COVID-19 nadal bardzo groźny w naszym regionie, dotąd wolnym od koronawirusa

Jeszcze w poniedziałek dwa województwa w Polsce nie miały zarażonych wirusem wywołującym chorobę COVID-19 -  podlaskie i kujawsko-pomorskie. Dlaczego?

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Mówił tym niedawno prof. Filisiak z woj. podlaskiego  – na Podlasie nie wędrowały testy zakażonych wirusem, podobnie było w Bydgoszczy i naszym regionie. Było...  już wiemy, że dr Jerzy Kasprzak, Dyrektor Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Bydgoszczy - od wczoraj - nie jest już dyrektorem. Niestety, nie został też żadnym konsultantem, jak b. prezes TVP Jacek Kurski. Przełożeni milczą w tym temacie, a na interaktywnej mapie zakażonych wirusem pojawiły się oba  ośrodki jednocześnie. W naszym regionie jest już 8 zakażonych (a liczba będzie rosnąć), w woj. podlaskim dwóch. Zbieżność... czy naturalna selekcja osób odpowiedzialnych, do tego z wynikami na tzw. zielonej wyspie, jak to kiedyś powiedział b. premier Donald Tuski.

Obecnie Bydgoszcz, od poniedziałku wykonuje testy na koronawirusa, należy zatem spodziewać się kolejnych przypadków zakażonych COVID-19. W tej sytuacji, nadal rosnącej pandemii, trudno zrozumieć, że niektórzy dziennikarze, z wiodących redakcji w regionie nakręcają się tą sytuacja. Naigrywają się z częstego mycia rąk i drapani  „po twarzy” (ciekawe jakby na to spojrzał pan redaktor u dentysty), ba nawet sugerują, że przechodząc obok osoby potencjalnie zakażonej (nie ziejącej kroplistym kaszlem) mogą się zarazić.

Krytykowanie, do tego w okresie politycznego przesilenia, nie jest działaniem w słusznej sprawie. Owszem można było wszystko zrobić wcześniej, uszczelnić granice, zakazać zgromadzeń, a nawet wysłać chętnych na Marsa. Owszem, ale dziś już odzywają się głosy np. prezydenta Bułgarii, że Polska uszczelniła granice zbyt wcześniej niż wynika to z obowiązującego prawa międzynarodowego. W rzeczy samej, Unia Europejska biernie przyglądała się rozwojowi pandemii i po raz kolejny udowodniła, że jest słaba na wypadek „W”. A pandemię koronawirusa tak właśnie trzeba nazwać - wojną bakteriobójczą.

To krótkowzroczna ocena, gdyby nie zrobiono nic, jak w Wielkiej Brytanii (1950 przypadków udokumentowanych), to także posypałyby się słowa krytyki na premiera. Boris Johnson chciał przeczekać i stawić czoła koronawirusowi, jak właściciele największej organizacji UFC w mieszanych sztukach walki. Niestety, po raz kolejny - nie udało się! Przykład Włoch pokazuje, że sytuacja wymknęła się spod kontroli,  jak w powieści  Alberta Camus „Dżuma”,  rozgrywająca się w altach. 40. XX wieku w Oranie.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / PESA po napięciem, już nie pracuje "na  zwarciu"

Bydgoszcz w walce z groźnym wirusem
Bydgoszcz, jak powiedzieliśmy, nie jest już zieloną wyspą, w mieście zrobiono niemal wszystko, co zaleciło ministerstwo zdrowia i prof. Szumowski; aczkolwiek krytycy znów powiedzą, że zaniedbano to i owo. Już niemal pewne jest, iż kwarantanna w szkołach i na uczelniach potrwa dłużej, najprawdopodobniej do Świąt Wielkanocnych.
Największe markety i hipermarkety ograniczyły działalność, nawet dotknęło to stoiska wynajmujące powierzchnie sprzedażowe (sklepy jubilerskie, fotograficzne, odzieżowe czy platformy sprzedające wycieczki zagraniczne). Działają natomiast markety budowlane, urzędy (w tym poczta, choć z ograniczeniami), apteki, male sklepy, piekarnie,  banki i bankomaty, nadal czynne są sklepy zoologiczne, kursują autobusy i tramwaje (choć z wydzielonymi strefami wolnymi od pasażerów), a nawet 10 Wojskowy Szpital Kliniczny z Polikliniką (niestety nie są przyjmowani cywilni pacjenci). Niektóre przychodnie np. Poliklinika przy 10WSK  (do środy można było nawet bezkolejkowo stanąć do pobrania krwi i otrzymać e-receptę od lekarza pierwszego kontaktu). W innych bydgoskich szpitalach obowiązuje kategoryczny zakaz odwiedzania chorych.

