Mijający rok 2021 nie był dobrym okresem dla Polski. Choć stajemy się bogatsi, uwierzyliśmy w siłę pieniądza, a nawet w Polskę odgrywającą ważną rolę w Europie. Tymczasem realia są zgoła inne, a przepowiednie i prognozy nie napawają zbytnim optymizmem. Ale nie chcemy zaczynać od narzekania, powiemy przekorne "Sylwester Marzeń" w Zakopanem był dla wielu energetycznym widowiskiem i siłą dotowanej TVP prezesa Kurskiego.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/
Rynek samochodowy
Pandemia COVID-19 nie zwalnia, nawet Chiny, lider przewodników i producent elektroniki do samochodów, w tym aut elenktycznych, musiały uznać ogólnoświatowy zastój. Brak procesorów, specjalizowanych układów scalonych, jak również aluminium i magnezu (stop na wytrzymałe blachy do karoserii) mocno wyhamowały proces produkcji samochodów. Na rynku, jedynie Toyota – mówiąc kolokwialnie - dawała radę i wprowadziła dwa odlotowe modele tj. całkowicie nowego Yarisa oraz Yarisa Cross. Tuż po Nowym Roku do sieci sprzedaży wejdzie nowy crossover Toyota RAV4 i rozpocznie się karuzela WRC. Wszystko wskazuje, iż ponownie w kategorii producentów Toyota Gazoo Racing nie będzie miał równych.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/
W salonach Toyoty znalazło się sporo upustów i okazji po „wietrzeniu magazynów”; Volkswagen próbował konkurować, ale był bez szans.
Najlepiej sprzedającym się samochodem wśród klientów indywidualnych była Toyota Corolla (17.989 szt. +28,7 proc. Toyota Yaris 12.889 szt. +6,24 proc., Skoda Octavia 11.454 szt. -24,94 proc., Dacia Duster 10.424 +9,17 proc. i Toyota RAV4 10.102 +39,03 proc.). Bardzo ładne statystyki sprzedaży odnotował udział w rynku marki Hyundai ( i jej córki Kia), Volkswagena i Renault. Ale tylko Toyota odnotowała wzrost sprzedażny w stosunku do analogicznego roku ubiegłego (+28,86 proc.) Dla przykładu Skoda zanotowała spadek o 14,11 proc.
Ogólnie rzecz biorąc, nawet Toyocie będzie trudno – przez najbliższe 2-3 lata – zbliżyć się do rekordu ponad 10,3 mln sprzedanych aut na świecie (wynik sprzed pandemii). Pandemia, lockdown, zamykanie taśm produkcyjnych, zwalnianie pracowników (np. gliwicki Opel), wspomniane problemy z elektroniką i materiałami na szkielety nadwodzi sprawiły, że w salonach świeci pustkami, a na nowe egzemplarze trzeba czekać nawet 12 miesięcy.
Lukę tę wypełniają auta używane, często w b. dobrym stanie i z pełną ewidencją serwisową. Niestety, te modele podrożały nawet o 18- 27 proc.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/
Jeśli chodzi o auta elektryczne, to systematycznie rośnie ich wolumen na polskim rynku, ale ceny nie spadają. Nie wróży to nic dobrego, zwłaszcza w kontekście drastycznych podwyżek cen prądu. Ale dostrzegliśmy kilka modeli pretendujących do roli elektrycznego auta roku. Takim z pewnością są: Skoda Enyaq, najnowszy Renault Megane (hybryda, dopiero w I poł. 2022 roku), Honda e:HEV czy Volkswagen Id.3/Id.4. Nam bardzo podobała się Enyaq, Kia e-Niro, a szczególnie najnowszy Nissan Leaf czy wspomniana hybrydowa Honda (sprzedaż dopiero w I kwartale br.).
Warto zauważyć, że Toyota także przeprosiła się z napędami typowo elektrycznymi BEV (Battery Electric Vehicle), bZ4X czy Lexus UX 300e. Kolejny krok ku elektromobilności zrobiła lepiej urodzona Cupra i model Tavascan.
