O Bydgoszczy znów głośno w mediach. Tym razem nie chodzi o o konflikt kibiców z byłym prezydentem o nazwę stadionu (na szczęście powróciła do korzeni) tylko o służby porządkowe. Bydgoski oddział Kongresu Nowej Prawicy nazywa Straż Miejską aparatem ucisku i wyzysku. Ugrupowanie Janusza Korwin-Mikkego zarejestrowało już w tej sprawie komitet, który zbiera podpisy pod delegalizacją tej jednostki.

fot. autoflesz.com
Muszą zebrać 30 tys. podpisów w ciągu 60 dni , aby doszło do referendum w tej sprawie. Bydgoszczanie sami będą mogli zadecydować, czy chcą nadal utrzymywać Straż Miejską ze swoich podatków. Ratusz jednak nie popiera tej inicjatywy i twierdzi zupełnie co innego.
- Straż miejska nie spełnia swoich założeń ustawowych - mówi Piotr Najzer z Kongresu Nowej Prawicy
W świetle nowych pomysłów komendantów kilku większych miast, głośno mówiących o uzbrojeniu SM w broń służbową, to już zaczyna być niebezpieczne, jak bomba z opóźnionym zapłonem. Do tej pory, nawet oddziały NSR, nie noszą uzbrojenia poza garnizonem. Problem w tym, że pomysł rodem z filmu o amerykańskim szeryfie, nie ma jakiejkolwiek akceptacji MSW. Przynajmniej na tę chwilę. Postulaty komendantów idą dalej, żądają zmian w ustawie, aby SM mogła dokonywać kontroli osobistej (dziś jedynie w stosunku do podejrzanego o przestępstwo) i używać także (łącznie z bronią palną) siatek obezwładniających.
- Budżet Straży Miejskiej to niemal 14 milionów złotych. Chcemy, aby po likwidacji SM połowa tej kwoty została przeznaczona na dofinansowanie policji, a połowa na spłatę zadłużenia miasta, które na koniec 2012 ma wynieść prawie miliard złotych – czytamy w żądaniach Kongresu Nowej Prawicy
Prześledźmy żądania i uzasadnienie KNP. Dlaczego chcą likwidacji Straży Miejskiej? Najważniejsze to:
Zaburzona hierarchia wartości
Instytucja, która z założenia miała służyć mieszkańcom stała się wobec nich jednostką opresyjną i symbolizuje poniekąd odwrócenie urzędników ratusza od bydgoszczan.
Brzmi jak koszmar, ale wiele jest w tym prawdy. Można powiedzieć nawet, że przykłady idą z góry, ale jeśli w grodzie nad Brdą b. komendant ma problemy prawem, to nie ma się czemu dziwić, że opina bydgoszczan jest negatywna o SM. Inni z kolei powiedzą, że to półprawda - też będą mieli rację. Sami spotkaliśmy funkcjonariuszy, którzy na znaną w całym Fordonie sytuację z parkowaniem, patrzą z dystansem. No bo jak karać kierowcę (po zgłoszeniu namolnego sąsiada), że zaparkował auto pod swoim oknem, nie zachowując ustawowej odległości 1,5 m dla pieszych. Nie można zatem powtarzać stereotypów, że każdy funkcjonariusz SM, to bezduszny egzekutor.
Podstawą ich działania jest ustawa o strażach gminnych (Dz. U. z 1997 r. Nr 123, poz. 779 z późn. zm.). W pkt.2 art.1 ustawy o Straży Miejskiej z 1998 roku czytamy: „Straż Miejska pełni służebną rolę wobec społeczności lokalnej, wykonując swe zadania.” Tymczasem aż 77 proc. interwencji nie dotyczy zdarzeń zagrożenia bezpieczeństwa, zdrowia, życia, własności mieszkańców gminy.
