Bydgoska Fabryka Mebli od kilku lat targana była widmem likwidacji. Już pierwsze zwolnienia grupowe w 2016 roku zapowiadały problemy. Jednak właściciel fabryki długo mówił o uśpieniu, aż w końcu stało się to, co można było zobaczyć na własne oczy – likwidacja. Ale...
fot. autoflesz.com
Podobno rozpoczęcie procesu likwidacji Bydgoskich Fabryk Mebli stało się konieczne, albowiem solidne (lite) meble, a nie jednorazowe produkty z drewna, nie były konkurencyjne z – całym szacunkiem - tandetą. Ludzie jednak woleli jednorazówki z IKEI niż meble z BFM. Tam gdzie kiedyś był duży sklep BFM i biura powstało „Osiedle Paryskie” z garażami i ciągle nieczynnym punktem ładowania aut elektrycznych.
Obecnie właściciel spółki zapewnia, że marka "Bydgoskie Meble" nadal będzie oferowana na rynku. Ale to tylko pozory i mamienie bydgoszczan. BFM produkowały przez ponad 134 lata prawdziwe meble. Jeszcze w okresie głębokiego PRL-u czekało się w nocnej kolejce, aby kupić np. zestaw Brda czy dębową sypialnię. Niestety, to już przeszłość. Podobnie stało się z Eltrą, Zachemem, 2 KOP i lotniskiem, a przede wszystkim ROMET-em. Tak spektakularnej degrengolady i doprowadzenia cennych marek trudno szukać nawet w głębokim PRL-u. Ostatnio, jedynie sprzedaż - za bezcen LOT-u - przebiła całą (PO)plątaną „konkurencję”.
Kolejne sygnały o totalnej zapaści BFM anonsował kandydat na radnego do sejmiku wojewódzkiego Roman Jasiakiewicz. Niestety, cała reszta odbyła się bez echa. Nawet wzmianka nie padła w charakternych deklaracjach kandydatów na prezydenta Bydgoszczy (Rafał Bruski, Tomasz Latos, Marcin Sypniewski, Anna Mackiewicz, Paweł Skutecki). W dniach chwały zakład zatrudniał nawet 800 pracowników, to dokładnie tylu ilu zatrudnia obecnie nowy zakład Kongsberg Automotive w Brześciu Kujawskim k.Włocławka.
Ostatnio wypowiedziano umowy chyba ostatnim 124 pracownikom, nawet tym, co mieli niecałe 3 lata do emerytury. Padła wprawdzie propozycja nie do odrzucenia w oddalonym o 346 km Wieruszowie (HM Helvetia Meble Wieruszów Sp.z o.o. sp.k.), ale to kolejna „ściema”. Nikt, dosłownie nikt nie podjął się mediacji, rozwiązania sporu, zwyczajnie – pomocy. A lotne hasła na banerach wyborczych widzimy nadal. Nikt nie ma sobie nic do zarzucenia, wszyscy mają poczucie dobrze spełnionego obowiązku. To tylko wskazuje, że jesteśmy mocno cyniczni, wyalienowani na proste, ludzkie problemy. No bo gdzie pójdzie stolarz czy lakiernik – dwa lata przed emeryturą. Część przycumuje w zakładach pogrzebowych, niewielu trafi do prywaciarzy, jeszcze mniej zechce się przekwalifikować.
Niedawno, przed Dniem Wszystkich Świętych zgłębiliśmy bardzo ciekawy artykuł pani Moniki Białkowskiej „Cmentarz na samotność”, która porusza kilka zmuszających do refleksji wątków. Tu cytujemy tylko jeden z nich dot. łańcucha pokoleń. Zatem, co po nas pozostanie:
- Po naszych dziadkach zostały fotografie na pożółkłym papierze, listy pisane wiecznym piórem, biblioteki pełne książek, stoły z prawdziwego drewna, porcelanowe filiżanki, złote pierścionki (...)
- Co pozostanie po nas? Emotikony na internetowych komunikatorach, selfie w toalecie, kolekcja e-booków w chmurze, jednorazowe meble z IKEI, papierowe kubki i biżuteria z plastiku – pisze Monika Białkowska
Trudno się z tym nie zgodzić. W pamięci zawsze pozostaje to co zrobiliśmy, to jakim byliśmy, wreszcie to co pozostawiliśmy po sobie. A zatem, niech każdy spojrzy w lustro, przecież zawsze można zrobić więcej.
redakcja autoflesz.com![]()
