Kłopoty Miejskich Zakładów Komunikacyjnych w Bydgoszcz, co jakiś czas, zajmują czołówki bydgoskich gazet. Sporo miejsca poświęcono, przynajmniej do tej pory, „Tramwajowi do Fordonu”. Jedni przyjęli tę inwestycję z zadowoleniem, inni ciągle narzekają. Jak zatem jest, spróbujmy to ocenić chłodnym okiem użytkowników miejskiej komunikacji.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Podobnie, jak w większości bydgoskich inwestycji nie można dać jednoznacznej odpowiedzi. Nie można też stawiać opinii w formie zero-jedynkowej. Można za to ocenić, co już zostało zrobione, a przede wszystkim, co źle zostało zrobione. Zatem, jak to wygląda w ocenianym okresie - z półmetka wakacji.
Kłopoty drogowe rozpoczynają się latem
Owszem Bydgoszcz jest rozkopana, ale nie od dziś wiadomo, że główny front robót planuje się w miesiącach wakacyjnych. Jak oceniają drogowcy, właśnie wtedy jest znacznie mniejszy ruch umożliwiający przeprowadzanie takich inwestycji. Zgoda, jednak przykład Ronda Toruńskiego, gdzie pracowała zaledwie garstka robotników, to totalna porażka ludzi pana prezydenta. Nie zawsze wybór najtańszego wykonawcy jest uzasadniony. To po pierwsze.
Po drugie, brakuje rzetelnego nadzoru nad wykonawstwem prac drogowych ze strony włodarzy miasta. Ile razy sam prezydent Bruski sprawdzał, co w rzeczy samej... piszczy? Trudno się zatem dziwić, że fuszerka budowlana na Trasie Uniwersyteckiej (naprawa nawierzchni po niby odbiorze końcowym) musiała mieć miejsce, ale czy wyciągnięto wnioski. Kolejny przykład Fordon, a w szczególności fuszerka Eurovii Polska SA na ul. Twardzickiego (i innych wykonywanych przez tę firmę ulic np. ul. Smukalska), przy wylewaniu asfaltu i wymianie podłoża (studzienki kanalizacyjne, utwardzenie, brak wyremontowanych zatoczek autobusowych, pękający asfalt, a nawet zapadlisko /Gazeta Pomorska 4.03.2013r./), kolejny przykład to ul. Brzozowa – fuszerka jakich mało. Niewykluczone, że dołączy do tego grona remontowana nadal ul. Chodkiewicza /Express Bydgoski 30 lipca 2016 r./
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Po trzecie, montowanie z uporem maniaka sygnalizacji świetnych, co kilkaset metrów i tłumaczenie mieszkańcom, że inaczej się nie da. Otóż da się, tylko trzeba myśleć perspektywicznie. Co to oznacza? Budowanie droższych ale bezkolizyjnych skrzyżowań na co czeka ul. Kamienna (słynny przejazd kolejowy do ul. Inwalidów), kłuje w oczy gra świateł na ul. Wojska Polskiego, w tym trzy niebezpieczne przejścia dla pieszych, nieczytelny system ITS, hipermarkety w centrum, a przede wszystkim doskwierający brak obwodnicy miasta.
Jak można było wdać kolejną zgodę na wybudowanie molocha tj. hipermarketu „Zielone Arkady” w tak newralgicznym miejscu. Przecież dziś już nie da się tam przejechać tą ważną dla miasta i kierowców arterią. Jak sobie dają radę kierowcy autobusów, którzy przerabiają ten horror codziennie?
Jesteśmy ciekawi czy włodarze miasta pochylą się wreszcie nad problemem zasypanych, podziemnych przejść Ronda Kujawskiego. Jak dotąd to temat niewygodny dla magistratu, lepiej rozpętać jałową dyskusję o rewitalizacji Starego Rynku i podsycać temat przesunięcia pomnika. Przykłady można mnożyć, ale po co, czyżby włodarze miasta o tym nie wiedzieli? Było też głośno o nowej pani wiceprezydent, miały być inwestycje, pozyskiwanie funduszy, tymczasem jest jak zwykle. No nie, trochę przesadziliśmy, zamiast Zawiszy w Ekstraklasie i PGE Ekstraligi (speedway) mamy triathlon, kompletny brak zainteresowania podczas MŚJ w Lekkiej Atletyce i permanentne korki podczas biegów ulicznych. Nawet w HSW Łuczniczka miejsce targów motoryzacji zajmują - niestety - koty rasowe i te wielorasowe...
