Całkiem niedawno pisaliśmy, że Bydgoszcz - po raz drugi - została pozbawiona szansy na dofinansowanie unijne na elektryczne autobusu. Długo to trwało, ale prezydent, doradcy i Rada Miasta wybrała teraz inną opcje, którą z uporem wielokrotnie przedstawialiśmy. Rzecz dotyczy autobusów potocznie nazywanych wodorowymi, ale chodzi oczywiście o autobusy fuel cell (ogniwa paliwowe).
fot. poznan.pl
To bardzo dobra opcja, ale czy miasto stać na takie autobusy?
Dla przykładu wersja przegubowa z zasięgiem 750 km kosztuje 465 tys. euro, a do tego musi być stacja ładowania wodoru i odpowiednio przeszkolony serwis. Taka opcja już było niemrawo przemycana na korytarzach UM, gdy wiceprezydentem był Łukasz Niedźwiedzki. To on promował podwykonawców na kilku liniach autobusowych, był między innymi Mobilis i KDD Trans. Ten ostatni przewoźnik obiecał nawet autobusy zasilane LNG i fuel cell. Niestety prawda okazała się okrutna, nie ma już wiceprezydenta, nie ma już Solbusa z Solca Kujawskiego, który miał wyprodukować takie autobusy dla miasta, nie ma już państwa Olszewskich b. właścicieli Solarisa.
Teraz ponownie jest opcja... chłonna, jak gąbka śródziemnomorska - autobusy wodorowe. Ale czy ludzie prezydenta dokładnie zapoznali się z kosztami takich autobusów, stacji ładowania wodoru (nawet stacja mobilna kosztuje tyle, co średniej klasy autobus z silnikiem Diesla). Owszem, w Polsce zaczyna się mówić o powstawaniu stacji wodorowych z brandem Orlenu, ale ostatnie grillowanie prezesa Obajtka nie wróży nic dobrego. Warto jednak przypomnieć, że z portfolio Toyoty właśnie wyłania się najnowsza wersja Toyoty Mirai II fuel-cell (cena w Niemczech ok. 63.900 euro).

Bardzo ciekawie wypowiedział się też o napędach elektrycznych i wodorowych Romuald Witkowski z Solaris Bus & Coach SA: "Toyota ma pojazdy zarówno elektryczne jak i wodorowe. Honda inwestuje w projekt Clarity. Hyundai ma swojego małego SUV-a. Prace nad samochodami wodorowymi prowadzi też BMW i Audi. Również wśród autobusowych graczy mamy i takich którzy budują autobusy bateryjne jak na przykład Solaris. Mamy Van Hool- a, który buduje autobusy bateryjne i wodorowe. Dodatkowo w krajach takich jak Francja czy Niemcy uruchomiono projekty budowy stacji wodorowych odpowiednio w liczbach 150 i 400 do 2023 roku".
- Najwięksi analitycy szacują, że podział rynku pojazdów „zero emission” w przyszłości wyniesie 30-40 proc. na rzecz tych wodorowych. Jest o co walczyć - powiedział Witkowski
fot. poznan.pl
Wodór nie jest tani, ale ma być tańszy
Wracając jeszcze do kosztów samego wodoru, w Niemczech to paliwo kosztuje 9 - 9,5 euro/ kg (cena z 2019 roku). Przykładowo Toyota Mirai II generacji ma spalać wg producenta 0,76 kg/100 km. Jak łatwo obliczyć to 32,5 zł na pokonanie 100 km. Pierwsza wersja wodorowej Toyoty potrzebował nieco więcej wodoru (1-1,2 kg), co przekładało się na pokonanie 100 km za ok. 40 zł. Wodór tani więc nie jest, gdyż np. w porównaniu ze syreniej klasy turbodieslem np. bmw E90 jeszcze przegrywa cenowo. Dla porównania: 6,6 l/ 100 km ON przy aktualnych cenach (4,83 zł za litr ON na stacji Auchan w Bydgoszczy) daje to 31,3 zł na pokonanie 100 km. Jeszcze taniej będzie z wykorzystaniem CNG, równie zachęcająco i energetycznie z LNG (w końcu mamy gazoport w Świnoujściu).
