Minister Czarnek konfabuluje i straszy zwolnieniami nauczycieli

Minister edukacji prof. Przemysław Czarnek nie daje o sobie zapomnieć. Niedawno przegrał kolejną batalię o polskie szkolnictwo "Lex Czarnek 2.0". Teraz, kilka dni przed zakończeniem roku 2022, znów straszy – tym razem masowymi zwolnieniami nauczycieli - od 2024 roku.

 fot. Tygodnik Solidarność

Bardzo ciekawy artykuł w tej sprawie napisała w "Newsweeku" red. Aleksandra Pezda. Powiedzmy szczerze, napisała prawdę! Co nieco, pogłębimy te odmęty hipokryzji ministra.

„Histeryczny festiwal pomysłów PiS na edukację trwa już siódmy rok i jeśli komuś przyszłoby do głowy słowo nuda, to chyba tylko z przesycenia. Co innego, gdybyśmy mieli znaleźć entuzjastów tych zmian – chyba i karne apele nie pomogłyby takich wyłuskać" -  pisze red. Pezda.

Według Przemysława Czarnka, najprawdopodobniej już od 2024 nauczyciele (ok. 100 tys. belfrów) ma stracić pracę, szczególnie ci w szkołach ponadpodstawowych.

„Sytuacja znana jest dyrektorom szkół, którzy nie zatrudniają dodatkowo nauczycieli. Wolą dać nadgodziny "swoim", dlatego że to powoduje, iż później nie trzeba będzie tych nauczycieli zwalniać" – dodał minister.

Pan minister odjechał, albo nie rozumie faktów. Brak nauczycieli stał się faktem, dyrektorzy szkół, aby załatać siatkę godzin musieli ogłaszać nabór na stronach internetowych kuratorów oświaty /źródło: zobacz/

„W kraju brakuje kilkunastu tysięcy nauczycieli, tylko w Warszawie ok. 2 tys. – wyliczają samorządowcy i branżowi związkowcy. Sęk w tym, że nie liczy tego MEiN. Zawsze więc może tym liczbom zaprzeczyć. Oczywiście – szkoły do braku kadry niechętnie się przyznają. Muszą się przecież wykazać skutecznością, inaczej trzeba by je zamykać. Dlatego minister Czarnek może sobie bzdurzyć o jednej szkole bez kadrowych problemów – jak Polska długa i szeroka zawsze znajdzie jakiś wyjątek, który obróci w regułę, byle na własną korzyść" – pisze autorka materiału na stronach Newsweeka.

Na niż demograficzny

"Jest inny sposób, korzystny dla ucznia i nauczyciela" – przypomina ministrowi wiceszef ZNP Krzysztof Baszczyński na Twitterze.
Proponuje zmniejszyć liczbę uczniów w klasach. No, ale to nie przyszło do głowy ministrowi. Są licea czy technika, gdzie w klasie jest aż 32 i więcej uczniów. To nie jest dobry układ, szczególnie niekorzystny dla przyszłych sterników narodu.

„Nauczycieli stażystów nie ma, nikt o zdrowych zmysłach nie garnie się do zawodu, w którym coraz więcej się wymaga, a coraz mniej oferuje” - pisze autorka na stronach Newsweeka.  

Spójrzmy na przykład z innej strony, strony wojska i wojskowości. Dopiero wojna w Ukrainie spowodowała, że nowy minister oficjalnie powiedział o 300 tys. armii, obudził też pobór, podniósł żołd w służbie dobrowolnej zawodowej;  aż o 3 proc. PKB będzie przeznaczone na wyposażenie i uzbrojenie WP. To już się dzieje, a oponentami już jest kilku ważnych harcmistrzów  b. premiera Tuska.

A co zrobił nowy minister edukacji...  zjechał po równi pochyłej, jak samochód bez hamulca, ba - niestety -  bez kierowcy. Kiedy się zatrzyma? Być  może już w 2023 roku i nie zdąży zaciągnąć hamulca. Co wtedy? Skłócone środowisko, źle wynagradzane, a przede wszystkim bez kierowcy z prawdziwego zdarzenia, stanie przed ścianą – jeśli już nie stanęło. Co robić dalej? Przypomnijmy słynnych kamikadze „Boski wiatr”, oni też mieli swój epizod w II wojnie światowej, ale wojny nie wygrali. Podobnie może być z aktualnym (jeszcze)  ministrem nauki.

