Volkswagen pozwany przez prywatnych użytkowników za manipulowanie emisją spalin

Na razie takie pozwy wniesiono w Stanach Zjednoczonych a także w Niemczech. Niemiecki producent musi teraz stawić czoło prywatnym właścicielom, którzy czują się oszukani, nabici w butelkę. Płacili za czyste samochody niemałe pieniądze, a okazało się, że są napędzane.. mitem o solidnej niemieckiej konstrukcji.

fot. autoflesz.com

 

Oczywiście oszustwo Volkswagena, o którym musieli wiedzieć najważniejsi ludzie, w tym b. prezes dr Winterkorn, stosują dość niezręczną linię obrony. Lecą głowy w koncernie, ludzie tracą zaufanie do niemieckiej marki, auta z logo Volkswagena tracą wartość, ze sprzedaży w Stanach wycofuje się niektóre modele.

Mały upomina się o swoje
Podstawą pozwów jest drastyczna utrata wartości samochodów, które miały być ekologiczne z normą Euro6, o czym zapewniał producent. Koncern robi co może, aby wyprzeć atmosferę skandalu. Wydał właśnie oficjalne oświadczenie, w którym uspakaja właścicieli aut,  będzie ich na bieżąco informował o swoich decyzjach, ewentualnych akcjach serwisowych i naprawczych. Afera zatacza coraz szersze kręgi, mówi się nawet o innych markach, które mogły podobnie stosować takie praktyki. Co ciekawe, oprogramowanie do tych samochodów z silnikami Diesla produkował BOSCH, marka sama w sobie uznawana za solidną i rozwojową. W grupie 11 mln samochodów, gdzie wykryto trefne oprogramowanie jest także Skoda i Seat, wierni spadkobiercy techniki Volkswagena. Eksperci mówią jednak, że takich samochodów jest znacznie więcej...

fot. autoflesz.com

Polska też jest ogniwem tego łańcucha
W Polsce takich egzemplarzy może być co najmniej 100 tys. Problem w tym, że nasz kraj jest chyba ostatnim skansenem, gdzie wjeżdżają samochody, trujące samochody ze złomowisk Unii Europejskiej. Nie ma przejrzystej polityki, promowania ekologicznych modeli czy zniżek w ubezpieczeniach. Cały czas wśród Polaków krąży mit, że nawet 12-letni Golf czy Passat jest lepszy od nowego Fiata z salonu.

Polacy wierzą w mit niemieckiej techniki bardziej niż w zawyżoną samoocenę rządu pani premier. W jednym i drugim przypadku teoria nieomylności,  uczciwości, zwyczajnego odcinania kuponów nie trzyma się k...y. 

Polacy mogliby jeździć ekologicznymi samochodami, ale...
Straszenie piekłem, dziś już nikogo nie stawia na równe nogi. No bo jak odnieść się do niedawnej choćby wypowiedzi min. Bieńkowskiej, która cynicznie powiedziała, iż za 6 tys. złotych to tylko pracuje "(...) albo złodziej, albo idiota". Gdyby  ta pani stworzyła warunki dla Polaków - uczciwej, stabilnej pracy na umowę o pracę, a nie wszechobecne "śmieciówki", to Polacy jeździliby Priusami, wodorowymi Toyotami, a nawet elektrycznymi bmw i3. Cóż, taki mamy klimat...

- przeczytaj: Koncern Volkswagena ma problemy

redakcja autoflesz.com
Źródło: Bloomberg

Publish modules to the "offcanvas" position.