“World Stunt Grand Prix 2012 Bydgoszcz”. Ostatni finałowy dzień dla 17 najlepszych stunterów. Kolejne udane zawody, spektakularne widowisko, najlepsi aktorzy na parkingu przed Centrum Handlowym Auchan.

fot. Artur Kania, autoflesz.com
Miało być ich tylko piętnastu, ale kilku wykręciło takie same oceny. Dlatego jury pod wodza AC Fariasa zadecydowało o powiększeniu finałowego teamu. Goście, fotoreporterzy i niektórzy zawodnicy - bezstresowo przebrnąwszy wczorajszy epizod w klubie Egoist - rozpoczęli barwne widowisko.
Zanim dzwony w kościele pw. Matki Boskiej Królowej Męczenników oznajmiły południe, udanie zaprezentował się Orlen Team z Kubą Przygońskim i Markiem Dąbrowskim na czele. Kuba jest bardzo medialną osobą, ale skromną i bardzo koleżeńską. Dlatego Marek Dąbrowski powiedział, że najbardziej utytułowany uczestnik Rajdu Dakar dostał opiekę serwisowa z firmy KTM. Tu przypomnijmy, że podczas ostatniego Dakaru jego silnik rozpadł się na kawałki. To był wielki przytyk dla tak poważnej i renomowanej firmy. Doceniając umiejętności Przygońskiego austriacka firma wzięła go „pod swoją opiekę”. Pozostali zawodnicy z Orlen Teamu pojadą też na KTM-ach, ale serwisowanych przez polskich mechaników. Dodajmy, że po raz pierwszy w Polsce Kuba zaprezentował swój motocykl, specjalnie przygotowywany tylko dla niego.
Show w wykonaniu Orlen Teamu
Zawodnicy Orlenu przygotowali kolejną niespodziankę – drift w wykonaniu Jakuba Skomorucha, wicemistrza Polski z 2010. Jak wszyscy wiedzą, albo prawie wszyscy, Jakub Przykoński oprócz jazdy na motocyklu udanie startuje w zawodach drifterów. Niestety, w sobotę miał upadek w Sopocie na jednym z treningów i zniszczył swój samochód, dlatego poprosił o zastępstwo kolegę po fachu, wicemistrza Polski.
Było na co popatrzeć, Nissan Skyline R34 z silnikiem 2JZ GTE o mocy ok. 600 KM dawał czadu. Jazda bokiem w wykonaniu wicemistrza Polski rozgrzała do zenitu publiczność, nikt nie wymiękał, nikt nie złowieszczył na rolowany asfalt i tumany alergicznego dymu. Ale tak jeżdżą najlepsi w Polsce drifterzy.
Atrakcje goniły atrakcje
Kolejny punkt programu dla publiczności (ok. 1500 osób na GP) to triki na… rowerze. To nie jest nowa dyscyplina, ale widowiskowa. Bikerom w skórzanych kombinezonach „Denise” brakowało jedynie palonej gumy i kosmicznych przyspieszeń. Nieco później główny organizator GP Maciej "Cygan" Szudzichowski ogłosił kolejne ciekawe zawody dla śmiałków. Chodziło o najechanie tylnym kołem motocykla na puszkę napoju energetyzującego. Dla utrudnienia należało wykonać stoppie, obrócić motocykl o 180 st. i… trafić na puszkę gazowanego płynu. Jeśli myślicie, że to takie łatwe, to błąd. Wygrał zawodnik z Francji, bo „Cygan” nie dopuścił do walki Stuntera13. Podobno wygrywa wszystko, co jest na jego drodze.
Szalony drift z motocyklem i... pokaz barmański
Kolejny, bardzo niebezpieczny, pokaz to drift motocyklowy i jazda bolkiem w wykonaniu Jakuba Skomorucha. Samochód rajdowy i motocykl BMW, pod Hubertem Dylonem, po raz kolejny rzucił na kolana publiczność. Gdy dymy i kurz opadły, wybrańcy mogli zasiąść na prawym fotelu Nissana Skyline i… poczuć przeciążenia jak w F-16. Jak sami przyznali to lepsze od seksu.
Na chwilę prze rozpoczęciem finałowej jazdy stunterów - ostatni pokaz zaprzeczający prawom fizyki dał Hubert Dylon „Raptowny” na swoim BMW F800R - pokazał trik nie wykonywany dotąd. Można postawić pytanie: Jak nakryty białym obrusem stół, z kieliszkami i butelkami, pozostawić w stanie nienaruszonym? Trudno to sobie wyobrazić, a jeszcze trudniej wykonać. Dokładniej chodziło o ściągniecie białej serwety bez poruszenia zastawy. Podobno się nie da, ale jeśli oszukać prawa fizyki i ściągnąć obrus… ciągniony za motocyklem, to resztę sami dopowiedzcie sobie. W Bydgoszczy się udało, a zachwycona publiczność po raz kolejny oklaskiwała „Raptownego”. Jego drift jest perfekcyjny, wyrachowany i piekielnie niebezpieczny. Ale pod kontrolą!
Główna oś programu - finały
Czas na główny punkt programu, czyli przejazdy najlepszej siedemnastki zawodników. Niestety pogoda popsuła szyki organizatorom, ale dokończono przejazdy i ogłoszono wyniki. Okazało się, chyba po raz pierwszy, że aż dwóch Polaków stanęło na pudle. Kto wygrał, pewnie się domyślacie.
Warto tylko podkreślić, iż 4 minuty jazdy finałowej to nie jest bułka z masłem. Trzeba nieźle się nagimnastykować, porozumieć z motocyklem i… wykonać bezbłędnie swój przejazd. Ta sztuka, po raz kolejny udała się Stunterowi13.
Zamiast posumowania
Naszym zdaniem, to kolejne udane zawody, dobra organizacja, światowa czołówka stunterów. Zabrakło jedynie Amerykanów. Nie sadzimy jednak, iż dokonaliby cudu, Rafał Pasierbek jest w tej chwili nie do pokonania. My już gratulujemy organizatorom, zawodnikom i sponsorom za zaangażowanie w tak widowiskową dyscyplinę. Kolejna dopiero za rok!
Choć pogoda sprawiła małego psikusa, rzęsisty deszcz nie pokrzyżował harmonogramu zawodów. Po burzliwej naradzie jury ogłosiło następujące wyniki (już oficjalne):
- Rafał Pasierbek (Polska) 537 pkt.
- Arūnas Gibieža (Litwa) 508 pkt.
- Marcin Głowacki (Polska) 503 pkt.
- Sebastien Desbonnet (Francja) 471 pkt.
- Guillaume Gleyo (Francja) 470 pkt.
- Joona Vatanen (Finlandia) 467 pkt.
- Soulignac Ludovic (Francja) 462,5 pkt.
- Bruno Ferreira (Francja) 427 pkt.
- Lee Bowers (Anglia) 426 pkt.
- Simon Polition ( Francja) 423 pkt.
- Martin Krátký (Czechy) 422,5 pkt.
- Łukasz Bełz (Polska) 421 pkt.
- Romain Jeandrot (Francja) 413 pkt.
- Nikita Podolski (Białoruś) 412 pkt.
- Juha Ruokolainen (Findlandia) 411,5 pkt.
- Oliver Schubnel (Francja) 398 pkt.
- Justus Vatanen (Finlandia) 397 pkt.
więcej: http://stuntgp.eu/index.php?page=main_pl
II dzień "Stunt Grand Prix 2012"
I dzień "Stunt Grand Prix 2012"
{nice1}