W całym mieście widać zauważalny znacznie ograniczony ruch samochodów, nawet totalnie zakorkowana ul. Wojska Polskiego jest przejezdna w godzinach szczytu. Niestety ruch na największej inwestycji miasta tj. na rondzie Kujawskim i Bernardyńskim niemal nie istnieje, robotnicy wprawdzie pracują, ale nie z takim zapałem jak przed pandemią, wygląda na  to, że termin zakończenia budowy nie zostanie dotrzymany.

Prezydent miasta z ZDMiKP zastanawia się,  czy pójść drogą prezydenta Krakowa i Gdyni  aby zwolnić od opłat kierowców za parkowanie w strefie miejskie. Myśli też nad ultimatum wojewody nt. uwolnienia decyzji zabraniających ruchu samochodów wokół fary i Starego Rynku (dostał na to aż 30 dni). Przypomnijmy, iż konflikt pomiędzy prezydentem Bruskim a wojewodą trwa od nieszczęsnej eksmisji tartaku przy ul. Ujejskiego 42.

Sądy  wprawdzie działają, ale  nie w pełnym wymiarze, podobnie rzecz się ma w prokuraturze. Śluby kościelne, praktycznie nie są zawierane w tym okresie, a pogrzeby odbywają się tylko w okrojonym, ścisłym gronie rodzinnym. Akademiki, bursy, internaty opustoszały i są przygotowane na przyjęcia fali osób z koronawirusem.

Niemal pełnych obrotach pracuje PESA, która usilnie przygotowuje się do wprowadzenia pionierskiej technologii wodorowej w swoich pojazdach szynowych. Rok przyszły ma być przełomem nie tylko w Polsce, dlatego nadal odbywają się giełdy pracy (nabór spawaczy, lakierników, elektryków, inżynierów).

Auto Gaz Holandia

W mieście ucichł też temat zakupu autobusów elektrycznych, jak już pisaliśmy miasto przegrało walkę na dotacje  unijne  na ten rodzaj zeroemisyjnego transportu - zeroemisyjnego – tak naprawdę – tylko z nazwy (ale prezydent liczy na ewentualną zmianę decyzji po wniesieniu odwołania).

Na koniec ciekawostka, wreszcie dobra wiadomość dla kierowców, ON na przymarketowych stacjach paliw kosztuje... 4,68 zł/litr, Pb95 4,58 zł/litr (stacja Auchan). Z naszych obserwacji wynika, że tendencja spadkowa utrzyma się jeszcze długo, gdyż na rynkach światowych kurs baryłki ropy Brend nada pikuje w dół. Na stacjach Orlenu można też kupić reklamowany płyn bakteriobójczy – 4 litry/90 zł. Wieczorem prezes PKN Orlen potwierdził, iż gigant obniży ponownie ceny paliw!

Ku przestrodze: pandemia w Chinach praktycznie już opanowana, ale nie można liczyć na to, że się nie powtórzy jak okresowy wirus grypy. Niektóre badania sugerowały, że koronawirus może się szerzyć wolniej w cieplejszym i wilgotniejszym klimacie. Eksperci, w tym przedstawiciele Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), przestrzegali jednak, że nie należy liczyć na to, iż wirus zniknie wiosną bez stanowczej interwencji służb sanitarnych. Wskazywano również, że patogen szerzył się także w klimacie tropikalnym, m.in. w Tajlandii i Singapurze. /źródło: fakt.pl/

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.