Bydgoska Pesa prze do przodu jak atomowy okręt podwodny. Zamówienia sypią się jak z rogu obfitości. Klasę bydgoskiej fabryki docenili pasażerowie w Warszawie, Krajach Nadbałtyckich, a także w Niemczech.
fot. pesa
Aż dwanaście nowych tramwajów niskopodłogowych kupią MZK w Toruniu. Umowa na dostarczenie tych nowoczesnych wagonów ustalona została na 92,5 mln złotych, z dostawą pod koniec 2014 roku.
- Przetarg na dostawę dwunastu nowoczesnych tramwajów Miejski Zakład Komunikacji ogłosił w lipcu, koperty z ofertami otwarto 21 sierpnia – poinformowała Aleksandra Iżycka, rzeczniczka prezydenta Torunia
Do przetargu stanęły dwie polskie firmy, podpoznański Solaris (cena oferty 91,1 mln zł) i bydgoska Pesa. Komisja przetargowa wybrała jednak bydgoska ofertę za korzystniejszą i lepsza (zaawansowane rozwiązania konstrukcyjne).
Pierwsze składy do grodu Kopernika dotrą, jak informowaliśmy, pod koniec 2014 r. Oferta zawiera składy trójczłonowe (19-21 m) zabierające 115 pasażerów oraz pięcioczłonowe (28-32 m) – 200 osób.
Podobnie jak w Warszawie, wagony będą klimatyzowane, motorniczy wspomagany będzie monitoringiem, przystanki ma zapowiadać znany lektor. Na przyjęcie nowych składów zajezdnia w Toruniu jest przygotowana, aktualnie trwa modernizacja.
Zwracamy też uwagę, że dotychczasowa Pani Dyrektor MZK Maria Zawal wprowadzała modelowe rozwiązania, jako pierwsza w naszym regionie zdecydowała się na autobusy gazowe, które przynosiły wymierne oszczędności. W Toruniu też wielokrotnie przeprowadzano testy nowych autobusów, również zasilanych CNG. Co z tego wynika, cena biletu w grodzie Kopernika wynosi 2,80 zł w Bydgoszczy 3,20 zł.
A jak to wygląda w Bydgoszczy?
No cóż, szykuje się nam walka na argumenty z tzw. wskazaniem zwycięzcy. Wiceprezydent Bydgoszczy (podobnie jak prezydent Rafał Bruski) stoi na stanowisku rozdzielenia MZK na dwie spółki – oddzielnie tramwaje, oddzielnie autobusy. Związkowcy przekonują i rzucają argumenty, że to nie jest dobre rozwiązanie. Dlaczego, bo w żaden sposób nie usprawni przewozów pasażerskich. Według nich to dodatkowe utworzenie nowej siatki zatrudnienia (prezes, wiceprezesi, służby kadrowe i techniczne). Związkowcy powoływali się także na istniejące już rozwiązania modelowe w kilku miastach Polski, oczywiście zbieżne z wariantem bydgoskim i toruńskim (aczkolwiek MZK w Toruniu są spółka miasta).
Bydgoszczanie odpowiedzieli - nie w sprawie podziału MZK na dwie spółki
Wiceprezydent Łukasz Niedźwiedzki nie przyjmował tych argumentów, ale jego motywacja także nie była profesjonalna. Zauważyli to telewidzowie i zaproszeni do studia interlokutorzy. Ci pierwsi odpowiadali na proste pytanie przygotowane przez TV Bydgoszcz - czy jesteś za rozdziałem MZK? Jaka była odpowiedź? Miażdżąca dla Pana wiceprezydenta. Szykuje się niezły pasztet w Bydgoszczy.
Okazuje się, że powołana spółka "Tramwaj do Fordonu", którego prezesem jest zwolniony kilka lat temu prezes Dębicki, została utworzona na potrzeby dotacji unijnych. Aczkolwiek tylko pan prezes i grono zaufanych osób wiedziało, że ta spółka po wybudowaniu tramwaju do Fordonu, będzie działać dalej. Co to znaczy dalej? Na razie wiemy, że może przejąć właśnie wydzieloną spółkę tramwajową z MZK. Impas trwa, a prezes pobiera od ponad roku 9.630 zł pensji, mimo że nie wbito jeszcze nawet łopaty pod nową linię.
