W środę rozpoczęły się egzaminy gimnazjalne, ze wstępnych danych wynika, że w naszym mieście wszystkie szkoły zobowiązane do ich przeprowadzenia - i ich nauczyciele - nie zawiedli. Dziś też prezydent Rafał Bruski skierował list do protestujących pracowników oświaty.
fot. materiały prezydenta
Jeszcze wczoraj kuratorium oświaty i urząd miasta miał kłopoty w skompletowaniu komisji egzaminacyjnych, brano wszystkich – przepraszamy za kolokwializm – z łapanki, choć z przygotowaniem pedagogicznym. Aczkolwiek z gremiów rządowych padło stwierdzenie, że taki skład komisji może być kwestionowany a egzaminy mogą zostać uznane za nieważne. Wcześniej jednak MEN, w drodze rozporządzenia, usankcjonowało taką ewentualność doboru komisji.
– Nawet jeżeli będą wadliwe komisje, to zachęcam do przeprowadzenia egzaminu i opisania sytuacji, by to Centralna czy Okręgowa Komisja Egzaminacyjna oceniła prawidłowość jego przeprowadzenia – mówił prezydent Bruski
Prezydent Bruski poparł działania nauczycieli w liście otwartym cytowanym przez kilka regionalnych mediów.
– W pełni rozumiem Państwa dążenia do podniesienia nieadekwatnych do wykonywanej pracy wynagrodzeń oraz solidaryzuję się z Państwem w tej trudnej formie protestu, która niewątpliwie jest aktem uzasadnionego sprzeciwu wobec lekceważenia i niedoceniania pracy nauczycieli – napisał Bruski
- Nauczyciele mogą odczuwać niesprawiedliwość czy nawet upokorzenie, gdy widzą, że rząd składa obietnice kierowane do potencjalnych wyborców, ale nie do nich - dodał
Oczywiście można zakręcić Brdę kijem i powiedzieć, że to opozycja wykorzystuje zaistniałą sytuację, w czasie gdy nauczyciele domagali się podwyżki, to prawa strona dowodzona przez b. premiera Tuska mówiła jednym głosem - pieniędzy na podwyżki nie ma!
– Dyrektorzy szkół, kierując się dobrem uczniów oraz ustawowymi obowiązkami, dołożyli wszelkich starań, żeby egzaminy odbyły się w zaplanowanym terminie. Nie oznacza to braku solidarności z Państwa postulatami i protestem. Wizerunek szkół w dalszej części protestu z pewnością na tym zyska – nie dając stronie rządowej pretekstu do oskarżeń o brak odpowiedzialności za uczniów - tłumaczy Bruski
Prezydent odniósł się także do konieczności potrącenia wynagrodzenia.
- Strajk z pewnością jest dla Państwa trudną formą protestu również ze względu na konieczność potrącania wynagrodzenia. Zapewniam Państwa, że wszystkie zaplanowane w budżetach szkół środki finansowe na wynagrodzenia, pozostaną do dyspozycji dyrektorów. Będzie je można przeznaczyć w 2019 r. na zajęcia dodatkowe z uczniami, zgodnie z potrzebami uczniów i wolą nauczycieli - powiedział prezydent
Cóż, takie dylematy z pewnością analizował przewodniczący ZNP Sławomir Broniarz. Powiedzmy szczerze, Krajowa Izba Obrachunkowa przedstawia wykładnię - nie ma możliwości zapłaty strajkującym nauczycielom za czas strajku.
– Wierzę, że mimo wielu trudności, emocji i wątpliwości, które z pewnością Państwu towarzyszą, uda się Państwu wytrwać w Waszych dążeniach i uzyskać godne warunki płacy i należny Państwu szacunek. Jestem z Wami całym sercem – zakończył Bruski
W dniu egzaminu, strajkujący nauczyciele z Gimnazjum nr 37 przy ul. Kcyńskiej ubrali się "na czarno", podobnie w dniu wczorajszym prezenterzy Wiadomości i TVN.
