Konflikt na Ukrainie i aneksja Krymu są faktem. Aktorzy tego widowiska, między innymi ministrowie spraw zagranicznych Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec a także Polski mówili dużo o sankcjach, a nawet interwencji NATO. Wyszło jak zwykle, prezydent Putin wygrał tę symultanę szachową. W zamian NATO wysłało dwanaście F-16 i samolot systemu wczesnego ostrzegania AWACS (ang. Airborne Warning and Control System).
fot. dziennik.pl
Unia grzmiała na początku - liczą się partykularne interesy
Były też obietnice solidarności ze strony państw Unii, sankcje w stosunku do Rosji, a nawet wykluczenie ze szczytu G8. Problem w tym, że zarówno Niemcy, jak i Wielka Brytania czy Francja mają mocne powiązana gospodarcze z Rosją i jakoś nie chcą złapać za gardło swojego partnera. Polska walczy o Ukrainę mało przekonywującym orężem, co więcej, niektórzy politycy ośmieszyli Polaków stając na Majdanie pod flagą Bandery. Prawda jest taka, że nie da się rozwiązać problemu ukraińskiego bez udziału Rosji.
Wizja Sikorskiego i jego obecność podczas wizyty w Kijowie, dziś oceniana jest – mówiąc oględnie – mało entuzjastycznie. Jak zwykle min. Sikorski myślał, że już jest najważniejszym politykiem Unii Europejskiej. Zdaniem politologa Siergieja Markowa Sikorski jest "niespełnionym politykiem" o mocno wybujałych ambicjach. Ale za moment wrócimy do tego wątku.
Dwanaście F-16 to realna siła?
W programie Tomasz Lisa „Co z tą Polską”, min. Sikorski powiedział, że na dowód poparcia i lojalności Amerykanie przysłali do Polski dwanaście myśliwców F-16. Zdaniem naszego ministra 12 samolotów bojowych to realna siła! Powiedział to pompatycznie, z naturalnym nadęciem. Problem w tym, że F-16 przyleciały… nieuzbrojone, o czym Sikorski już nie raczył poinformować. Mogły co najwyżej… rozrzucać ulotki lub stać się atrakcją dla spotterów. Fakt ten potwierdził eurodeputowany Marek Siwiec, który był gościem w drugiej części programu.
Błyskotliwy, ale nieskuteczny
Skuteczność min. Sikorskiego jest papierkiem lakmusowym polskiej polityki zagranicznej. Trudno jednak o stoicki spokój w momencie, jak szef polskiej dyplomacji mówi, że Polska da sobie radę bez rosyjskiej ropy i gazu. Niestety nie da, przynajmniej do chwili faktycznego rozpoczęci procesu dywersyfikacji gazu. Własne źródła to jakieś 30 proc. zapotrzebowania, pozostałe ilości kupujemy w Rosji, a także w Niemczech i Czechach. Łupki to pieśń dalszej niż bliższej przyszłości.
Wielką nadzieją był terminal LNG w Świnoujściu, tymczasem już wiemy, że ukończenie prac spodziewane jest dopiero w przyszłym roku. O tym min. Sikorski powinien wiedzieć, bo sam eksploatuje (lub eksploatował) samochody zasilane LPG i ma raczej mało przyjemne wspomnienia w tym temacie. Dla ortodoksów LNG, to skroplony gaz ziemny, znacznie lepszy do przechowywania i magazynowania niż autogaz, o którym wie więcej Pan minister. Bydgoszcz ma być "uszczęśliwiona" tym medium, gdyż pewna firma transportowa wygrała przetarg na trzy linie w grodzie nad Brdą.
Gdy trzeba było zabrać głos w tej sprawie Radosława Sikorskiego to mało obchodziło, gdy trzeba było rozpocząć batalię o "Dwór Chobielin", bo zagraniczni dyplomaci nie mogli trafić do posiadłość ministra, to szef MSZ wysłał stosowny wniosek o zmianę nazwy. I nie chodzi już o to, że prywata zawsze będzie bliższa ciału, ale o proporcje.
Markow ostro wypowiada się o szefie MSZ
Wróćmy teraz do prof. Siergieja Markowa, który opublikował swój artykuł o min. Sikorskim w „Przeglądzie Wojskowym”.
