Nissan wstrzymuje produkcję elektryków w USA po decyzji Trumpa o odcięciu dopłat do elektryków

W Stanach Zjednoczonych elektryki – jak widać – są na celowniku Donalda Trumpa, który już na początku swojej prezydentury powiedział, iż  państwo nie będzie dopłacać do pojazdów „zeroemisyjnych” (elektryków). To czy  one są  zeroemisyjne - to temat na inną polemikę.

fot. Toyota

Twarde dowody mówią wprost o notowaniach elektryków w USA. Japoński koncern z Yokohamy już zareagował na ten trend – bossowie giganta  poinformowali, że Nissan rezygnuje z planów produkcji elektrycznych SUV-ów w fabryce w stanie Missisipi. Jako powód podano, iż  spadek popytu na elektryki jest mocno odczuwalny,  po wygaśnięciu federalnych ulg podatkowych, do których rękę przyłożył sam Donald Trump.

Przypomnijmy, że do tej pory  klienci  mogli liczyć na ulgę podatkową w kwocie 7,5 tys. dolarów. Obecnie (elektryki) stają się mniej konkurencyjne w porównaniu z autami spalinowymi (szczególnie oszczędnymi dieslami) i hybrydowymi.  Dodajmy, iż jeszcze podczas zgodnej współpracy prezydenta USA z Elonem Muskiem, ten temat był traktowany nieco inaczej, a zakup Tesli przez prezydenta Trumpa pokazywano niemal na całym świecie. Dziś Tesla i Musk znacząco przegrywają z autami z Kraju Środka i choć wyścig trwa, wszystko będzie zależało  od sytuacji geopolitycznej na styku NATO-Ukraina-Rosja-Chiny.

Podsumowując, koncern z Yokohamy ma problemy, ale bossowie Nissana nie składają broni i zapowiadają rozwój i produkcji modeli hybrydowych do 2028 roku. Gwoli ścisłości warto dodać, że podobne problemy ma Honda czy Volkswagen, strategia na elektryki okazała się nietrafiona, co już potwierdzają  szefowie Volkswagena, Stellantisa, a przede wszystkim BMW. Sam kanclerz Niemiec niedawno powiedział, że zakaz rejestracji samochodów z napędami konwencjonalnymi (diesle, silniki iskrowe) jest porażką Unii Europejskiej i jej przewodniczącej Ursuli von der Leyen.

Na koniec warto też przypomnieć, że sytuacja na rynku aut elektrycznych, po tzw. limicie importu pierwiastków ziem rzadkich z Chin - do europejskich koncernów - może wkrótce pogrążyć kolejnych producentów. Stellantis, jak również Nissan, a nawet Audi czy Porsche nie są już awangardą elektromobilności na rynku motoryzacyjnym. Atak chińskich producentów aut elektrycznch (i hybrydowych) jest już mocno widoczny w Europie. Jak się okazuje, nie konkurują li tylko ceną, ale także wyposażeniem, rozwiązaniami technicznymi, a przede wszystkim nowatorskim podejściem do baterii hybrydowych nowej generacji.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

I tu wracamy do dylematu…czy faktycznie elektryki są pojazdami zeroemisyjnymi, skoro w toku produkcji generują znacznie wyższy ślad węglowy niż jednostki spalinowe? Kolejne pytanie jest znacznie prostsze, czy zagrożenie wojną ze strony Rosji, na kolejne kraje europejskie, nie jest zaporą ogniową właśnie dla elektryków?
Przypomnijmy, że niektóre koncerny już chciały produkować elektryczne pojazdy wojskowe(?), co w obecnej sytuacji geopolitycznej jest naciąganiem struny do granic wytrzymałości. Warto też przypomnieć, iż nawet Stany Zjednoczone trzymają na "ZN" (zapas nienaruszalny) lokomotywy parowe! My mamy je tylko w muzeach, jako eksponaty, rzadko nadające się do eksploatacji... na okres "W" (wojny). 

redakcja autoflesz.com

Źródło: Bloomberg

Publish modules to the "offcanvas" position.