Najciekawsze jest to, że w dyskusji zorganizowanej przez TV Bydgoszcz, w której zaangażowano co najmniej kilka zespołów, w tym fachowców z Zespołu Szkół Samochodowych i przedstawicieli Masy Krytycznej nie wypracowano stanowiska. Obie strony mają rozbieżne poglądy, co więcej aż 97 proc. widzów skrytykowało pomysł rozdzielenia MZK na dwie spółki.
Sytuację taką mamy na b. PKP (Polskich Kolejach Państwowych), tylko już teraz nie wiadomo czy nadal są polskie. Wielokrotnie informowaliśmy, że rozebranie dawnego PKP na ponad 42 spółki nic dobrego nie wniesie. Ostatnio podano, że łączne spóźnienia pociągów Intercity, które przejęły główny ciężar po PKP, sięgają… 42 dni. W tym niechlubnym gronie znajdują się także Koleje Mazowieckie i Śląskie.
Wiceprezydent obiecuje tańsze bilety już w trzecim kwartale 2014 roku
Tańsze bilety, owszem każdy by tego chciał. Ale spójrzmy realnie na możliwości kasy miasta. Wiceprezydent Niedźwiecki obiecywał bydgoszczanom tańsze bilety, klimatyzowane tramwaje i autobusy. No cóż, obiecuje się łatwo, gorzej spełnia obietnice. Rzeczywistość jest zupełnie inna.
Najbrudniejsze autobusy w mieście na linii 69 jeżdżą jak jeździły, a o klimatyzacji można sobie tylko pomarzyć. Na tę chwilę nie ma takiej możliwości, gdyż przewoźnik firma Mobilis, najpierw woziła bydgoszczan zdezelowanymi autobusami zakupionymi w MZK. Później zakupiono Solarisy w najtańszej opcji, czyli bez klimy, należytego monitoringu, a przede wszystkim profesjonalnego zaplecza technicznego.
Idziemy krok dalej. Odwróćmy sytuację, zadamy proste pytanie. Na jakiej podstawie wiceprezydent Niedźwiecki wyliczył, że bilety będą tańsze, i to do końca trzeciego kwartały 2014 r. skoro dopłaty z budżetu miasta sięgają 57 proc. a zapowiadane nowe autobusy mają wjechać na drogi Bydgoszczy dopiero w 2017 roku; a tramwaje jeszcze później. Tak przynajmniej wynika z 270-stronicowrgo dokumentu dot. rozwoju transportu publicznego w Bydgoszczy.
Ponadto, dotychczasowo flota pojazdów, głownie Mercedes-Benz i Solaris opiera się na oleju napędowym, którego ceny rosną w zastraszającym tempie. Przypomnijmy, kilka lat temu MAN, a także Solaris i Scania oferowały autobusy CNG, ale nikt z decydentów nie chciał o tym słyszeć. A główny animator tego zamieszania b. prezes Dębicki już przed rozpoczęciem testów w Bydgoszczy, powiedział dziennikarzom, że nie kupi tych autobusów...
Jedyna stacja CNG w Bydgoskiej Gazowni splajtowała, powiedzmy delikatniej - liczyła na kontrakt z MZK. Dziś jest tylko stacją wewnętrzną pracującą na potrzeby samochodów służbowych. Tymczasem bydgoskie media, chwytają wypowiedzi regionalnych polityków lotem błyskawicy i... przebąkują o autobusach hybrydowych. Nawet jeśli stać nas na taki zakup, to takie hybrydy nie zastąpią całej floty MZK. Ponadto niechlubnym faktem jest, że okres używalności baterii hybrydowych jest ograniczony, a przede wszystkim horrendalnie drogi (wymiana porównywalna z autobusami elektrycznymi). Dlaczego zatem wprowadza się opinię publiczną w błąd, że to takie dobrodziejstwo techniki, gwarantujące tańsze bilety.