Silniki spalinowe
Od czasu do czasu dziennikarze podchwytują i prezentują tematy dotyczące agonii diesla. Mamy zupełnie inne zdanie w tym temacie, jeszcze nie czas na odsyłanie tych silników do muzeum. Segment aut dostawczych, waga ciężka, statki, lotnictwo czy lokomotywy spalinowe nadal pozostaną w obiegu. Najnowsza norma spalania Euro 6d-ISC-FCM obowiązuje w segmencie aut osobowych, zaś diesle są w znacznie wycieniowanej ofercie producentów. Niesłusznie! Owszem, są miasta, nawet w Polsce, gdzie zakazuje się wjazdu samochodom z s. Diesla, ale te najnowsze nie trują więcej niż s. benzynowe. Zatem do 2032 roku s. Diesla będą produkowane/ optymalizowane, nawet przez Audi, Mercedesa czy BMW.
Jednym słowem, to nie koniec downsizingu, bi-turbo, a nawet 12-cylindrowych jednostek. Producenci tych wielkich pojemności wiedzą o tym doskonale, ale wliczają sobie koszty w cenę auta dla klienta (Rolls-Royce, Bentley, Mercedes-Benz klasa S/Maybach czy nowy Range Rover D350).
Ceny paliw
Rzeczywiście ceny paliw, w tym Pb 95 i ON staniały, średnio o 28- 30 gr na litrze. Stał się to nie 20 grudnia, jak zapowiadał prezes Obajtek, tylko nieco później. Była to stopniowa obniżka cen (także LPG), po kilka groszy dziennie. Dziś na większości stacjach Orlenu czy Lotosu cena ON to 5,75-5,79 za litr, benzyna jest kilka groszy tańsza. Nam udało się znaleźć stację w Głogowie, która oferowała ON w cenie 5,58 zł/ litr, jak również na stacji Auchan w Bydgoszczy za 5,68 zł/litr. Obietnica spełniona, ale analitycy twierdzą, że nie utrzyma się taka cena do końca stycznia.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Osobny problem stanowi gaz ziemny, ceny wariują, a rzecznik premiera tłumaczy to homologacją gazociągu Nord Stream2, ale to tylko półprawda. Do czasu uruchomienia rurociągu Baltic Pipe, ponad 80 proc. gazu ziemnego spalanego w naszym kraju pochodzi od dostawców zagranicznych, głównie jednak z Rosji. Cena rynkowa tego paliwa jest takim naczyniem połączonym, połączonym z cenami tego surowca na świecie. Podobnie jest z ropą naftową, giełdowa cena ropy Brend (aktualnie 79,65 USD/bar.; spadek o 1,2 proc.). Jednak ceny na europejskich giełdach paliw szybko pikowały i już w październiku osiągnęły rekord - cena za megawatogodzinę gazu wyniosła 116,02 euro! To prawie 900 proc. więcej niż w analogicznym roku ubiegłym (2020). Można jeszcze wymienić kilka innych przyczyn, jak manipulacje Gazpromu (można powiedzieć gigamanipulacje), kurczenie się zapasów błękitnego paliwa w europejskich zbiornikach, czy ożywienie gospodarek światowych potentatów po okresie spowolnienia (np. Chiny).
Jeśli chodzi o gaz LPG to już wiemy, że cena poszła w górę jak Denis Urubko podczas samotnego ataku na K-2 w 2018 roku. Dziś cena tego medium kształtuje się na poziomie 3,09-3,17 (najdrożej na stacjach BP). Czy nadal gaz jest opłacalny? Zakładając instalację do 3 tys. zł i preferując jazdę na dłuższych dystansach, nadal to korzystne rozwiązanie. Mimo to fabrycznych modeli zasilanych LPG jest mało, zbyt mało; jedna jaskółka np. Dacia Duster czy Sandero LPG jeszcze wiosny nie czyni.