– To skandaliczne, że do wczorajszego wieczora dyrektorka, podobnie jak większość szefów szkół, była zmuszona kompletować komisję. Widać, że część osób jest z łapanki. Gimnazjaliści w garniturach, a członek zespołu nadzorującego w... dresach – mówią nauczyciele
Sam strajk nauczycieli popierają także rodzice, choć mają problemy z dziećmi, zwłaszcza najmłodszymi. Również sami uczniowie popierają strajk swoich belfrów. Aczkolwiek dziś, w trzecim dniu strajku widać, jak mocne emocje targają obiema stronami. Wczorajsza niefortunna wypowiedź premiera wywołała jedynie poirytowanie i bezsilność. Dziś, choć to boli, ważniejszym wydarzeniem jest rocznica smoleńska i medialne przekazy z pobytu prezydenta i Marty Kaczyńskiej na Wawelu. Nauczyciele walczą w słusznej sprawie, ale czy wywalczą z budżetu 8 mld na podwyżki?
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
redakcja autoflesz.com![]()
Źródło: gazeta.pl
Z ostatniej chwili:
Awantura o pieniądze, czyli... osoby, które zasiadły w komisjach egzaminacyjnych z tzw. łapanki to zdaniem wiceprezesa ZNP Krzysztofa Baszczyńskiego m.in. księża, strażnicy więzienni, zakonnice, strażacy, leśnicy , a nawet rodzice z przygotowaniem pedagogicznym. Baszczyński przypomniał, że ustawa jasno precyzuje, że egzaminować może tylko nauczyciel. Tym samym mamy kolejny spór.
Baszczyński z oburzeniem mówił o wysokich stawkach, jakie nowym członkom komisji egzaminacyjnych mają wypłacać samorządy. Cóż, to miał być wolontariat, a tymczasem pojawili się judasze za 30 srebrników. Dziennikarze sprawdzili kwoty, jak ustalił Fakt24 członkowie komisji dostają 75 zł za godzinę, co daje 300 zł za dzień. Urzędnicy magistratu niechętnie o tym mówią, ale większość członków komisji to jednak wolontariusze. Pomaga im policja i straż miejska. Wolontariusze nie pobierają wynagrodzeń - przekonuje Renata Karolewska z Urzędu Miasta Zgierza /źródło: fakt,10 kwietnia br./
Czwartek, 11 kwietnia - kolejny dzień strajku i kolejne sprzeczne informacje z obu stron. Wreszcie pani minister zabrała głos i powiedziała co jej kazano powiedzieć - zapłaty za dni strajku nie będzie. Z kolei samorządy, jak również kierownictwo akcji strajkowej twierdzi, że wszystko jest zgodne z kodeksem pracy, a takie spory zbiorowe nie mogą wpłynąć na wynagrodzenie nauczycieli.
Pojawiła się jednak kolejna kość niezgody, nauczyciele chcą dalej strajkować. Mówi się nawet otwartym głosem o nieklasyfikowaniu uczniów zdających egzamin maturalny. Sławomir Broniarz zaprzeczył, ale w tle kolejny rebus do rozwiązania, komisje maturalne. Tu już nie można - nazwijmy to po imieniu łapać ludzi z ulicy.* Wszystko teraz zależy od determinacji nauczycieli.
*/ W skład zespołu nadzorującego wchodzi co najmniej trzech nauczycieli, z tym że co najmniej jeden nauczyciel jest zatrudniony w innej szkole lub w placówce. W skład komisji nie mogą wchodzić nauczyciele danego przedmiotu oraz wychowawcy zdających.
Jednym słowem nauczyciele już wchodzą na pole minowe i tylko doświadczony saper może ich przeprowadzić. Pan Proksa się już pomylił, przewodniczący Broniarz ratuje się przed matem, min. Zalewska gotowa już do roszady jako "jedynka" do Brukseli, a kolejna niefortunna wypowiedź marszałka Karczewskiego: "Ja pracowałem dla idei, pracuję dla idei i będę pracował dla idei, a dla dzieci jeszcze tym bardziej powinniśmy pracować" - jest strzałem w kolano. Łatwo doradzać nauczycielom, którzy zarabiają (stażysta) 10x mniej. Tak między wierszami można przeczytać, że najlepszym doradcą przewodniczącego Broniarza jest... sam Grzegorz Schetyna. To zły wybór, a w tej nabrzmiałej sytuacji trudno powiedzieć co jest lepsze - tyfus czy dżuma (?).