- Odrażająca postać szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego wciąż przyciąga uwagę polskiego społeczeństwa i międzynarodowej elity politycznej - napisał Markow
Według autora tekstu, nawet zwolennicy Platformy Obywatelskiej uważają, że polska dyplomacja pod wodzą Sikorskiego to "kompletna katastrofa", a Sikorski jest ministrem oderwanym od rzeczywistości.
Tu Markow się myli, może jest szef resortu oderwany od rzeczywistości, ale jego polityka zagraniczna ma wzloty i upadki. Z całą pewnością jest transparentna, czego nie można było powiedzieć o min. Fotydze, poprzedniczce obecnego ministra. Z całą pewnością nie jest "odrażający", ma klasę, kasę i... władzę. I to jego problem!
Zdaniem prof. Markowa, polityka Sikorskiego i relacje polsko-litewskie są najgorsze od dekady. Trudno też o wystawienie laurki w sprawie Białorusi, a zwłaszcza ujawnienia źródeł finansowania białoruskiej opozycji. To naganne i niedopuszczalne w dyplomacji.
Siergiej Markow ujawnił też fakty o podróży Sikorskiego do Afganistanu w 1986 r. gdzie szef polskiego MSZ pracował jako dziennikarz dla brytyjskich mediów. Według rosyjskiego politologa, Sikorski od 1984 r. był agentem MI-6 (brytyjskiego wywiadu) i pod przykrywką dziennikarza wykonywał zadania wywiadowcze w Afganistanie.
Wreszcie wykształcenie Sikorskiego i oksfordzka angielszczyzna
Prezydent Komorowski tak to skwitował: (...) gdy min. Sikorski szlifował angielski, ja byłem więziony...
- Radosław Sikorski wcale nie ukończył studiów wyższego stopnia na Oksfordzie. Dyplom kupił sobie za symboliczne 10 funtów – podaje TVP Info
Szef MSZ we wszystkich swoich notkach biograficznych chwali się, że posiada dwa dyplomy prestiżowej uczelni: Bachelor of Arts oraz Master of Arts. Pierwszy jest odpowiednikiem naszego licencjata, a drugi - magistra. Jednak na Uniwersytecie Oksfordzkim obowiązują inne zasady. Stopnie wyższe niż Bachelor of Arts nazywają się tam Master of Philosphy, Master of Letters i Master of Science.
- Master of Arts jest dyplomem czysto pamiątkowym. Można go kupić siedem lat po ukończeniu studiów - podaje TVP Info
Posłowie opozycji uważają, że Radosław Sikorski wykorzystuje powszechną w Polsce opinię, że dyplom Master of Arts odpowiada studiom wyższego stopnia.
– Jeżeli te informacje są prawdziwe, byłby to skandal. Okazałoby się, że minister nie przestrzega żadnych zasad przejrzystości w informowaniu o poziomie swojego wykształcenia – komentuje prof. Tadeusz Iwiński, poseł SLD
– Trochę przypomina to sprawę Aleksandra Kwaśniewskiego, który podawał, że ma wyższe wykształcenie, a w rzeczywistości nie ukończył studiów – dodaje prof. Iwiński
Fenomen Sikorskiego?
Nieskuteczność ma wpisaną w dyplomatyczne poczynania, mimo to jest bardzo wysoko oceniany przez premiera Tuska. Cieniem jednak kładzie się polityka i reakcja ministra podczas katastrofy rządowego samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie. Niechęć polskiego ministra do poczynań b. prezydenta, słowa o "dożynaniu watahy" nigdy nie powinny paść.
Wreszcie polityka odzyskania wraku TU -154M, a właściwie jej brak... Na spotkanie z min. Ławrowem szef MSZ zachował się jak uczeń wezwany do tablicy bez przygotowania. Do dziś temat ten jest plamą na honorze Radosława Sikorskiego. W kontekście szarzy na Majdanie i w Kijowie, sprawa wraku staje się symbolem, by nie mówić dosadniej - wielką porażką obecnego rządu.
- przeczytaj także: Ukraina a sprawa polska
redakcja autoflesz.com
Źródło: TVP.Info, wprost, Siergiej Markow "Przegląd Wojskowy"