Szykuje się kolejna afera w polskiej armii, tym razem związana z uzbrojenie F-16 w pociski AGM-158B JASSEM-ER. Te manewrujące pociski, zakontraktowane przez MON za ponad 200 mln dolarów, mogą być bezużyteczne. Dlaczego?
fot. USAF
Piloci F-16 nie widzą celu na odległości przewidzianej dla pocisku podwieszanego Jassem-ER o zasięgu ponad 900 km. To oczywista oczywistość. Co więcej, myśliwiec nie ma urządzeń do śledzenia i naprowadzania manewrującego pocisku. Czy to oznacza, że do tej pory mieliśmy wprawdzie słynne nieloty F-16, ale tak naprawdę nieuzbrojone, wręcz bezbronne?
Kto zdecydował o zakupie nowoczesnej broni bez faktycznego rozpoznania, co do możliwości jego odpalenia i prowadzenia z samolotu F-16. Major Fiszer, znany komentator techniki wojskowej, wprawdzie wspomniał, iż mamy broń najnowszej generacji, na którą musiał wyrazić zgodę Departament Stanu USA, ale pominął kwestię faktycznego jej użycia – de facto – braku takiej możliwości z pokładu myśliwca.
Mówić wprost i na temat, do Polskich Sił Powietrznych, najpierw powinien być wprowadzony system satelitarnej obserwacji Ziemi. Dziś pociski manewrujące JASSEM-ER (Joint Air-to-Surface Standoff Missile) mogą być naprowadzane jedynie na cel, który wskażą Amerykanie!
Czy właśnie o to chodziło panu ministrowi?
Źródło: space24.pl