Głosy w dyskusji na antenie TV Bydgoszcz
Chcielibyśmy przypomnieć, że przekaz płynący z ratusza jest niespójny. Fachowcy z Zarządu Dróg Miejskich twierdzili nawet, że po wprowadzeniu autobusów CNG do Bydgoszczy ceny biletów będą … droższe! Tak było podczas spotkanie b. prezydenta Dombowicza z mieszkańcami Fordonu. Dziś zwrot o 180 st. Skąd zatem budżet miasta znajdzie pieniądze, skoro skarbnik tnie koszty na potęgę.
Związkowcy zarzucali także Panu wiceprezydentowi, że miasto zakupiło systemy teleinformatyczne za 10 mln złotych, które nie są wykorzystywane. Nie wiemy, jak jest naprawdę, ale namiastka tych rozwiązań pracujących np. na przystankach Dworca Głównego napawa optymizmem.
Kończąc jednak tę nierówną walkę, chcemy podnieść kwestię budowy BUS-pasów. To bardzo dobre rozwiązanie i przynoszące wymierne oszczędności (nawet 10 mln zł, jak podał prezydent Bruski). Tylko dlaczego Bydgoszcz ma fatalne rozwiązanie świetlnej sygnalizacji ruchu. Dlaczego pomiędzy pierwszymi i drugimi światłami nie można dojechać bez zatrzymywania. Dlaczego nie myśli się o wybudowaniu naziemnych lub podziemnych przejazdów, szczególnie na Kamiennej, Wojska Polskiego, Fordońskiej-Kaliskiego czy przejeździ kolejowym na Rycerskiej.
Dlaczego nie zobowiązuje się właścicieli marketów i hipermarketów w partycypowaniu kosztów mających wpływ na polepszenie przejezdności w mieście. Jeśli nie w samym mieście, to chociaż w obrębie powstającego zalążka hipermarketu.
Decyzja odnośnie wyboru oferty przetargowej jest jeszcze nieprawomocna
Decyzja nie jest prawomocna. Firmy mogą się od niej odwołać w ciągu 10 dni do Krajowej Izby Odwoławczej. Rozpatrzenie protestów nie zakończy jednak postępowania przetargowego. Przetarg weźmie jeszcze pod lupę Urząd Zamówień Publicznych.
Od redakcji: nasza redakcja dziękuje Pani Dyrektor Marii Zawal, dyrektor MZK w Toruniu za wspólne rozwiązywanie problemów na rzecz poprawy komunikacji miejskiej w Toruniu, zaangażowanie na rzecz ochrony środowiska, surowe ale znacząco pozytywne oceny autobusów CNG.
redakcja autoflesz.com
Źródło: debata w dniu 03.10. 2013 r. w TV Bydgoszcz
Z ostatniej chwili: wspominaliśmy o zakupie (kosztował 10 mln zł) teleinformatycznego systemu firmy GMV do rozliczania czasu pracy kierowców. Już podczas pierwszej debaty w studio TV Bydgoszcz, związkowcy narzekali na ten drogi system. Dziś mówią wprost, to nietrafiony zakup.
- Ten system lepiej działał tuż po wprowadzeniu niż teraz po półtora roku - mówi Andrzej Arndt, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej w Bydgoszczy
Według przedstawicieli Zarządy Dróg Miejskich miał być "batem" na kierowców dziś, po zgłoszeniu wielu nieprawidłowości jest usprawniany przez informatyków GMV. Dyrekcja MZK, po stwierdzeniu wielu niedoskonałości, zawiesiła karanie kierowców i motorniczych. Zwrócono też pieniądze pobrane na poczet kar.
Krzysztof Kosiedowski, rzecznik ZDMiKP nie potrafi odpowiedzieć dlaczego w systemie teleinformatycznym są tak duże błędy. Jego zdaniem związkowcy przesadzają, że system wskazuje 300 a nawet 400 min. opóźnienia. Według rzecznika to ułamek. Przypomnijmy, że w podobnym tonie wypowiadał się wiceprezydent Bydgoszczy, który odpierał kąśliwe ataki swoich interlokutorów na temat tego zakupu za 10 mln złotych. Czy również będzie podobnie w III kwartale 2014 roku, kiedy obiecywał bydgoszczanom klimatyzowane (i czyste) autobusy i tramwaje?
Źródło: Express Bydgoski, 07 października 2013 r.