Dlaczego zatem dopiero w 2024 mają się zacząć zwolnienia? 
Jeśli nie powiedział o tym jasno minister, to znaczy, iż chodzi o wybory i pieniądze. Przypomnijmy, że rząd Donalda Tuska w 2009 r. nie zabrał nauczycielom wcześniejszych emerytur, ale zmienił ich zasady.

"W rozmowie o demograficznym niżu minister, oprócz kija wyciągnął na nauczycieli marchewkę. Zapowiedział mianowicie rozmowy o wcześniejszych emeryturach zabranych przez Donalda Tuska i jego rząd" - czytamy 

Zadziwiające jest i to, że praktycznie każde wystąpienie ministra to małe tsunami hipokryzji. Co więcej, niezadowolonym z warunków pracy nauczycielom każe harować na nadgodzinach, wymyślił tzw. bezpłatne godziny czarnkowe, na siłę chciał wprowadzić PO w szkołach - ciągle bezskutecznie!

Przypomnijmy, był już taki minister rolnictwa, co w maju 2020 roku chciał skierować nauczycieli do zbioru truskawek. Dziś już nie jest ministrem, a do pola truskawek Polacy już nie zginają pleców na niemieckich plantacjach.

„Dobry nauczyciel potrafi dostrzec w uczniu nie numer w dzienniku, ale człowieka. I właśnie do człowieka się zwracać niezależnie od tego, czy jest to uczeń wzorowy, czy sprawiający problemy. Dobry nauczyciel traktuje ucznia jako osobę, która nierzadko nie radzi sobie z problemami, a nie jak kogoś, kto jest problemem” /źródło: akcesedukacja.p/

I rzecz najważniejsza, minister Czarnek nie obejdzie się bez nauczycieli, oni zaś z całą pewnością!

Z ostatniej chwili: 

Jaka pensja dla nauczycieli? Biedroń podał kwotę

Robert Biedroń chciałby wniosku o wotum nieufności wobec Przemysława Czarnka. Taka deklaracja padła po tym, jak minister edukacji i nauki zapowiedział konieczność zwolnienia 100 tys. nauczycieli - ze względu na niż demograficzny. Biedroń w programie "Tłit" Wirtualnej Polski, nazwał polityka PiS "beznadziejnym" i "ministrem likwidacji edukacji". Europoseł podkreślił jednocześnie, że w razie wygranej w wyborach, lewica będzie chciała doprowadzić do podwyżek w tzw. budżetówce. Podał przy tym kwotę, jaką w Polsce powinni zarabiać w nauczyciele.

"Dla nas kluczowe są usługi publiczne. I w tym jesteśmy niezwykle wiarygodni. Dobry standard szkoły, szpitala, urzędu - żeby to dobrze funkcjonowało. Zawsze to robiliśmy. Mogę zadeklarować, że kiedy lewica dojdzie do władzy, dla nas priorytetem będą podwyżki w sferze budżetowej. Nauczyciel, który ma wysokie kwalifikacje powinien zarabiać dwukrotność średniej krajowej. To ok. 9-10 tys. złotych brutto". 

poniedziałek,  02 stycznia 2023 roku - postulaty wyrzucenia religii ze szkół to program realizowany konsekwentnie przez świat lewicowy i lewacki - ocenił w niedzielę na antenie radiowej Jedynki szef MEiN Przemysław Czarnek i dodał, że "to element dechrystianizacji Europy i świata Zachodu".             

W połowie grudnia podczas kongresu Nowej Lewicy i Razem przyjęto wspólną Deklarację Ideową dwóch partii oraz plan na najbliższy rok wyborczy. Współprzewodniczący Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty zapowiedział, że Lewica będzie dążyć do wypowiedzenia konkordatu i usunięcia religii ze szkół. 

- To konsekwencja pewnego programu dechrystianizacji Europy i świata Zachodu szerzej, bo mówimy też m.in. o Stanach Zjednoczonych i Kanadzie - mówił minister o postulatach wycofywania religii ze szkół

 - Ta dechrystianizacja - jak kontynuował - postępuje w Europie Zachodniej w przerażającym tempie. - Walka z religią, nietolerancja wobec chrześcijan jest obecna w Europie i w świecie Zachodu na dużą skalę - tłumaczył /źródło: interia.pl/

 

redakcja autoflesz.com

Źródło: Aleksandra Pezda, Newsweek

Publish modules to the "offcanvas" position.