Jakoś smutno się robi na duszy, gdy słyszy się o przekroczeniu uprawnień, gafach, a nawet nieudolności niektórych ministrów obecnego rządu. Przypomnijmy jedynie niektóre epizody (w szczególności związane z bezpieczeństwem i motoryzacją) wpływające na ten stan oceny: pękniecie opony run-flat w prezydenckim bmw, wypadek premier Szydło w Izraelu, a teraz wypadek samochodów rządowych - pędzących niczym bolidy w wyścigu Le Mans - pod Lubiczem niedaleko Torunia. Ale nawet one regulaminowo zwalniają (lub zatrzymują się) na czerwonym świetle!
fot. fakt.pl
Jest zbyt wcześnie aby oceniać winę, szczególnie kierowców, bo to politycy formatu min. Macierewicza wymuszają na dowódcy ubezpieczenia, a w konsekwencji kierowcy, takie zachowanie. Trudno też spodziewać się rewelacji, skoro sprawę przejęła Żandarmeria Wojskowa i Prokuratura w Poznaniu. W programie „Uwaga pirat” zwykle w takich epizodach policja obarcza winą kierowcę, słynną już formułką ”niedostosowanie prędkości do warunków jazdy”, tu użyto wytrychu: „Jeden z samochodów w kolumnie, z uwagi na trudne warunki drogowe stracił przyczepność z nawierzchnią (...)”.
Pisze się też o pojazdach kolumny ministra, zapominając w ogóle o sześciu pojazdach cywilnych, a w szczególności o trzech osobach poszkodowanych, które musiały być odwiezione do szpitala. Jeszcze szybciej ogłoszono, że postępowanie pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Poznań-Grunwald, ukierunkowano na... kolizję, a nie na wypadek drogowy. Wszystko z powodu zwolnienia poszkodowanych, podobno na własną prośbę ze szpitala - zaraz po zaopatrzeniu i niezbędnych zabiegach lekarskich.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że minister nawet nie zapytał o stan zdrowia poszkodowanych, nie dokonał wstępnej oceny, nie udzielił żadnej pomocy, szybciutko zasłaniając twarz salwował się ucieczką z miejsca wypadku! Świadkowie, przed kamerą zeznawali, że konwój ministra jechał z bardzo dużą prędkością, znacznie przekraczającą dopuszczalną prędkość wyznaczoną na tym odcinku, ignorując przy tym prawa fizyki. O tym, że wypadek nie był żadną traumą dla pana ministra świadczy kolejny epizod z jazdy do Warszawy, aby tylko zdążyć do prezesa Kaczyńskiego na godz. 19.00. Pokonując ten odcinek, o długości ponad 200 km w czasie 1:45 godz., trzeba jechać ze średnią prędkością 114, 2 km/h, co oznacza, iż na niektórych odcinkach trasy prędkość musiała wynosić 180-, a nawet 200 km/h.
Okazuje się, że władza może wszystko, jak powiedział b. premier Cimoszewicz, to są standardy wschodnie, gdzie dla przejazdu prezydenta Putina zamyka się pół Moskwy. Z kolei „Bestia” b. prezydenta Obamy miała ograniczenie prędkości do 120-130 km/h, a zatwierdzone procedury nie pozwalały na dowolną interpretację czy falandyzowanie twardych przepisów ruchu. Jak zwykle przykład idzie z góry, ale jeśli pozwala się podwładnemu na szarżę bmw na sygnale po... hamburgera za rogiem, to zwyczajnie ośmiesza się powagę sprawowanego urzędu.
Wreszcie, jeśli mówi się o łamaniu prawa przez opozycję, to nie można okłamywać siebie i wyborców. Takie wyparcie nie przystoi samemu Cezarowi, który chcąc być traktowany poważnie musi być wolny od wszelkich podejrzeń, jak żona Cezara.
redakcja autoflesz.com![]()
Z ostatniej chwili: w sobotę rano, premier Beata Szydło, która była gościem Radia RMF RM, iż gen. bryg. Andrzej Pawlikowski został odwołany ze stanowiska szefa Biura Ochrony Rządu. Jego obowiązki pełni zastępca szefa BOR płk Tomasz Kędzierski. Media spekulują, że jedną z przyczyn odwołania, zresztą planowanego od wielu miesięcy, jest ostatnia katastrofa kolumny rządowej pod Lubiczem. Wcześniej do innego wypadku doszło z udziałem limuzyny prezydenta Dudy. Innym powodem ma być toczące się prokuratorskie postępowanie na okoliczność zabezpieczenia dworców kolejowych podczas Światowych Dni Młodzieży (chodziło o wyłudzenie ok. 2 mln zł z jednej ze spółek Skarbu Państwa). Oficjalnym powodem miało być odwołanie z powodu stanu zdrowia generała.
Kolejną sensacją ma być fakt dot. ochrony ministra Macierewicza, w tym jego osobistego kierowcy. To nie Żandarmeria Wojskowa, a funkcjonariusze Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) transportowali ministra, gdy w środę doszło do karambolu pod Lubiczem. Problemy z przypisaniem osobistego kierowcy pana Kazia do odpowiedniej formacji, a de facto niedawno awansowanego na stopień oficerski kpt. Bartosika sprawia najwięcej problemu "żołnierzom" ministra i jego rzecznikowi.
Wypadek kolumny VIP skomentował mjr rez. Jerzy Dziewulski:
"Kolumna uprzywilejowanych pojazdów jadących na sygnale nie ma obowiązku stosowania się do przepisów. Może je bezkarnie łamać i jest to zgodne z prawem. Czasem jest to wręcz wskazane, bo szybka jazda to też taktyka ochrony. Samochody eskortujące VIP-ów mogą poruszać się na sygnale właściwie zawsze. De facto zależy to od ochoty osoby ochranianej, a ostateczną decyzję podejmuje szef ochrony. Obowiązkiem kierowcy jest jednak zachowanie tzw. szczególnej ostrożności. Co kryje się pod tym stwierdzeniem? Nie wiadomo".
"To martwy zapis, prawny bełkot. Nikt nie wie, co to tak naprawdę oznacza. Dla zwykłego kierowcy, który spowoduje wypadek, może to być argument przemawiający za jego winą. Mógł jechać z dozwoloną prędkością, ale nie dostosował jej do panujących warunków, czyli nie zachował szczególnej ostrożności. Z drugiej strony trudno udowodnić pojazdom uprzywilejowanym, że ich kierowcy nie zachowali szczególnej ostrożności. Mogło przecież dojść do wypadku pomimo jej zachowania" - komentuje Dziewulski /fakt.pl/
Jerzy Dziewulski nie ma wątpliwości, że bezpośrednią przyczyną wypadku była zbyt duża prędkość.