Odświeżając szare komórki pamięci przypomnijmy, że w w maju 1993 roku (także przed maturami) odbył się strajk nauczycieli, działania rządu premier Suchockiej i jej min. Flisowskiego były niemal identyczne. Wówczas Kościół był przeciwny strajkowi a prymas Glemp wyraził nawet opinię, iż ten kto strajkuje nie może uczyć patriotyzmu. Dziś najwyżsi hierarchowie Kościoła nie zabierają głosu, choć księża uczą katechezy w szkole. Niestety, doświadczenia strajkujących, wtedy nauczycieli były skrajnie negatywne, również co zapłaty za strajk. Nigdy jednak nie posunięto się do tak wyrachowanych i cynicznych kroków jak #piątka Kaczyńskiego na krówki i świnki. Co więcej, wicepremier Szydło nie ma moralnego prawa mówić i etosie pracy nauczyciela, gdy nadal nie ma "uporządkowanych" spraw związanych z wypadkiem samochodowym z lutego 2017 roku. W świetle tamtego wypadku i powołania (zamiast wicepremiera Gowina) na stanowisko MON Antoniego Macierewicza jest tak samo mało wiarygodna, jak teoria spiskowo o katastrofie TU-154M. Przypomnijmy jedynie, że świadomie popełniła seppuku jadąc do Brukseli w sprawie głosowania nad kandydaturą szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska. To był nokaut, jak w walce Tomasza Adamka z Jarrellem Millerem. Słynny wynik 27:1 był miażdżący dla pani premier, która do projektu swojego mentora nie przekonała ani najbliższych sąsiadów z grupy Wyszehradzkiej, chłodnych jak lód Szwedów, ani Viktora Orbána. Niestety, w zderzeniu z nauczycielami, nie tylko gra na czas, ale nie ma nic więcej do zaproponowania. W tej chwili czekanie na zaproponowany przez premiera Morawieckiego okrągły stół po świętach, to powolne umieranie nauczycielskiej nadziei o godne traktowanie. Ponadto, okopywanie się na pozycjach pomiędzy stronami, przy coraz mniejszym poparciu rodziców, mediów i milczeniu Kościoła pewnie zakończy się porażką - nie nauczycieli, tylko Sławomira Broniarza. To już znamy z niedalekiej historii i medialnej kariery Mateusza Kijowskiego. Warto też się zastanowić, dlaczego ojciec Rydzyk w ogóle nie zabiera głosu w sprawie strajku nauczycieli?
Przypomnijmy też, że według raportu GUS z lutego 2018 roku nauczyciele należeli do grupy najgorzej opłacanych zawodów. Nauczyciel powinien zarabiać 10 tys. zł czyli tyle, ile zarabia project manager w dużej firmie. " A praca z klasą to jest zarządzanie projektem. Odpowiedzialność ogromna. Do zawodu nauczyciela powinno się rekrutować najlepsze 5‒10 proc. absolwentów polskich uniwersytetów - powiedział w rozmowie z "DGP" prof. Jan Fazlagić z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.
18 kwietnia – 10 dzień strajku. Dziś miały się odbyć kolejne rozmowo przedstawiciel ZNP z przedstawicielami rządu. Odbyły się, ale żadnej nowych propozycji wicepremier Beata Szydło nie położyła na stole. Rząd zaproponował podwyżkę wynagrodzenia zasadniczego przy jednoczesnym zwiększeniu pensum o 2 godz., ale dopiero od września 2020 r. Związkowcy nadal upierają się przy 15 proc. wynagrodzeniu od stycznia 2019 roku, ale nie wygaszają opcji 30 proc. w trzech transzach.
Dojrzewa także opcja trzymania w szachu maturzystów, którzy najpierw muszą być sklasyfikowani i doduszeni do matury. Tej klasyfikacji rady pedagogicznej, w zdecydowanej większości strajkujących szkół, nie ma. Beata Szydło pytana przez dziennikarzy, czy rząd ma plan awaryjny na taką ewentualność – odmawiała odpowiedzi. Pani premier widać liczy na kolejną specustawę omijająca ten casus prawny.
Przypomnijmy, iż warunkiem poduszenia maturzysty do egzaminu dojrzałości jest klasyfikacja uczniów, czyli wystawienie ocen końcowych przez radę pedagogiczną danej szkoły.
