Moda na elektryki czy kolejna wtopa elektromobilności?

Szybka preorientacja na elektryki ma znamiona obsesji urzędników Unii Europejskiej. Elektromobilnością zachłysnął się także premier Morawiecki. Czy słusznie?

fot. Toyota

Pytanie to powraca jak mantra. Wiadomo nie od dziś, że elektryki mają zalety, ale mają też mocne wady. Toyota, choć prezentuje już swojego pierwszego 100-procentowego elektryka bZ4x nadal ma wątpliwości.

O tym, że produkcja elektryka w fabryce Hyundaia, BMW czy Volkswagena jest droższa niż seryjnego auta spalinowego wypowiadało się wielu ekspertów, w tym bossowie koncernu BMW,  Audi czy Mercedes-Benz.
Wielu nadal zapomina, że zarówno silnik elektryczny, a szczególnie baterie litowo-jonowe powodują totalny zawrót głowy i ciągle blokują szybki rozwój tego napędu. Pamiętajmy, że główne fabryki Grupy Volkswagena nadal zasilane są elektrycznością pozyskiwaną z... węgla!


Druga sprawa to baterie, ciężkie, mające  w swej strukturze wiele pierwiastków ziem rzadkich, jak lit, kobalt czy neodym. A kto pracuje przy wydobyciu np. litu? O tym już urzędnicy UE raczą nie pamiętać – tu pracują dzieci, często 7-9- latki. Ponadto, transport kołowy surowców nadal opiera się na sprzęcie ciężkim zasilanym silnikami Diesla.

Toyota i jej inżynierowie dość zachowawczo podchodzą do zagadnienia elektromobilności. Na tę chwilę nadal rozwijane są głównie układy hybrydowe i wodorowe (także w ciężarówkach). Dla przykładu dr Gill Pratt, szef Toyota Research Institute i dyrektor naukowy Toyota Motor Corporation, powiedział wprost: "(…) przystosowanie sieci energetycznych do zasilania samochodów elektrycznych potrwa dziesięciolecia”. Unia chce to zrobić pociągnięciem czarodziejskiej różdżki!

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Toyota bZ4x - 100 proc. elektryk

Dr Pratt uważa, że niedobory surowców potrzebnych do produkcji baterii w końcu się wyczerpią, a nowe złoża mogą być eksploatowane w zwolnionym tempie. Pod tym względem złoża pierwiastków ziem rzadkich np. w Korei Pn. nadal są nieeksploatowane, choć wielką ochotę na koncesje miała Grupa Volkswagena, Tesla, a nawet Renault.

Rozchwiany rynek rosyjski, degrengolada Lady, wycofanie się wielu motoryzacyjnych koncernów z rynku rosyjskiego – wszystko to spowodowało wielkie tsunami na tym rynku motoryzacyjnym.

„Unia Europejska, pod naciskiem Niemiec, dopuściła po 2035 sprzedaż samochodów spalinowych zasilanych paliwem syntetycznym, pod warunkiem, że całkowita emisja CO2 na produkcję i spalanie paliwa będzie równa zero (w produkcji paliw syntetycznych wykorzystuje się CO2 w podobnej ilości, jaka jest emitowana podczas jazdy samochodem)" – pisze Mirosław Domagała, „Samochody elektryczne”.

Co więcej, producenci luksusowych (i sportowych) samochodów jak: Ferrari, Rolls-Royce czy Bentley nadal będą mogli je produkować (i rejestrować), choć nie są przystosowane do paliw syntetycznych. Taka polityka zmierza w jednym kierunku - SELEKCJI -  bogatym wszystko jedno czy jeżdżą na paliwie syntetycznym, z wykorzystaniem prądu czy 12- cylindrowym Rolls-Royce'em. Problem jest z tą drugą grupą użytkowników, która będzie nadal jeździć 12- a nawet starszymi autami spalinowymi.
Jest jeszcze jeden, dość rzadko podnoszony problem, parkowanie aut elektrycznych w podziemnych garażach, miejscach parkingowych hipermarketów czy osiedlowych garażach. Już są miasta, gdzie miejscy włodarze zabraniają parkowanie takich elektryków, podobnie jak aut z konwersją gazową.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Toyota bZ4x 

Elektryki nie są złe, ale nie są też panaceum na ekologię i przyszłość motoryzacji. Gdy wchodziły do eksploatacji auta zasilane LPG, a później CNG i LNG nikt w UE nie reagował na jakość tego czystego paliwa. Dziś auta zasilane LPG jeszcze funkcjonują, te z konwersją CNG są niechlubnym dzieckiem naszej motoryzacji;  obecna cena 9,50 zł/ m3 praktycznie zamroziła ich dalszą eksploatację.
Elektryki zaś zasilane prądem z ogniw fotowoltaicznych, są jeszcze konkurencyjne w stosunku do aut zasilanych ON czy Pb 95. Te ładowane z szybkich ładowarek dużej mocy przegrywają sromotnie z hybrydami, napędami wodorowymi, a nawet dieslami - tak szybko (i niepotrzebnie) odesłanymi do muzeum.

Warto też spojrzeć na ten elektryczny problem przez pryzmat wojny w Ukrainie. Auta elektryczne nie mają tam racji bytu. Po drugie, w krajach skandynawskich już zanotowano mocny spadek rejestracji aut elektrycznych. Czy to przypadek?

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.