać
Trudno nam się odnieść do kryteriów, zawyżonej samooceny pana nadkomisarza, czy niecenzuralnych słów używanych podczas odprawy mającej jeden podstawowy cel – karać i mandatować kierowców bez żadnych skrupułów. Z zapisu wynika, że były już naczelnik żądał od swoich podwładnych karania kierowców, co najmniej 17. mandatami przypadającymi na każdą głowę funkcjonariusza. To niepokojące dla stróży prawo, bo w arsenale środków dyscyplinarnych jest jeszcze pouczenie.
- Taki sposób komunikowania się z funkcjonariuszami jest nie do przyjęcia. Nie może tez być mowy także o jakimkolwiek narzucaniu limitów mandatów funkcjonariuszom – mówi Monika Chlebicz, rzecznik KWP w Bydgoszczy
Czy tak się dziej w innych regionach Polski?
To łatwe pytanie, ale trudna odpowiedź. Wierzymy, iż to jedynie incydentalny przypadek. jednak każdy kierowca ma swoje zdanie w tym temacie. A wszystko się zaczęło od formalnego zapisu w budżecie na sumkę 1,5 mld złotych. Minister Rostowski nie przewidział tylko jednego, że kierowcy to inteligentni ludzie i nie poddadzą się tak wywartej presji. Zresztą nie tylko w tej kwestii się pomylił, fatalnie ocenił dziurę budżetowa. Dziś się okazuje, że w budżecie brakuje już 24 mld złotych! (więcej: http://niezalezna.pl/43827-budzet-jest-bezpieczny-zobacz-jak-oklamal-polakow-minister-rostowski)
Dlaczego stosuje się takie praktyki? To znane metody pracy b. aparatu bezpieki mającego z góry zaplanowany cel, zatopić konkretna personę nie bacząc na skutki. To niemal tak, jak słynny już (ale tragiczny w skutkach) przypadek zatopienia Costa Concordia przez kpt. Schettino. Kapitan wycieczkowego statku nie dość, że uciekł jak szczur z tonącego okrętu, to nie podjął żadnej akcji ratowniczej. Dziś twierdzi, że jest niewinny!
Min. Rostowski też dorzucił kamyczek do ogródka
Trudno jednak zrozumieć, dlaczego aparat władzy ulega żądaniom min. Rostowskiego, który nigdy nie przyznał się do zaostrzonych wymagań w stosunki do komendantów drogówki. Statystyki policji mówią co innego: w 2011 roku toruńska drogówka nałożyła 19.124 mandaty, pouczeń było 9.748, rok późnie było odpowiednio 23.603:6.889. W pierwszym półroczu tego roku mamy juz13.601 mandatów a pouczeń tylko 3.850.
Musimy być obiektywni, poprosimy o odpowiednie wyjaśnienia nowego naczelnika bydgoskiej drogówki na jednym ze szkoleń w PZM. Obiektywnie przyznanemu, że spotkaliśmy też funkcjonariuszy, którzy potrafią dość wyrozumiale potraktować kierowcę - zastrzegamy - bynajmniej nie za przekraczanie prędkości.
Wniosek nasuwa się jeden, funkcjonariusze to też kierowcy z takimi samymi problemami jak pan Nowak czy pani Kwiatkowska. Czasami mają zły dzień i… problemy z przełożonymi.
Autor: autoflesz.com