Rosną ceny nowych samochodów z tradycyjnymi silnikami

Jak zapowiedzieli producenci samochodów, głównie europejscy, wzrosną ceny nowych auta. Rosnące ceny nowych samochodów dają się we znaki nie tylko Polakom, ale także Niemcom. Z takiego obrotu sytuacji cieszą się chińscy producenci, którzy już szturmują unijny i polski rynek.

fot. Nissan

Sporo zawirowań krąży też w określeniu taniego samochodu. Według specjalistów ADAC tani samochód to obecnie taki, który kosztuje około 25 tys. euro (ponad 106 tys. zł). No cóż, Polacy mają zupełnie inne zdanie w tym temacie.

„Z danych ADAC wynika, że w porównaniu z sytuacją z pandemicznego roku 2019 średnie ceny podstawowych modeli wszystkich małych samochodów (segment A i B) wzrosły o 76 proc. Autorzy raportu mówią o "szczególnie uderzającym wielkim skoku", jaki zaobserwować można w ostatnich pięciu latach” - czytamy.

„Średnia cena podstawowych modeli z silnikami spalinowymi w 2013 roku wynosiła dla niemieckiego rynku 13 244 euro (56 419 zł). Jeszcze w 2020 roku za auto segmentu A i B niemieccy nabywcy płacili przeciętnie 15 504 euro (66 047 zł). Dla porównania, obecnie jest to już 25 357 euro czyli ponad 108 tys. zł” - czytamy  interia.motoryzacja

W Polsce, jak powiedzieliśmy, tylko prominenci, grupa celebrytów, lekarze, artyści mogą pozwolić sobie na samochody z najwyższej półki, w tym elektryczne. Niestety cena ponad 100 tys. za auto w Polsce jest zaporowa, a elektryki są jeszcze droższe. Auta chińskie, zarówno elektryczne i hybrydowe miały załatać tę niszę. Owszem widać jak na dłoni ekspansję, a nawet kolejki w salonach chińskich dealerów, ale to nie jest rozwiązanie problemu.

W Niemczech elektryki nadal mają słabe wzięcie, a tam także kierowcy potrafią liczyć i nadal kupują auta z silnikami tradycyjnymi (Dacia Dustar, Renault Clio/Megane, VW Golf, także diesle).

Niedawno Ola Kallenius CEO Mercedes-Benz powiedział, iż decyzja UE ws. zakazu rejestrowania samochodów z silnikami tradycyjnymi (spalinowe, Diesla) jest błędna i szkodliwa dla motoryzacji. Dlatego zarówno Mercedes-Benz, jaki również Audi, Volkswagen cy Hyundai nadal będą produkować auta z tradycyjnymi napędami, ze szczególnym wyróżnieniem hybryd.

Z radością jednak przyjęliśmy decyzję bossów Fiata, którzy już zapowiedzieli, że wersja 500e (w Polsce cena 130.900 zł) nie będzie tylko elektryczna. Do kolekcji dołączy także wersja benzynowa i hybrydowa.

W tym kontekście, przynajmniej dla polskich właścicieli samochodów warto ponownie zainteresować się autami używanymi, gdyż te niesione na fali cichych podwyżek będą kosztować znacznie więcej. Dziś, dla przykładu można nadal kupić (4- letniego) Hyundaia i20 1,2 z kamerą cofania za 41.900 zł. To idealne auto do miasta, pracy, a także dla szkół nauki jazdy. W podobnej cenie można wyhaczyć 4- letnią Toyotę Yaris, problem w tym, iż Toyoty właśnie znikają z większości WORD-ów jako auta egzaminacyjne i do nauki jazdy, a wchodzą Hyundaie i20.

Jeśli chodzi o chińskie samochody, które jak fala tsunami wjeżdżają na polski rynek, ich cena zmiata wszystkie dostępne na  rynku SUV-y innych producentów niż z Kraju Środka (w tym kompakty np. MG3). Co z tego wynika, można podać wiele powodów na taką politykę producentów, ale prawa rynku są nieubłagane. Jednym z najważniejszych elementów zakupu nowego auta (dla Polaka) jest cena. Jeśli okaże się, że chińskie auta są tak dobre jak produkty Toyoty, Hyundaia, a nawet BMW, to wynik może być tylko jeden... taki jaki np. Iga Świątek wywalczyła z Paolini Jasmine w WTA Cincinnati.

Eksperci rynku motoryzacyjnego alarmują , że obecna polityka Unii Europejskiej powoduje destabilizację gospodarki, a brak reform może pogłębić kryzys. Ceny energii elektrycznej w europejskich fabrykach są znacznie wyższe niż w Chinach czy Stanach Zjednoczonych, a Polska już niej jest konkurencyjnym rynkiem pracy.

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.