Ale pod koniec ubiegłego roku media podały informację o problemach i kosztach dot. homologacji, co miałoby odesłać LPG w zapomnienie. Nic z tych rzeczy! To kolejny fake news mainstreamowych mediów, które w podobny sposób chciały odesłać s. Diesla do muzeum.
Napiętą sytuację wyjaśniało pod koniec roku Ministerstwo Infrastruktury poprzez rzecznika, Szymona Huptysia.
- Projektowane przepisy zachowują obecny krajowy system homologacji, a jednocześnie wprowadzają dodatkową krajową ścieżkę uzyskania homologacji poprzez tryb przewidziany w regulaminie ONZ nr 115. Obie procedury, zarówno obecna, jak i nowo projektowana, będą funkcjonować równolegle. Wybór procedury będzie należał do podmiotu wykonującego instalacje w pojazdach – poinformował Szymon Huptyś
Niestety, wyższe ceny, w tym roku odczujemy w naszym domowym budżecie, w szpitalach, domach pomocy społecznej, a nawet transporcie i zbiorowym żywieniu. To są też naczynia połączone, które wpłyną na wzrost cen gazu, usług i życia.
Polityka rządzi światem
Niestety mijający rok był bardzo trudnym okresem w światowej polityce, polityce, która rządzi biznesem, a przede wszystkim partykularnymi interesami najpotężniejszych państw, a także cenami paliw i motoryzacją. Monopolista Gazprom dyktuje ceny, horrendalnie wysokie ceny, a UE odwraca głowę.
Wojna, która nadal wisi na włosku, pomiędzy Ukrainą a Rosją, stała się medialnym wydarzeniem nr 1 na świecie. Ben Hodges generał w stanie spoczynku, b. dowódca generalny USA Army mówi wprost – wojna jest nieunikniona. Niestety Joe Biden, po raz drugi, okazał się zbyt słaby, aby jasno i konkretnie odpowiedzieć na żądania Władimira Putina, który już wie, że dostał zielone światło do ewentualnego rozpętania wojny (ostatnia rozmowa pomiędzy przywódcami odbyła się 30 grudnia 2021 roku).
Ukraina wprawdzie się zbroi, ale to właśnie Angela Merkel doprowadziła do tego, iż dozbrajanie naszego sąsiada spaliło na panewce. Prezydent Biden, potrafi tylko wyrazić „głębokie zaniepokojenie”, zdołał jeszcze wypowiedzieć formułkę o odstraszających sankcjach, po prawdopodobnym ataku Rosji na Ukrainę. Władimir Putin robi swoje, wie że Unia Europejska nie kiwnie palcem w sprawie Kijowa; zresztą podobnie było podczas aneksji Krymu. Osiągnął cel poprzez militarne wyprowadzenie niemal 100 tys. żołnierzy wzdłuż granicy z Ukrainą, ciężkiego sprzętu i lotnictwa, a batalionowe grupy taktyczne są już w pełnej gotowości bojowej. Obecnie trzeba cudu, aby odwieść Putina od inwazji na Kijów.
Zupełnie niezrozumiałym posunięciem amerykańskiego prezydenta było też niemal całkowite poluzowanie sankcji w sprawie Nord Stream2, a całe zamieszanie z cenami gazu tłumaczy UE tym faktem, nasz rząd dodaje jeszcze obostrzenia klimatyczne i kilka dodatkowych akcentów. Mówiąc wprost, dotychczasowe działania osłonowe w celu przeciwdziałania wysokim cenom energii są nieco spóźnione. Putin i Gazprom to wykorzystują jak partię szachów z nowicjuszem.