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Miejskie Zakłady Komunikacyjne
Od chwili rozwiązania umowy z dyr. Czyrnym nie mają szczęścia do prezesów. Swoją cegiełkę dołożył także b. wiceprezydent Niedźwiecki. To on między innymi stwierdził, że obecny podwykonawca KDD Trans może wykonywać usługi przewozowe dla miasta taniej, tylko że nie wykonuje. Kolejne kuriozalne stwierdzenie, to o nieprzydatności mechaników w MZK, bo nowe autobusy się nie psują (!). Niestety, a może "stety", prezydent Bruski zaskoczony skalą protestu w MZK, postanowił poświęcić swojego podwładnego. Ale o tym za chwilę...
Cofnijmy się na chwilę do b. już prezesa MZK Witolda Dębickiego, który miał szansę wprowadzenia do miasta nowoczesnej, a przede wszystkim ekologicznej floty autobusów CNG. Były nawet testy przegubowców i pojazdów krótkich MAN Lion's City CNG - znakomicie przyjęte w Toruniu, ale nie w Bydgoszczy. Jeszcze przed rozpoczęciem testów prezes Dębicki stwierdził, że nie chce tych ekologicznych autobusów zasilanych sprężonym metanem. Miała być nawet wybudowana stacja CNG (z pomocą PGNiG) na terenie zajezdni MZK przy ul. Inowrocławskiej. Nic z tego nie wyszło, spółka zakupiła autobusy Mercedes-Benz, spełniające normę emisji spalin niższą niż zakładał przetarg (później ratusz usankcjonował to stosowną decyzją). Niestety, pomimo odwołania podmiotów startujących w przetargu tj. MAN i Solaris, wybrano ostatecznie autobusy z gwiazdą...
Wtedy też rozpoczęto powolny demontaż MZK, poprzez wprowadzenie do miasta podwykonawców, czyli słynnej firmy warszawskiej Mobilis. Zgodę na taką politykę wydali ludzie ówczesnego prezydenta Dombrowicza. Pokłosiem tamtych decyzji było zamknięcie jedynej w Bydgoszczy stacji CNG przy ul. Jagiellońskiej 42 (Bydgoska Gazownia). Trzeba powiedzieć jasno, nie są złe z punktu widzenia kilku lat eksploatacji (Citaro, Conecto), jednak to diesle, choć wytyczne UE mówią o posiadaniu 15 proc. pojazdów zasilanych ekologicznymi źródłami energii w zakładowej flocie. Po zakończeniu umowy z firmą Mobilis wybraną innego oferenta, wywołana już firma KDD Trans postawiła na Solbusy, głównie Urbino 12/18 oraz Solcity SM 12/18 z podbydgoskiego Solca Kujawskiego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby przewoźnik zaoferował autobusy gazowe, w ofercie przetargowej wymieniono przecież Solbusy LNG. Niestety tylko wymieniono, gdyż jak się okazało skroplony gaz ziemny był zasłoną dymną, w celu wygrania przetargu. W rzeczywistości firma z Solca Kujawskiego nie mogła w tak krótkim czasie wyprodukować gazowych autobusów, a stacja LNG pozostała w sferze marzeń. Pan Niedźwiecki, często tu przywoływany, dał się nabrać na taka praktykę firmy zewnętrznej. Wynik znamy, cena tzw. wozokilometra jest taka sama, jak w przypadku oferty MZK (lub minimalnie niższa). Wprawdzie pasażera nie interesuje, kto zarządza taborem, liczy się jakość wykonywanej usługi i cena biletu. Czy jednak kierowcy KDD Trans mają umowy o pracę, zapewniony serwis OC, a w szczególności czyste autobusy?
Wyprzedziliśmy nieco fakty, teraz wracamy nurtem zgodnym z polityką prezydenta miasta. Nie jest naszym zadaniem ocenianie jego dwóch kadencji, to ocenią wyborcy... wkrótce.
