Święta tuż-tuż. Jednak w polityce, wielkiej polityce wcale nie jest to okres przedświąteczny. Świat, po raz kolejny jest w szoku, po tym jak w Berlinie rozpędzona ciężarówka, z polskimi numerami rejestracyjnymi, wjechała w tłum berlińczyków dokonujących przedświątecznych zakupów na jarmarku. Nieco później Reuters podał kolejną tragiczna informację, tym razem z Turcji, gdzie w galerii zastrzelono rosyjskiego ambasadora Andrieja Karłowa. Tym samym nakręca się spirala stosunków rosyjsko-tureckich. W cieniu tych wydarzeń rozpętano polskie piekło.
fot. materiały policji niemieckiej
Tragedia w Berlinie na Breitscheidplatz
Nie będziemy komentować ostatniego tragicznego wypadku w Berlinie na Breitscheidplatz - godzina po godzinie - media cały czas o tym informują, sprawa jest rozwojowa. Wczoraj, późnym wieczorem, zamachowiec staranował 9 osób, dziś zmarły kolejne niewinne istoty. Policja podała już, iż w wyniku ataku zmarło 12 osób a 48 jest rannych. Co ciekawe, samochód na polskich numerach rejestracyjnych marki Scania został najprawdopodobniej skradziony polskiemu kierowcy, który przyjechał do Berlina z konstrukcjami stalowymi. Według wstępnych wyników śledztwa polski kierowca został zamordowany, a jego ciało znaleziono w kabinie tira. Policja dość szybko zatrzymała zamachowca narodowości pakistańskiej, który przebywał w Niemczech na tzw. fali otwartych drzwi uchylonych przez kanclerz Angelę Merkel. Inne źródła podają, że zatrzymany nie był kierowcą ciężarówki i nie przyznaje się do zamachu.
Zamach na ambasadora
Andriej Karłow został zastrzelony przez własnego ochroniarza, nomem omen – policjanta tureckiego. Karłow niechętnie otaczał się armią profesjonalnych ochroniarzy, nie chciał nawet przysługującej mu ochrony podczas oficjalnych i mniej oficjalnych wystąpień. Mimo to, wszędzie jeździła wyselekcjonowana drużyna tureckich policjantów w cywilnych ubraniach. W galerii Karłow miał wygłosić przemówienie, na które zaproszono gości, media i osoby towarzyszące. Sytuacja niemal idealna dla potencjalnego napastnika, problem w tym, iż nikt lub prawie nikt nie spodziewał się, że skrytobójczy strzał w plecy odda policjant wyznaczony do ochrony VIP-a. Jak twierdzą naoczni świadkowie, zamachowiec oddał osiem strzałów, krzycząc przy okazji „Allahu Akbar”.
Rosyjskie media, jak również sam Władimir Putin, są oburzone tą sytuacją. Przypomnijmy, że stosunki rosyjsko-tureckie zostały napięte po incydencie z zestrzeleniem Su-24 nad granicą turecko-syryjską. Putin już wtedy obiecał adekwatne środki do zaistniałej sytuacji. Później był zaplanowany pucz przez samego Erdogana i ocieplenie stosunków z Kremlem. Gra prezydenta Erdogana była ryzykowna, z jednej strony ryzykował i szantażował Unię Europejską imigrantami i kolejnym dofinansowaniem na tzw. uszczelnienie granicy, z drugiej strony wyraźnie zbliżył kurs w stronę Kremla. To musiało zaniepokoić Stany Zjednoczone i jeszcze urzędującego prezydenta Obamę, gdyż liczba baz NATO, głównie (z bronią atomową) amerykańskich na terenie Turcji mogła być zagrożona. Nikt takiego sprzymierzeńca, do tego starającego ubiegać się o przyjecie do Unii Europejskiej, nie może traktować poważnie. Nie mniej, to druga po USA armia świata, na którą państwo łoży 2,2 proc. tureckiego PKB, do tego mocno sprofesjonalizowana (choć Siły Lądowe – w przeciwieństwie do Polskich SZ opierają się na poborowych).
Sytuacja w Turcji po zamachu także jest rozwojowa i będziemy śledzić ten wątek. Echo Kremla z pewnością nie pozostawi tego faktu bez odpowiedzi.