Rosja nigdy nie zgodzi się na wstąpienie Ukrainy do NATO, tym bardziej Gruzji, wie że zawsze stoją u jej boku Chiny. Totalnym błędem był także Afganistan, zarówno po stronie Sprzymierzonych (tymczasowego rządu w Kabulu, jak i udział polskich żołnierzy). Na koniec, warto przypomnieć skandaliczne, wręcz irracjonalne wycofywanie wojsk USA z Afganistanu, a naiwny Biden jeszcze prosił talibów o przedłużenie terminu "ucieczki". To kolejna wojna z głęboką rysa na wizerunku Stanów Zjednoczonych. Iran z kolei był tylko awangardą imperialistycznych zachcianek najpotężniejszej armii świata. Donald Trump to zrozumiał, po rozkazie „zniszczenia” Ghasema Solejmaniego, dowódcy elitarnej jednostki Al-Kuds. Na szczęście – nie wywołał kolejnego konflikty w dziejach świata, przegrał jednak wybory – jak twierdzi niesłusznie.
Europa – Angela Merkel odeszła po 16 latach rządów. Niestety cieniem jej kadencji pozostanie polityka „otwartych drzwi” i zapraszanie imigrantów. To spowodowało tsunami imigracyjne, z którym dziś musi zmierzyć się także Polska na granicy polsko-białoruskiej. I znów po przykładnym finale, wielokrotnych próbach siłowego przekroczenia granicy pod koniec roku, w tym wielu ataków na wojsko, policję, straż graniczną, odezwały się głosy takich polityków jak Władysław Frasyniuk (który przyrównał obrońców polskiej granicy do "watahy psów", nazwał ich "śmieciami"). Ta arogancja opozycji, brak elementarnych zasad dobrego wychowania, o patriotyzmie nie wspominając - mówiąc najdelikatniej. Ciekawe, co by powiedział pan Frasyniuk na ostatnie ataki służb mundurowych w Holandii?
Należałoby także dodać do tego obrazu fakt, a dokładnie akces wstąpienia Finlandii do NATO, która także pamięta wojnę zimową z 1939-1940 roku z Rosją. Szwecja z kolei zaczyna stawiać swoją armię w stan podwyższonej gotowości bojowej. Bardzo ciekawie wygląda też walka o fotel prezydenta Francji, Emmanuel Macron nie jest taki pewny zwycięstwa w tych wyborach. Prezydent Doda starał się ocieplić stosunki z Francją (zwłaszcza po zerwaniu kontraktu na Caracale), ale wyszło to dobrze tylko na zdjęciach.
Postawa polskich żołnierzy, straży granicznej, policji i innych służb na granicy polsko-białoruskiej pokazała światu, iż mimo kłopotów, politycznych podziałów Polska i Polacy stoją #murem za polskim mundurem. I nie zmieni tego postawa Róży Thun, Janiny Ochojskiej (przyrównała polskich żołnierzy i funkcjonariuszy do zbrodniarza Adolfa Eichmanna). O dziwo Donald Tusk powiedział:
"Polskie granice muszą być szczelne i dobrze chronione. Kto to kwestionuje, nie rozumie, czym jest państwo. Ochrona nie polega na antyhumanitarnej propagandzie, tylko sprawnym działaniu. Za czasów PiS polską granicę przekroczyło rekordowo dużo nielegalnych migrantów" – napisał nowy przewodniczący Platformy Obywatelskiej. Wpis Tuska ostro skrytykowała Róża Thun (właśc. Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein), eurodeputowana, do niedawna członkini PO.
W ostrym konflikcie z UE stoi Polska ws. Turowa i kar nałożonych przez TSUE (jednoosobowy wyrok sędziny Rosario Silva de Lapuerta). Tuż przed Nowym Rokiem w Sejmie miało być głosowanie nad tym wyrokiem, jednak w ostatniej chwili ściągnięto ten wniosek z porządku obrad. Sytuacja jest patowa, a kary 5 mln euro dziennie nieodwołalne. Mimo to, rząd zwleka, Unia zaś zwleka z wypłatą Funduszu Obudowy, a europoseł Sikorski i prezydent Trzaskowski – przy każdej okazji - szybko dmuchają w balonik nienawiści. Nowa min. Anna Moskwa także nie dogadała się z Czechami ws. Turowa. Bomba tyka, ale zapalnik podłożyli także polityce PO, choćby przez to, iż nie słuchali opinii i rekomendacji naukowców i ekspertów ws. zaniechania wydobycie węgla brunatnego w Turowie, o czym pisał między innymi prof. Zbigniew Karaczan z SGGW, z Koalicji Klimatycznej.
