Od 19 stycznia br. obowiązuje nowy egzamin na prawo jazdy. Jest oczywiście droższy, a cennik reguluje rozporządzenie ministra transportu. To rozumie zdecydowana większość kursantów. Jednak WORD-y, przynajmniej niektóre, żądają dopłaty - pisze "Gazeta Wyborcza". Zdaniem urzędników miasta - niesłusznie.
fot. autoflesz.com
Dokładniej, chodzi o dopłaty w przypadku zapisania się na egzamin przed zmianami i przystąpienie do części teoretycznej po zmianach. Przypomnijmy, że w tzw. okresie przejściowym większość WORD-ów była zamknięta, a kursanci nie mieli szansy na przystąpienie do egzaminy.
Niektórzy dyrektorzy mają nawet swoją teorie, o czym informuje "Gazeta Wyborcza". Kursanci nie zgadzają się z taką interpretacją i pytają, dlaczego prawo działa wstecz.
- Nie liczy się data zapisu, a przystąpienia do egzaminu - twierdzi Edwarda Kindera, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Opolu
Przypomnijmy, że różnica w cenie jest znaczna - dodatkowe 8 zł za egzamin teoretyczny i 38 za praktyczny, w przypadku kat. B (w przypadku kat. C+E to 50 zł więcej).
Większość WORD-ów postępuje podobnie jak w Opolu. Są jednak wyjątki, jak Częstochowa czy Bydgoszcz. Zdaniem urzędników z urzędu miasta, pobieranie dodatkowej kwoty jest złamaniem zasad zapisanych w konstytucji.
Kolejnym problemem, przynajmniej dla niesłyszących jest zdawanie egzaminu z wykorzystaniem tłumacza języka migowego. WORD-y nie są przygotowane na taką ewentualność. Jeśli kursant posługuje się językiem migowym, to musi to zgłosić przed egzaminem. Tłumacz może być obecny, ale koszty pokrywa kandydat na kierowcę.
Źródło: Gazeta Wyborcza
