Luca de Meo napisał list rozesłany do kluczowych decydentów i zainteresowanych stron na kilka tygodni przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. CEO Renault Group, do niedawna prezydent ACEA wezwał do mobilizacji, aby dobrze przeprowadzić transformację energetyczną w europejskim przemyśle motoryzacyjnym. Jego zdaniem elektryki nie są panaceum na uzdrowienie motoryzacji; podobnie zresztą twierdzą szefowie Toyoty.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Volkswagen już trzymał w garści auta elektryczne... tymczasem
Boom na elektryki mocno zwolnił, po raz pierwszy od ośmiu lat niemiecki rynek nie wchłania, jak wieloryb, aut elektrycznych. Największa partia EPL w Parlamencie Europejskim sugeruje już zrewidowanie zakazu sprzedaży aut spalinowych po 2035 roku.
To rzeczywiści dość odważne posunięciem, jak niesłuszne posyłanie aut z silnikami Diesla do muzeum. Ale Niemcom, w tym Volkswagenowi, zachwyt nad elektrykami przysłonił jeden ważny szczegół... popyt i prawo rynku.
Sytuacja na rynku motoryzacyjnym w Niemczech jest zła, jak nigdy dotąd. Według prognoz niemieccy producenci mogą sprzedać mniej samochodów elektrycznych niż w poprzednim roku. W obliczu kolejnych wyborów największa partia EPL (Europejska Partia Ludowa) już przewiduje, że bez szybkich decyzji niemiecka gospodarka będzie wymagała reanimacji; zapaść bowiem już jest widoczna. To pokłosie wielu błędnych decyzji dających pierwszeństwo samochodom na prąd. Z tym problemem zmaga się dziś nawet Nissan czy Stellantis.
Chińczycy zaś już zdominowały rynki zachodnie i wkroczyli do Europu otwierając tu swoje salony. Po raz pierwszy mocny akcent chińskich producentów było widać podczas "Sylwestra z Dwójką 2024", gdzie do wygrania był SUV Jaecoo 7 Super Hybrid (ma konkurować z Kia Sportage i Hyundaiem Tusconem).
„Obok wzmocnienia granic czy zmniejszenia nielegalnej imigracji, głośno ma być o złagodzeniu planu odejścia od silników spalinowych w 2035 roku. To jeden z flagowych (dopiętych) projektów Ursuli von der Leyen" – pisze Luca de Meo, do niedawna prezydent ACEA (President of the European Automobile Manufacturers' Association).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Wyciek założeń partii EPL może być niespodzianką przed wyborami, jeszcze mocniejszy kaliber ma być wycelowany w całkowicie elektryczną przyszłość na rynku motoryzacyjnym. Potwierdzeniem tego trendu może być ostatnia premiera elektrycznego Porsche Macana, Otóż dyrektor finansowy Porsche Lutz Meschke nie owijał w bawełnę - plan zablokowania sprzedaży pojazdów spalinowych w Europie od 2035 roku może spalić na panewce.
Porsche dość ostrożnie podchodzi także do tematy paliw syntetycznych, które kuchennymi drzwiami miały wejść na posiedzenie europosłów, dając furtkę dla luksusowych aut spalinowych. Pieniądze, inwestycje poczynione przez niemiecką motoryzację, w tym Grupę Volkswagena, Porsche czy Mercedes-Benz nadal stoją pod znakiem zapytanie. Volkswagen zwalnia nawet pracowników, bo elektryków nikt już nie chce.
Lutz Meschke przypomniał także kwestie dopłat, które zostały wycofane na rynku niemieckim w grudniu 2023 roku. Bez dopłat elektryki nie mają szans na przetrwanie i uczynienie z motoryzacji „Złotego Graala”.
„Na początku 2024 roku Niemieckie Stowarzyszenie Przemysłu Motoryzacyjnego (VDA) po raz pierwszy od 8 lat przewidywało spowolnienie sprzedaży samochodów elektrycznych w tym kraju i to aż o 14 proc. Winne są: inflacja, wysokie ceny pojazdów (+ baterie) oraz niesatysfakcjonująca (ale dalej lepsza niż w Polsce) sieć ładowania samochodów” - czytamy w opracowaniu b. prezydenta ACEA, CEO Renault
Czy niska cena może rozruszać elektromobilność?
W opinii ciężko pracującego Polaka (na kilku etatach) wszystko zależy od ceny, gdyż do ekspansji na europejski rynek szykuje się horda elektryków z Chin. Są konkurencyjne, wcale nie takie słabe, jak je malują, a do tego mają znacznie lepsze (tańsze) baterie nowego typu. Toyota, Hyundai, Volkswagen chce wprowadzić takie baterie dopiero na przełomie 2025/ 2026 roku, ale to może być za późno.
Chiny stały się w 2023 roku największym eksporterem samochodów na świecie, a lokalna marka BYD wyprzedziła Teslę w światowej sprzedaży elektryków w ostatnim kwartale 2023 roku. Reklamy chińskiego producenta były widoczne, b. widoczne podczas Mistrzostw Świata w Pilce Nożnej.