Przesilenie i kryzys konstytucyjny w Polsce
Od ostatniego posiedzenia Sejmu, gdzie marszałek Kuchciński doprowadził do obstrukcji sejmowej, wrze w polskiej polityce. Konstytucyjnie wybrana władza ściera się z opozycją, która zwiera szyki. A wszystko po tym, jak marszałek Kuchciński wykluczył z obrad Sejmu posła Szczerbę (PO). To on wniósł na mównicę plakat „Wolne media”. Później rozpędziła się śnieżna kula, rozpoczęła się blokada mównicy, a zaskoczony rozwojem sytuacji marszałek postanowił przenieść kolejne głosowanie do Sali Kolumnowej. Tam dokonano głosowania nad budżetem i ustawą deubekizacyjną. Opozycja zarzuca marszałkowi nie tylko arogancję, ale także to, iż głosowanie odbyło się nielegalnie. Strona rządowa z marszałkiem Terleckim twierdzi, że wszystko było zgodne z Konstytucją. W sprawę włączył się nawet prezydent Duda, który nakazał swoim prawnikom zbadać zasadność przeprowadzonego głosowania.
W cieniu politycznego przesilenia odbyła się nieoficjalna pielgrzymka Jarosława Kaczyńskiego na Wawel, jej celem było odwiedzenie grobu brata. Niestety, wizyta odbywała się z w asyście rządowych limuzyn, ochrony BOR-u i funkcjonariuszy policji. To oni musieli torować drogę prezesowi Kaczyńskiemu, gdyż tłum z hasłami „spieprzaj dziadu”, „idź do diabła” nie odpuszczał. Wszystko w świetle kamer i z ironicznym uśmiechem prezesa. Władza to ma klawe życie. Przypomnijmy, że jak premier Tusk jeździł do Sopotu rządową limuzyna, a nawet korzystał z samolotu, to oponenci wytykali ten fakt, dziś sami jadą po przysłowiowej bandzie. Nie inaczej było z wyjazdowymi posiedzeniami rządu premier Ewy Kopacz.
Polska armia czy chaos?
Zupełnie niezauważalna pozostaje też dymisja dwóch najważniejszych dowódców w Siłach Zbrojnych RP: gen. Adama Gocuła, szefa Sztabu Generalnego i gen. Mirosława Różańskiego, dowódcy Sił Zbrojnych RP. Minister Macierewicz bagatelizuje sprawę, a powracający z banicji pan Misiewicz podał nawet komunikat, iż dymisja została przejęta przez ministra obrony narodowej. To kompletny brak profesjonalizmu, zasad pragmatyki wojskowej, nie mówiąc już o ustawie dot. żołnierzy zawodowych. Dymisję może przyjąć tylko Prezydent RP. Podobna wpadka zdarzyła się pewnym mediom piszącym o zawstydzających popisach oficerów starszych WP, którzy pobili policjantów i municypalnych w Giżycku. Wtedy również z komunikatów biura MON padło stwierdzenie o usunięciu z armii. Niestety to już był kolejny sygnał, że w armii pracują cywile-dyletanci – usunąć z armii i pozbawić stopnia oficerskiego może tylko niezawisły sąd.
W tym świetle, pomyłek, dyletanctwa, niczym Dyzma z powieści Dołęgi-Mostowicza, wychodzą kolejne kwiatki tj. pozbawienie stopnia generalskiego generałów: Jaruzelskiego i Kiszczaka, zwłaszcza po ich śmierci. Jeśli faktycznie zasłużyli na taką odprawę, to trzeba było to zrobić podczas obalenia rządu premiera Jana Olszewskiego. Najciekawsze w tym bezprecedensowym wydarzeniu jest to, iż obecnie min. Macierewicz chce nowelizacji ustawy o powszechnym obowiązku służby wojskowej, naginając przepisy do sytuacji obecnej. Przypominamy jednak, iż prawo nie działa wstecz "Lex retro non agit" (choć są wyjątki). Co więcej, gdy gen. Jaruzelski został wybrany na pierwszego prezydenta w wolnej RP, pan Macierewicz nie wytaczał armat. Dziś mówi bez ogródek: "Zbrodniarze przeciwko własnemu narodowi nie zasłużyli, by nosić te stopnie wojskowe (...)".
