Złagodzenie pandemii miało wyrównać zaległości, ba nawet przestoje w produkcji nowych aut. Niestety, sytuacja na rynku fabrycznie nowych samochodów, także w Polsce jest trudna. Miało być lepiej, z przytupem, ale salony robią co mogą, aby zapełnić powierzchnię modelami z folią na siedzeniach.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Co ciekawe, nawet na rynku aut używanych jest źle, ma to związek z tzw. autami popowodziowymi (Niemcy, Belgia), jak również wyższą cena takich egzemplarzy spowodowaną brakiem aut z najnowszego okresu produkcji. Dziś nawet na przysalonowych parkingach aut używanych - z gwarancją - brakuje samochodów. Co więcej, ustalenia unijne dot. podnoszenia restrykcji i reżimów ws. emisji spalin (nowe, obowiązkowe wyposażenie aut, brak mikroprocesorów i półprzewodników, nieplanowane lockdowny i przerwy w produkcji) zmusiło producentów do podniesienia cen.
Nie pomaga w tym ogólnym bilansie kolejna niespodzianka cenowa, wkrótce cena Pb 95 zbliży się do 7 zł/litr. Wzrośnie cena energii elektrycznej i gazu (w tym LPG). Tak promowane elektryki nie mają szans u Kowalskiego, pragnącego jeździć zeroemisyjnym pojazdem. Problem w tym, że przyszli właściciele "kupują" reklamy o zeromisyjności, a tak naprawdę samochody elektryczne wcale nie są zeroemisyjne, o czym wielokrotnie pisaliśmy. Kłania się tu tzw. ślad węglowy w toku produkcji, wytwarzanie energii elektrycznej z węgla, rabunkowa eksploatacja pierwiastków ziem rzadkich, utylizacja zużytych akumulatorów (a raczej brak ustaleń i pomysłów w tym obszarze) czy wysoka cena zakupu samochodu czysto elektrycznego EV.
Sytuację na polskim rynku monitoruje Instytut Samar i ma twarde wnioski.
- We wrześniu 2021 r. zarejestrowano w Polsce ponad 38,5 tys. aut osobowych oraz dostawczych o DMC do 3,5 t. To spadek o prawie o 11 proc. i niespełna 0,5 proc. mniej w ujęciu miesięcznym - podał Samar
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / po podwyżkach cen prądu, tym na stacjach ładowania średniej i dużej mocy, opłacalność jazdy elektrycznym samochodem będzie... NIEOPŁACALNA
- To trzeci z rzędu (a czwarty w tym roku) spadek sprzedaży. Tradycyjnie wrzesień to okres wzrostu zakupów po czasie letnich wakacji i urlopów, w którym popyt na samochody jest niższy. W tym roku sprzedaż aut była jednak niższa we wrześniu niż w lipcu czy sierpniu – czytamy w raporcie Instytutu Samar
Z raportu wynika, że we wrześniu br. roku udział klientów indywidualnych w całkowitej liczbie rejestracji samochodów osobowych wyniósł tylko 25,01 proc; firmy zaś osiągnęły poziom 74,99 proc.
Interesująca jest także walka o najlepiej sprzedające się modele na polskim rynku. Nadal Toyota jest liderem, a Kia i Skoda walczą o drugie miejsce.
Dlaczego auta używane podrożały?
Podrożały i to dość znacznie. Sytuacja przypomina okres głębokiego PRL-u, gdzie praktycznie nie można było kupić salonowego auta, bo... nie było salonów. Zanim taki pf 126p wjechał przed bramę giełdy, był już oblegany przez handlarzy. Dziś klienci nie chcą czekać po 6-12 miesięcy za nowym modelem, większość woli kupić z drugich rąk (głównie Niemcy), z b. dobrym wyposażeniem i wymarzonym silnikiem (nawet 6-8 cylindrowym, z konkretnym odejściem spod świateł).
Analitycy przewidują, że obecny trend na auta używane potrwa jeszcze 12 m-cy, aż sytuacja po pandemii odblokuje niemal wszystkie problemy, w tym finansowe przyszłych użytkowników. Ale to tylko teoria, jak wzrost inflacji w Polsce do 7 proc. Dziś cena aut używanych jest wyższa o 15-18 proc. w porównaniu z okresem przed pandemią, a ma jeszcze wzrosnąć o kilka punktów procentowych.
Nie jest też prawdą, że samochody używane z silnikiem Diesla pójdą do muzeum, zadbane egzemplarze, nawet te o większej pojemności powyżej 2,0- litrów znajdują swoich zagorzałych właścicieli, do których i my się zaliczamy. Pamiętajmy jednak, że akcyza za auta powyżej 2,0- litrów wynosi 18,6 proc. Ale jeśli kupicie np. takie bmw 3.0d biturbo, które spala ok. 7,5 l/100 km, to przekonacie się dlaczego warto nadal kupić diesla. W obecnych realiach, trudno zrozumieć dziennikarzy mainstreamowych mediów, dlaczego tak usilnie chcieli odesłać te silniki do muzeum motoryzacji. Warto tylko dodać, że Toyota powiedziała „nie” elektrykom, ale w swojej ofercie ma diesla np. Toyota Hilux.
Według Aures Holding rynek samochodów używanych kurczy się od początku kryzysu koronawirusowego, a ceny samochodów używanych rosną.
- Z naszych analiz wynika, że w Czechach, na Słowacji i w Polsce nastąpił znaczący spadek wolumenu używanych samochodów w głównych punktach ogłoszeń samochodów używanych w ujęciu rok do roku, a wraz z nim znaczący wzrost ich cen. Największy spadek oferty odnotowaliśmy w Polsce, gdzie liczba samochodów oferowanych zmniejszyła się o 29 proc. – czytamy w raporcie Aures Holding
Zatem jeśli nie kupiliście jeszcze używanego auta, to już ostatni dzwonek, będą droższe, jak mieszkania sprzedawane przez cwanych deweloperów. Jeśli zaś chcecie sprzedać (lub oddać w rozliczeniu), to wstrzymajcie się do przyszłego roku.
redakcja auoflesz.com