A kim jest Sławomir Broniarz? To postać kontrowersyjna, z kilkoma dziurami w życiorysie. Twierdzi, że jego pensja jest prywatną spraw ZNP, gdyż na jej wysokość wpływają składki nauczycieli. W świetle wynagrodzenia 12 tys. zł przewodniczącego ZNP można żonglować propozycjami rządu i wytaczać duży kaliber (niepoduszenie uczniów do matur) na flanki rozmów z rządem. Rząd już dawno dał znać, że nie traktuje poważnie – z całym szacunkiem - nauczycieli. A główny negocjator pan Broniarz nakręcony ideologią samego Grzegorza Schetyny już myśli, że jest Bogiem, jak kriochirurg przeszczepiający ludzkie serce.
Janusz Korwin Mikke, jakkolwiek by o nim nie mówić, powiedział wprost – zdelegalizować ZNP i „bliżej zająć się” panem Broniarzem, jak szefem KNF Markiem Chrzanowskim. Niestety, w demokratycznym państwie, to zwykle niemożliwe. Ale, naszym zdaniem niemożliwe jest utrzymywanie się z podstawowej pensji nauczycielskiej - w wymiarze mniejszym 4-krotnie, od tej którą pobiera Sławomir Broniarz. Na marginesie tej bitwy szachowej pojawiają się nowe opcje, jak podała TVP1, szef związku otrzymuje dodatkowe wynagrodzenie za zarządzaniem majątkiem trwałym ZNP, a wśród nauczycieli krążą informacje, jakoby pan Broniarz firmował swoją prywatna szkołę, w której nauczyciele nie strajkują!
Jeszcze bardziej bezczelnie powiedział w Radio Zet Jarosław Gowin, który za 17 tys. zł nie mógł przeżyć od pierwszego do pierwszego! Z kolei, Beata Szydło negocjująca ze związkami zawodowymi powiedziała wprost o nagrodach dla swoich ministrów: „Te pieniądze im się należały". Cóż, zapomniała o "umiarze i pokorze" w swoim ostatnim exposé. Czy równie o swojej powinności i uczniach-maturzystach zapominał pan Broniarz?
Jakkolwiek dalej potoczy się ten strajk nauczycieli, jego szef przegrał kolejną bitwę, choć chwali się poparciem związków zawodowych z całego świata. Niestety, strajk - z dnia na dzień - traci poparcie społeczne, szczególnie rodziców, którzy dopiero teraz doceniają rolę nauczyciela-wychowawcy. Szkoda (choć to slogan), że tego nie dostrzegło państwo za rządów b. premiera Tuska.
środa, 24 kwietnia br. – były szachy, później poker a dziś premier Morawiecki powiedział „sprawdzam”! Szkoda, ale to już koniec etosu nauczycieli, największym przegranym jest sam pan Broniarz. Dziś nawet nie wie, jak zakończyć strajk nauczycieli. Właśnie oni wierzyli w zwycięstwo, niestety nadzieja umiera ostatnia. Dlaczego?
Dziś bowiem premier Morawiecki na konferencji prasowej powiedział to, o czym przebąkiwano od kilku dni w sprawie klasyfikowania maturzystów. Rząd, najprawdopodobniej już bez złotoustej pani min. Zalewskiej, podjął uchwałę zmieniającą zasady gry. Otóż, jeśli Sejm i Senat przegłosują tę specustawę, to teraz dyrektor szkoły, a nie rada pedagogiczna, będzie mógł dokonań tego do 26 kwietnia. Jeśli i to zawiedzie, to:
– W szkołach, w których rady pedagogiczne nie podejmą decyzji o dopuszczeniu uczniów do matury, prawo takie będzie przysługiwać dyrektorowi szkoły – zapowiedział premier. Dodał, że w wyjątkowych sytuacjach, gdy ani rada pedagogiczna ani dyrektor nie będą chcieli podjąć decyzji o klasyfikowaniu uczniów, wówczas „zrobi to organ prowadzący samorząd terytorialny" - powiedział premier
Premier Morawiecki odpowiedział także na pytania dziennikarzy w sprawie egzaminu ustnego. Morawiecki nie powiedział wprost, ale dał do zrozumienia, że rząd ma plan B. Tym samym premier uciął spekulacje i niepewność rodziców i maturzystów.