- Wykrywalność kradzieży w Bydgoszczy jest mniejsza, niż 40 proc. tymczasem SM skupia się na wypisywaniu mandatów kierowcom, bo w kasie miasta brakuje pieniędzy - pisze Gazeta Pomorska
Służbiści-funkcjonariusze, z dziką rozkoszą zakładają blokady na koła, skrupulatnie dokonują czynności mandatowych ze słynnych już fotoradarów. Przypomnijmy też okres, że z całą surowością prawa karali kierowców w okresie, gdy nie mieli do tego uprawnień (fotoradary w samochodach, słynna czerwona Skoda).
Ze względów ekonomicznych
- Utrzymanie Straży Miejskiej kosztuje rocznie bydgoskich podatników prawie 14 milionów złotych. Jednocześnie z roku na rok powiększa się budżet tej instytucji, podobnie jak zadłużenie miasta, które na koniec bieżącego roku ma wynieść niemal miliard złotych – pisze Piotr Wiśniewski, Gazeta Pomorska
Bydgoszcz w 2012 roku na spłatę kredytów, pożyczek i wykup obligacji przeznaczy 13 mln 800 tys. zł z… kolejnych kredytów.
- Bydgoszcz zaciąga kredyty na spłatę kredytów. Właśnie tak robią ludzie, zanim zbankrutują. My nie chcemy żeby Bydgoszcz zbankrutowała, dlatego chcemy likwidacji Straży Miejskiej. Jest ona zbędnym wydatkiem i w dodatku nie zapewnia mieszkańcom bezpieczeństwa – czytamy w żądaniach KNP
W niedawnym rankingu "Rzeczpospolitej" Bydgoszcz była na niechlubnym 5 miejscu, zadłużenie wynosiło aż 60,8 proc. dochodu miasta! To niemal katastrofa.
Straż Miejska to aparat ucisku i wyzysku
Władze miasta zaplanowały w 2010 roku, że w 2011 Straż Miejska przyniesie jej wpływy w wysokości 1,5 miliona złotych. Tymczasem jednostka ta wykonała plan z nawiązka. Do kasy miasta, pod koniec roku, najprawdopodobniej wpłynie okrągła sumka 3 mln zł.
- Podwajanie dochodów z mandatów nie służy mieszkańcom, tylko władzy, która nie wie czym już łatać dziurę w budżecie - czytamy w postulatach KNP
- Straż Miejska gnębi kierowców za parkowanie w centrum miasta. Naszym zdaniem problemem jest brak miejsc parkingowych, więc zamiast marnować pieniądze na straż lepiej je wykorzystać na budowę parkingów – twierdzi Arkadiusz Jarzecki, Kongres Nowa Prawica
Ugrupowanie Korwina Mikkego postuluje, aby zaoszczędzone środki przeznaczyć na dofinansowanie policji oraz redukcję zadłużenia miasta. KNP podkreśla przy tym, że Straż Miejską zlikwidowało już wiele gmin w Polsce, jak np. Stalowa Wola czy Chrzanów. Na razie nikt nie podnosi głowy, aczkolwiek chodzą słuchy o przekształceniu tych oddziałów w policję municypalną.
Powiedzieliśmy na wstępie, że urzędnicy są przeciwni delegalizacji SM, wysuwając swoje argumenty. Najczęściej, jak nie wiadomo jak odpowiedzieć dociekliwemu dziennikarzowi, to przed kamerą (mikrofonem) padają słynne i ogólnikowe już frazesy - z powodów politycznych.
- Postulat ma przede wszystkim wymiar polityczny, a nie merytoryczny - komentuje Piotr Kurek, rzecznik prasowy prezydenta Bydgoszczy
- Straż miejska jest integralnym organem Urzędu Miasta. Jeśli ktoś chce ją zlikwidować, to powinien zaproponować coś w zamian, bo instytucja ta pełni mnóstwo statutowych funkcji, które przecież ktoś za nią musiałby wykonywać – dodaje
Spawa jest rozwojowa, jak nam wiadomo nie dotyczy tylko Bydgoszczy. Inne miasta też bacznie przyglądają się sprawie. Jednak, aby doszło do referendum w tym temacie, inicjatywę KNP musi poprzec 10 proc. uprawnionych do głosowania.
Źródło: Gazeta Wyborcza, Piotr Wiśniewski, Gazeta Pomorska
