Od września 2020 r. toczy się proces w sprawie tzw. afery Dieselgate w silnikach Diesla Grupy VW. Serwisy Der Spiegel i Automobilwoche informują, że do winy przyznał się kolejny ważny człowiek całej Grupy Wolfgang Hatz ( szef działu rozwoju silników Audi i członek zarządu Porsche).
fot. materiały prasowe/ Wolfgang Hatz
Przypomnijmy, że afera wykryta w Stanach Zjednoczonych mocno pogrążył całą Grupę Volkswagena i Audi. Silniki Diesla zupełni inaczej generowały poziom zanieczyszczeń podczas badania np. w czasie homologacji, a inaczej w typowej jeździe po zakupie takiego auta. Ważni ludzie koncerny, świadomie kazali implementować oprogramowanie oszukujące emisję szkodliwych substancji. Wymieniony wcześniej Wolfgang Hatz był inicjatorem tego projektu (oprogramowania). Dzięki temu producent mógł znacznie zaniżać dane emisji szkodliwych substancji, a w przypadku większych samochodów nie trzeba było instalować pojemniejszych zbiorników na płyn AdBlue.
Hatz zeznał przed sądem w Monachium, że "dostrzegł możliwość i zaakceptował zainstalowanie urządzeń oszukujących, które były niedozwolone w Niemczech i USA". Podkreślił, że bardzo żałuje tej decyzji i zachował się niezgodnie ze spoczywającą na nim odpowiedzialnością.

Sąd nie orzekł jeszcze akry, ale mówi się o karze pozbawienia wolności od 18 - 24 miesięcy (w zawieszeniu) plus zapłatę 400 tys. euro. Warto dodać, że głównym oskarżonym w procesie jest Rupert Stadler, były CEO Audi, który poprzez swoich adwokatów negocjuje wymiar kary. Stadler miał wiedzieć o sprzedaży "cudownych" silników od lipca 2016 roku, ale nie przyznawał się do winy.
redakcja autoflesz.com
Źródło. Bloomberg