Jak pisze Zeyi Yang, dziennikarz współpracujący z "Massachusetts Institute of Technology Review", na przełomie wieków Chińczycy tworzyli już niezłe auta w ramach spółek joint-venture z europejskimi producentami, ale zdali sobie sprawę, że pod względem technologii spalinowych (a później hybrydowych), nie będą w stanie dogonić Starego Kontynentu. To zmusiło Chińczyków do tsunami w tej branży i inwestowanie w samochody elektryczne. Mieli (i mają) tanią siłę roboczą, zachodnie technologie, pierwiastki ziem rzadkich (podobno największe na świecie, po Korei Pn.), a także wizję dot. zainteresowania tymi samochodami – na początku – chińskich użytkowników.
Do tego poziomu Państwo Środka doszło jednak w zupełnie inny sposób niż Europa. Mieli plan, surowce, a przede wszystkim: potrafili zachęcić do przesiadki do - umówmy się - zeroemisyjnych aut. Taki właściciel dostawał tablice rejestracyjne w Kraju Środka od razu, na spalinowe musiał czekać (jak w Polsce na tablice zabytkowe)!
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Niemcy są sami sobie winni
Niemiecki przemysł motoryzacyjny stanowi ok. 16 proc. eksportu i jest na najwyższym miejscu tego rankingu. Branża motoryzacyjna zatrudnia blisko milion pracowników, jeszcze więcej pracuje – jako poddostawcy – dla niemieckiej motoryzacji. Tu przypomnijmy epizod sprzedaży Opla, który był w 2011 roku własnością GM. Sama kanclerz Angela Merkel nie przepadała za GM i odetchnęła, gdy niemiecka marka została kupiona za 2,3 mld euro grupie PSA. Nieco później w 2021 roku Opel ponownie zmienił właściciela wchodząc pod skrzydła konsorcjum Stellantis. Dziś Stellantis ma duże kłopoty! Warto dodać, że dobra narodowe, jak Opel i niemieckie piwo powinny być pod parasolem ochronnym państwa.
Nie jest tajemnicą, że wielkie, zasłużone marki dla światowej motoryzacji, albo przestają istnieć, albo są zależne od chińskich banków. Tajemnicą poliszynela jest też ślad chiński w aferze wszech czasów „diselgate”.
Ursula von der Leyen zachowuje się nerwowo i nieprofesjonalnie
Co zatem robi UE – wprowadza cła, aby chronić europejskich producentów przed ekspansją chińskich aut elektrycznych. Niestety, taka polityka ma też słabe strony, działa w obu kierunkach. Chińczycy już zapowiedzieli, iż wstrzymują inwestycje, dla przykładu decyzja ta już dotknęła fabrykę w Tychach, która miała rozpocząć produkcję aut elektrycznych marki Leapmotor. Również projekt elektrycznej Izery jest zagrożony, gdyż chiński wkład w ten projekt został przekreślony.
Raz jeszcze przypomnijmy, co pisał Luca de Meo, aby elektryki były konkurencyjne. Chodziło mu o wsparcie finansowe, obniżone ceny o jedną trzecią w porównaniu do aut z silnikami tradycyjnymi (przykład elektrycznego potentata MG, BYD czy Omody), niższe podatki drogowe, otwarcie miast na "zmotoryzowanych inaczej". Nikt go nie słuchał, a teraz wszyscy się dziwią, dlaczego Chiny przebijają cenowo europejskie i amerykańskie elektryki.
Nie tak dawno mogliśmy testować świetną Mazdę CX-60 3.3 e-Skyactiv D 254 KM (z silnikiem Diesla), które już spełnia normę Euro 7. Mimo to niewielu europosłów zwróciło na to uwagę, bo uprzywilejowane są tylko elektryki! Są też inne koncerny pracujące nad czystymi silnikami, w tym Toyota, wspomniana Mazda, Honda czy BMW, ale Ursula von der Leyen nie słucha inżynierów (konstruktorów), nie słucha także swojego ulubieńca Donalda Tuska. Szkoda, tymczasem polityka UE zabija prawdziwą motoryzację.

Luka de Meo zauważył też, że są dodatkowe, inne składowe szeroko pojętego programu zeroemisyjnego. Wrogiem dobrego jest bowiem: dwutlenek węgla, tlenki azotu NOx, hałas, korki w miastach i tym podobne problemy wielkich aglomeracji, a nie jedna, wybrana technologia dotycząca głównie aut spalinowych. Z naszych przemyśleń dodajmy jeszcze jeden argument przemawiający za czystymi samochodami spalinowymi - żaden z szejków naftowych zrzeszonych w OPEK nie zakręci złotego kurka, dającego złote runo do kieszenie oligarchów decydujących i przyszłości motoryzacji.
Taki ruch wykonał 1 stycznia prezydent Ukrainy, odcinając rurę naftową i jednocześnie miliardy dolarów wpływających do banków dyktatora Putina. Niemcy zaś chciały grać w ruletkę z decydentami na Kremlu partycypując w gazociągu Nord Stream2. Warto jeszcze dodać, że prezydent elekt Donald Trump zdecydowanie poparł wydobycie ropy naftowej na Morzu Północnym, twierdząc, że tzw. podatek wiatrakowy czyni fermy wiatrowe... nieopłacalnym przedsięwzięciem.
redakcja autoflesz.com