To była jedna z najtrudniejszych operacji morskich i logistycznych w najnowszej historii usuwania katastrof morskich. Podobna miała miejsce już dość dawno w Perl Harbor. Costa Concordia, luksusowy statek wycieczkowy, z 3,6 tys. pasażerów, została postawiona w naturalnej pozycji. Wiosną przyszłego roku zostanie odholowana do stoczni remontowej.
fot. Reuters
Przypomnijmy, że dziś mija 20 miesięcy (statek zatonął 13 stycznia 2012 r.) od katastrofy włoskiego statku wycieczkowego Costa Concordia, w której u wybrzeży Toskanii zginęły 32 osoby. Statek wycieczkowy dowodzony przez kpt. Schettino przewrócił się na skutek błędów kapitana i załogi na prawa burtę (zahaczył o skały i szybko nabierał wody). Do tej pory zabezpieczano zbiorniki wycieczkowca przed niekontrolowanym wyciekiem ropy, penetrowano wnętrze szukając dalszych ofiar katastrofy (znaleziona co najmniej dwa ciała), budowano specjalny pomiost.
Jednak głównym celem służb technicznych, inżynierów i ekspertów od podnoszenia statków było przygotowanie wraku do podniesienia. W tym celu wmurowano specjalne pochylnie, które miały pomóc w podniesieniu wraku za pomocą holowników, dźwigów, pontonów i stalowych lin (każda z nich ważyła 26 ton).
Jedną z ekip biorąca udział w tej arcytrudnej operacji był zespół inżynierów z gdańskiej firmy "Ned Project".
- Największą niepewnością było to, że nie do końca znano stan prawej burty, na której spoczywała Costa Concordia. Mogło być tak, że jej stan groził nawet uszkodzeniem czy złamaniem całego statku w procesie podnoszenia - mówił Jerzy Pietrzak z Ned Project Sp. z o.o.
- Na lewej burcie statku zamontowano duże pontony. Dosyć duże, bo wysokość sięgała 30 metrów, czyli dziesięciopiętrowy budyneczek. Takich budyneczków jest przynajmniej osiem - wyjaśniał inż. Pietrzak
Każdy z nich był przyspawany do konstrukcji pośredniej, łączącej je z burtą. Do pontonów przymocowano łańcuchy i za pomocą podnośników hydraulicznych statek stawiano w pion, na wcześniej przygotowaną platformę. Po tej operacji dodano kolejne pontonowe bloczki, tym razem po stronie prawej burty.
- To kolejny krytyczny moment operacji. Poprzez jednoczesne wypompowanie wody z pontonów, statek uniósł się na wodzie i był sterowny – tłumaczył Pietrzak
Operacją (trwała 19 godz.), realizowaną przez włosko-amerykański koncern Titan-Micoperi kierował 52-letni Nick Sloane z RPA. Koszt podniesienia szacuje się na 600 mln euro, czyli więcej niż kosztował wycieczkowiec (500 mln euro).
Ostatni raz tak dużą operację podnoszenia statku wykonywano w Pearl Harbor, który był cmentarzyskiem okrętów zatopionych japońskimi torpedami.
Źródło: tvn.24, Reuters