Afera z dziennikarzami
Kolejna rozwojowa sprawa dot. mediów. Na rozkaz samego prezesa Kaczyńskiego postawiono szlaban dla kamer i dziennikarzy. Jednym słowem cenzura, projekt zakłada bowiem utworzenie Centrum Medialnego i zakaz swobodnego poruszania się akredytowanych dziennikarzy po Sejmie. Władza nie lubi być filmowana, przepytywana, rozliczana – a to przecież elementarny zakres obowiązków mediów zgodny z Konstytucją. Cóż, nikt nie chce być filmowany, gdy pałaszuje sałatkę podczas obrad. Ciekawe, czy ta pani profesor zezwoliłaby na podobny nietakt ze strony studenta podczas swojego wykładu? Nie odpowiemy, jak red. Monika Olejnik podczas przepytywania gości, pyta i zaraz odpowiada - co skrzętnie wypunktował prof. Legutko. Przecież to zaledwie podstawy kindersztuby... Jednym słowem, władza wie lepiej, co jest potrzebne dziennikarzowi, fotoreporterowi czy reportażyście.
Dziś sprawę zaczęto łagodzić, prosząc nawet niektórych dziennikarzy niesprzyjających zwykle partii rządzącej o włączenie się do załagodzenia sporu z czwartą władzą. Co z tego wyjdzie?
Na tę chwilę, trwa nadal okupowanie Sejmu przez posłów PO, którzy zamierzają tu pozostać tak długo, jak to będzie konieczne (13-15 stycznia kolejne posiedzenie). We wtorek rano rozpoczęto odgradzanie Sejmu barierkami przywiezionymi z Poznania (napis KWP), ale sam pomysł nie wypłynął od PiS, to pokłosie pomysłu złożonego jeszcze przez min. Radosława Sikorskiego (chciał ogrodzenia, jak w nowobogackich, osiedlowych enklawach). Pikiety, czuwanie warszawiaków z flagami i podczepianie się innych ugrupowań i stowarzyszeń - przed Sejmem - rośnie w siłę. Teraz wystarczy tylko iskra, aby doszło do zapłonu. Czy prezydent Duda okaże się takim kościelnym strażakiem, co potrafi jednym ruchem ręki zagasić płomień kościelnej świecy?
redakcja autoflesz.com![]()
Źródło: Reuters
środa 21 grudnia br. - informacje dotyczące zatrzymania Pakistańczyka były prawdziwe, ale to nie on dokonał aktu terroru. Policja niemiecka znalazła twardy dowód. Według śledczych zamachu dokonał 21-letni imigrant z Tunezji. Dowód tożsamości, który znaleziono w skradzionej ciężarówce, został wystawiony na nazwisko Anisa A. Zamachowiec jest członkiem "dużej organizacji islamskiej" i był znany policji.
Niestety, dopóki nie zostanie zatrzymany i przesłuchany, to jedynie hipoteza. Zwykle przestępcy próbują oszukać śledczych podsuwając fałszywe dowody.
Polak, kierowca ciężarówki, walczył do końca z terrorystą. Jego ciało znaleziono na fotelu pasażera, osierocił 17- letniego syna. Według śledczych Polak nie chciał dopuścić do masakry, zginął jak bohater. Początkowo niemieckie media nie kojarzyły tego faktu z bohaterstwem, dziś zmieniają zdanie. Właściciel tira i firmy przewozowej (także Polak, kuzyn kierowcy) dostał informację w poniedziałek po południu, że nadajnik GPS zarejestrował nienaturalne ruchy ciężarówki. Scania była uruchamiana i gaszona, tak jakby ktoś uczył się jeździć. Znany antyterrorysta mjr Dziewulski powiedział wprost, to nowa metoda terrorystów, trudno, a nawet bardzo trudno przewidzieć w takich sytuacjach skąd nastąpi atak. To może stać się w każdym miejscu, także w Polsce.
piątek, 23 grudnia br. (godz. 10.59) - domniemany zamachowiec z Berlina, Anis Amri, został zastrzelony w Mediolanie - poinformowała agencja Reutera, powołując się na służby specjalne. Według policyjnych źródeł, sprawdzono już odciski palców zastrzelonego w Mediolanie mężczyzny. Pokrywają się one z odciskami palców terrorysty, które zabezpieczono na miejscu poniedziałkowego zamachu w stolicy Niemiec. Mężczyzna podejrzany o przeprowadzenie zamachu w Berlinie zginął w strzelaninie, do której doszło w Mediolanie, Włochy.