Kiedy nowy następca, prezydent Bruski przejął stery, dokręcił jeszcze mocniej śrubę. Podjęto decyzję o rozdziale MZK na autobusy i spółkę tramwajową, którą firmował na samym początku wspomniany prezes Dębicki. Co robił? Tego sami nie wiemy, bo „Tramwaj do Fordonu”, co najwyżej pięknie wyglądał na wizualizacyjnych prospektach, a wbicie pierwszej łopaty pod budowę tramwaju podpisywał już jego zastępca – obecny prezes Maciej Kozakiewicz.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Tymczasem, w etapie budowy nowej linii do Fordonu, kolejny raz pojawia się wiceprezydent Niedźwiecki, później pada w niełaskę prezydenta miasta. Ale to nie była największa kara dla podwładnego prezydenta Bruskiego, otóż kreatywny skądinąd zastępca został namaszczony i posadzony na stanowisku prezesa MZK. Nie na długo. Jak wspomnieliśmy, rozpoczął się strajk pracowników, który zakończył się dymisją pana Niedźwieckiego. O tym czy kilkudniowa praca na stanowisku wiąże się z sowitą odprawą, księgowi prezydenta milczą.
Jednak rozdziału MZK na dwie spółki nie cofnięto. To była zła decyzja i jeszcze gorsze wykonanie. Trzeba też jasno powiedzieć, że w kampanii wyborczej prezydent Bruski mocno akcentował budowę "Tramwaju do Fordonu”, ale tak naprawdę nie on przeprowadzał dziejowe zmiany.
Tramwaj do Fordonu (TdF)
W styczniu 2016 roku hucznie otworzono największą inwestycję w naszym regionie (za ponad 430 mln zł), są nowe tramwaje z bydgoskiej Pesy, było wielu podwykonawców lidera konsorcjum GOTOWSKI. To oni pracowali w ciągu tych kilku lat budowy (umowa podpisana 22 października 2013 r.) na konto bydgoskiej inwestycji, jak przedstawiliśmy - z różnym skutkiem.
Czy TdF był potrzebny? Naszym zdaniem tak, aczkolwiek niekoniecznie po wyznaczonej - jak obecnie - trasie. W samym Fordonie aż roi się od pułapek drogowych, czyli miejsc przenikających trasę tramwaju z drogami utwardzonymi. Słynny ITS miał rozwiązać kolejny problem, ale nie rozwiązał. Co więcej, nadal jest niewykorzystywany w pełni, a niektóre tablice wręcz niesprawne (ostatnio ul. Akademicka-Kaliskiego, Akademicka-Romanowskiej czy Akademicka-Igrzyskowa), o czym nadal nie wie Krzysztof Kosiedowski, rzecznik ZDMiKP - lub udaje iż nie wie. Co więcej, jak się ostatnio wykoleił tramwaj na ul. Jagiellońskiej, to motorniczy informował pasażerów o zmianach trasy, sygnalizatory na przystankach nadal wyświetlały... reklamy.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / klimatyzacja niesprawna, choć Swing na gwarancji...
Szyny wyginają się nie w tę stronę
Robiliśmy niedawno rekonesans, po tym jak firma TOR-Krak poprawiała „na szybko” niedoróbkę, szczególnie przy łukach ul. Lewińskiego i Rondzie Misji Pokojowych ONZ. Tam tramwaj zwalniał do 5-10 km/h. Dlaczego, bo trzeba było wyciąć fragment szyny i wstawić nową z tzw. dylatacją (bez spawania). Zrobiono to jednak prowizorycznie, co pokazujemy na zdjęciach. Fachowo ujął to prezes Maciej Kozakiewicz:
- Do ich regulacji i nadania odpowiedniego kształtu są specjalne przyrządy wyrównawcze - przekazał prasie prezes
Rzeczywiście, nie powiedział nic odkrywczego, a te przyrządy wyrównawcze to wynalazek MacGyvera zrobiony na kolanie, profesjonaliści takiej fuszerki nie robią...
Dziś też nikt nie chce się przyznać do popełnienia błędu. Nawet nie wiadomo jaki czynnik zawinił – wykonawca, nieodpowiednie szyny (współczynnik rozszerzalności, a może produkcja chińska), spawy czy tzw, podbitka). */ Dochodziło nawet do tego, że służby musiały polewać szyny wodą!