Elektryki najdroższe w tym porównaniu
Stawka abonamentowa na stacji GreenWay Polska (ponad 40 kWh) to 2,52 zł/1 kWh, a średniej klasy elektryk np. Nissan Leaf zużywa ok. 14,7 kWh/100 km – daje to 37 zł na pokonanie 100 km. Już ten dość szybki rachunek sumienia pokazuje, że jazda elektrykiem jest najdroższa, wodór zaś znacznie mniej obciąży kieszeń kierowcy. Ale gdzie go szukać - oficjalnie aż do Berlina trzeba śmigać. Z kolei silnik Diesla jest obok CNG nadal najtańszym środkiem napędu, a turbodiesle BMW ciągle nie do pokonania! Warto tylko dodać, że ceny prądu znów poszybują wyżej!
Jak to oceniają w podpoznańskim Solarisie?
- Autobus wodorowy zużywa około 8 kilogramów wodoru na 100 km. Przy założeniu 5 euro za kg, to daje 40 euro/ 100 km. Autobus z silnikiem Diesla spala na mieście około 40 litrów oleju napędowego. Koszty paliwa są więc bardzo podobne, ale w przypadku wodoru jedynym składnikiem ubocznym w procesie jego przetwarzania na energię elektryczna jest para wodna (dop. red. - woda, kosmonaucie też korzystają z tego wynalazku ogniw paliwowych) - powiedział Witkowski
Podsumowując: odstąpienie od autobusów elektrycznych jest całkiem słuszne, zaś ogniwa paliwowe w bydgoskich autobusach są drogie, ale opłacalne w niedalekiej przyszłości. Wodór, a dokładniej ogniwa paliwowe fuel cell to jest przyszłość, a wszystko co nowe - kosztuje więcej, przynajmniej na samym staracie (porównajcie np. Apple iPhone 12 Pro Max).
fot. Solaris
Warto jednak zapoznać się z ofertą podpoznańskiego Solarisa i zaprosić na testy autobus wodorowy Urbino 12 (już miała być nowa wersja Urbino hydrogen 12).* Takie autobusy udanie już kursowały po ulicach Poznania, Krakowa czy Włocławka.
*/ wodorowy autobus Solarisa miał swoją premierę na kongresie UITP w Sztokholmie. Od tego czasu jest testowany w kilku europejskich miastach, ostatnio w Grazu. Co ciekawe znalazł już pierwszego nabywcę i to jeszcze przed premierą. Włoskie Bolzano, za prawie 12,8 mln euro kupiło 10 tego rodzaju autobusów z opcją rozszerzenia zamówienia o dwa kolejne. /Źródło: transport-publiczny.pl/
Jednak biorąc pod uwagę tragiczna sytuacje finansową w grodzie nad Brdą i natychmiastowe działania naprawcze w obszarze Wiaduktów Warszawskich, południowej nitki wiaduktu na ul. Wojska Polskiego czy kolejnej rozprawie z mostem Uniwersyteckich... wizja ta może się oddalić.
Jest światełko w tunelu w sprawie pierwszej stacji wodorowej w Polsce
Wspomnieliśmy o Toyocie Mirai II generacji. Większość czytelników pewnie ze zdziwieniem przyjmie wiadomość, że pierwsze 40 sztuk pachnących nowym lakierem Toyot Mirai zakupiła firma należąca do prezesa Solorza-Żaka, bardziej znanego jako jeden z najbogatszych Polaków.
Już w kwietniu 2020 roku Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin SA (także należący do prezesa Solorza) poinformował o podpisaniu kontraktu na zakup instalacji do produkcji wodoru oraz stacji sprężarek, w tym instalacji do napełniania mobilnych cystern. Czysty wodór ma być tam wytwarzany z wykorzystaniem z farmy fotowoltaiczną należącą do prezesa. Nasze jaskółki potwierdzają, że również syn Jana Kulczyka zamierza wejść w ten biznes.
Można też podpowiedzieć prezydentowi Bruskiemu, zamiast szukać kolejnych 20 mln złotych na naprawę mostu Uniwersyteckiego czy ponad 200 mln zł na nowy Wiadukt Warszawski, czy nie warto poprosić np. profesorów z Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego o opracowanie pierwszej polskiej stacji do produkcji czystego wodoru. To byłaby rewolucja, zaś autobusy wodorowe jeżdżą już w Europie od co najmniej kilku lat.
redakcja autoflesz.com