I na koniec, zawetowanie ustawy "Lex TVN” przez prezydenta Dudę, to ukłon w stronę Ameryki i ewentualnych sankcji. Przy okazji prezydent Duda odgryzł się totalnie za wielokrotne upokorzenie głowy państwa przez Jarosława Kaczyńskiego.
W Nowym Roku będzie jeszcze więcej spraw do rozwiązania. Projekt ustawy budżetowej na 2022 r. zakłada, że w przyszłym roku dochody budżetu państwa wyniosą 481,4 mld zł, a wydatki 512,4 mld zł. Deficyt ma wynieść nie więcej niż 30,9 mld zł. Jak zatem min. finansów załata dziurę budżetową, przy - niestety - nadal ekspansywnej i często nietrafionej polityce prorodzinnej i socjalnej. Czy będzie to np. obniżka pensji nauczycieli, "mundurówki" i emerytów (policja, wojska, straż graniczna, służby więzienne)?
Wojsko – cóż, były wzloty i upadki. Ambicje min. Błaszczaka sięgają 250 tys. armii + 50 tys. powołań do WOT. Wreszcie pomyślano o powrocie służby z poboru (którą głęboko uśpił b. premier Tusk z min. Klichem w 2008 roku). Problem w tym, że infrastruktura wojskowa (koszary, szkoły oficerskie, kasyna, a nawet port wojenny w Helu) - to już przepadło, a raczej popadło w ruinę, a AMW sili się, aby jeszcze cokolwiek sprzedać. Zwolennicy poboru jak gen. w st. spocz. dr Różański kiedyś mówili inaczej, dziś stawiają pytanie czy to ma sens?
W planach mamy nowoczesne uzbrojenie: czołgi Abrams MA1A, modyfikacja Leopardów do wersji 2A5 lub 2PL, liczymy też na niewykrywalne F-35, śmigłowce dla marynarki Wojennej AW 101 (choć na razie tylko cztery z fabryki w Yeovil), tureckie drony TB2 Bayraktar, czy zestawy p/rakietowe Patriot. Problem w tym, iż zakup Abramsów nie był do końca przemyślany, gdyż de facto osłabi to polskiego potentata Bumar-Łabędy SA. Co więcej, ten segment sprzętu wygląda dobrze na defiladach, w praktycznych działaniach wojennych – niekoniecznie. Do tzw. odstraszania, jak twierdzi min. Błaszczak, wystarczyłby fortel z II wojny światowej. Jaki? W tym celu słynny gen. Patton dostał zgodę na utworzenie fikcyjnej armii, która miała szykować się do przeprowadzenia desantu nie w Normandii a w Cieśninie Kaletańskiej.
Przy wielokrotnie liczebnej przewadze Rosji (czołgi, samoloty, pociski hipersoniczne "Cyrkon", najnowocześniejsze śmigłowce Ka-52, głowice jądrowe), polski element odstraszania nie wygląda najlepiej, a flanka wschodnia za panowania prezydenta Bidena jest w rozkroku.
Projekt ustawy budżetowej na 2022 r. zakłada, że wydamy na armię ponad 58 mld złotych. Ale tak naprawdę, Ameryka i prezydent Biden, mają Polskę pod szklanym sufitem, a my i tak kupujemy to, co u nich już jest na ZN, czyli zapasie nienaruszalnym (II sort).
Z ostatniej chwili:
redakcja autoflesz.com