*/Najczęściej stosowane są szyny tramwajowe np. 49E1 ze stali R260 czy 60E1 R260 z widocznymi znakami tzw. cechowaniem. Szukaliśmy znaczników cechowania (identyfikacja producenta, gatunek stali i znak liniowy, ostatnie dwie cyfry roku produkcji i miesiąc produkcji oraz oznaczenie typu i profilu szyny), ale z mizernym wynikiem. Cechowanie musi być powtarzane co 4 metry długości szyny.
Dziś problem nadal nie jest opanowany, choć prowizorkę zastąpiono niby profesjonalnymi wzmocnieniami (podkładki, śruby, wzmocnienia). Czy to wystarczy? Przed ukazaniem się materiału, tramwaje, w tych miejscach (po łukach ul. Lewińskiego) jadą nieco szybciej. Docelowo spółka chce sprowadzić specjalna maszynę do poprawy torowiska, co będzie się wiązało z utrudnieniami komunikacyjnymi. Pytanie jest inne, czy TOR-Krak wykona usługę w ramach gwarancji a PESA naprawi klimatyzację w swoich "Swingach"?
Tramwaje z bydgoskiej Pesy
Niestety ocena tych nowych „Swingów” nie powinna być chlubą zakładów. Psuły się i psują na potęgę, a anonsowana klimatyzacja, albo nie działa wcale, albo udaje że działa. Owszem zdarzają się wyjątki, jak w Swingu nr 122, Ernst Conrad Peterson. Nikt z Pesy nie robi łaski, by przywrócić gwarancyjną jakość oferowaną w przetargu, ale motorniczy w Swingu nr 113 Leon Wyczółkowski na pytanie pasażerki czy ma klimatyzację odpowiada przyciszonym głosem – niesprawną!
Niestety, siedzenia rozplanowano fatalnie, wysoko rozmieszczono uchwyty (dla siatkarzy i koszykarzy), a na wyginających się torach potwornie buja. Często tramwaje na bydgoskich łukach, choć nie tylko wypadają z szyn, czasem padają elementy sterujące zwrotnicami, niemniej opinia idzie na konto tramwajów, głównie z Pesy.
Dajmy jednak szansę, bo wszystko co nowe też się psuje. Nikt jednak nie może powiedzieć, że nowe "Swingi" są brzydkie czy niefunkcjonalne. To już Primera Dyvision tramwajowej komunikacji lub Alpy designerskiego sztychu.
Co denerwuje bydgoszczan?
Przede wszystkim zmiana rozkładu jazdy komunikacji miejskiej, przynajmniej raz w miesiącu! Dubluje się też trasy autobusów np. 89 i 69. Niekomfortowo wsiada się inwalidom i osobom starszym do tramwajów typu "Konstal", nie są niskopodłogowe. Autobusy są brudne, szczególnie podwykonawcy KDD Trans, śmierdzą w środku, a okna zaklejone są ogłoszeniami.
Kierowcy autobusów (przynajmniej niektórzy) hamują jak w czasach PRL i poczciwych "ogórków" (czytaj Jelcz 043) - mocno i konkretnie, choć sytuacja na drodze czy podjeździe do zatoki tego nie wymaga. Świetnie za to prowadzą kobiety, delikatnie i ostrożnie, jak z jakiem. Ostatnio nastała nowa moda kierowców autobusów, zatrzymują się w końcowej skrajni zatoczki, co powoduję że osoby starsze nie nadążają z wsiadaniem.
Wierzymy, że transport publiczny wreszcie się dotrze, wymaga to czasu i zrozumienia z obu stron - przewoźnika i pasażerów. To chyba pierwsze, tak obszerne podsumowanie komunikacji miejskiej w Bydgoszczy, będą następne. Bydgoszcz się zmienia, widzą to goście przyjeżdżający do grodu nad Brdą, sportowcy czy wystawcy. Mamy też coraz ładniejsze tramwaje, ikonę pojazdów szynowych PESĘ, niedocenianego producenta autobusów z Solca Kujawskiego i ładne, bardzo ładne miasto (z Dworcem Głównym, Operą, przepięknym LPKiW w Myślęcinku i Wyspą Młyńska, a pałac w Ostromecku na wyciągnięcie ręki).
Czy będzie metropolia? To już pytanie do polityków. Szanujmy to co już mamy i pomyślmy pozytywnie, niezależnie od opcji politycznych i sztucznych podziałów.
redakcja autoflesz.com![]()