– Państwo polskie musi zagwarantować, że w każdej szkole maturzysta będzie mógł przystąpić do matury w terminie. Tego wymaga dobro nauczycieli, uczniów i ich rodziców. Tego wymaga też powaga państwa polskiego – powiedział premier na Radzie Ministrów
Jutro specustawa, co prawda napisana na kolanie i w świetle księżyca, zostanie wniesiona do laski marszałkowskiej, a Sejm z dużym prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, przegłosuje ten fortel Morawieckiego. Strajk traci już mocne poparcie rodziców i opozycji, co ciekawe, nawet niektórych nauczycieli. To oni są zagubienie, stoją w przysłowiowym rozkroku i mówiąc wprost – nie zasługują na takiego przewodniczącego, który w ostatnich dniach nawet odmawia kolejnych rozmów ze stroną rządową. Fakt, nowych propozycji - co do płac - nie będzie, ale jeśli się nie rozmawia, tylko okopuje na swojej pozycji, to każdy pokerzysta wie, iż nie powinien taki gracz zasiadać do stolika!
piątek, 26 kwietnia br. - ZNP zdecydował o zawieszeniu strajku nauczycieli do września. Rząd nie ukrywa satysfakcji i znów pojawia się narracja w stylu wygrany/ przegrany. To błąd, nie można w takich kategoriach oceniać najsilniejszego od 1993 roku protestu nauczycieli.
Sławomir Broniarz mętnie tłumaczył, że zawieszenie strajku to zwrot w stronę maturzystów, którzy powinni być klasyfikowani. Ale kuriozalne słowa padły ze strony polityków, którzy co miesiąc biorą na rękę po min. 20 tys. zł! Niektórzy nawet mówili, że za 14 tys. zł nie mogli przeżyć do końca miesiąca. Były nawet słowa, że za 6 tys. zł to pracuje złodziej, albo idiota!
Marszałek Senatu Stanisław Karczewski podłożył kolejny ładunek na to pole minowe i upokorzył wręcz nauczycieli. „A myślałem, że będą strajkować w wakacje. Powinni” - powiedział
Nauczycieli jest w Polsce ponad 700 tys. Oszacować można, że rząd wystawił przeciwko sobie właśnie około 7-10 proc. armię wściekłych, zdeterminowanych wyborców, który owszem walczyli o większe wynagrodzenie, ale walczyli też o godność tego zawodu. Niestety, to się może odwrócić, zwłaszcza po jesiennych wyborach, niewykluczone że nawet wcześniej, podczas majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Nauczyciele nie spalą opon, nie będą rzucać śrubami, nie zablokują autostrady i choć oddali pole bitwy, to przy urnie mogą być silniejsi niż jakakolwiek inna grupa społeczna. Zgodnie z danymi podanymi przez nadal panującą min. Zalewską (Sejm odrzucił wniosek o wotum nieufności) nauczycieli jest 702 tys. 293.
- Podjęliśmy decyzję o zawieszeniu strajku, by zapewnić uczniom warunki do spokojnego ukończenia roku - ogłosił na konferencji prasowej Sławomir Broniarz
Prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego uspokoił tegorocznych maturzystów, ale równocześnie zirytował wielu nauczycieli, którzy deklarowali dalszą chęć strajku.
- Jesteśmy w szoku, nie zgadzamy się z tą decyzją. Prezes Broniarz musi odejść, zdradził nas – mówi wielu nauczycieli
Aktualnie panujący prezes Broniarz stara się o reelekcję, ale to mało prawdopodobne. To nie jest bohater na miarę Williama Wallace’a i związek powinien o tym wiedzieć. Bliżej mu do Grzegorz Schetyny niż do niezależności. Dziś, ani KE ani sam Schetyna nie popiera już człowieka, który chciał powalczyć o kaganek oświaty. Zresztą nieudolnie, co zarzucało mu wielu nauczycieli, zdeterminowanych nauczycieli. Pomimo gotowego do cięcie mieczu Damoklesa i obniżonego wynagrodzenia – średnio 100-165 zł za każdy dzień strajku, nauczyciele chcieli wałczyć dalej. Teraz odebrano im nadzieję, nawet poniżono wypowiedziami w stylu marszałka Karczewskiego. Niestety, zasady fair play obowiązujące w sporcie, są nieznane politykom.
W piątek prezydent Andrzej Duda podpisał też wspomnianą już wcześniej specustawę dotycząca przeprowadzenia (i klasyfikacji maturzystów) matur, która została przyjęta przez Sejm... w nocy!
redakcja autoflesz.com![]()