Nie ma zamiłowania do polowań jak min. Szyszko, otacza się gwardią przyboczną jak kiedyś płk Kaddafi, ale jest postacią charyzmatyczną, czy to się komuś podoba czy też nie. Ma także za sobą sporą część elektoratu partii rządzącej, mocno utożsamianej z ojcem Rydzykiem. Jednak ostatnie wydarzenia na scenie politycznej jaskrawo pokazują, że podtapianie ministra może skończyć się jak efekt domino. Dlaczego, o tym za chwilę.
fot. TVN
Starcie tytanów
Choć święta tuż-tuż, scena polityczna jest rozchwiana i budzi wiele niepokoju. Doszło wreszcie do starcia tytanów, o czym wielokrotnie mówiliśmy. W tej wojnie podjazdowej nie chodzi bynajmniej o zdymisjonowanego – bo tak to trzeba nazwać po imieniu – Bartłomieja Misiewicza, protegowanego min. Macierewicza. To już wojna o wpływy w PiS, można nawet odnieść wrażenie, iż nawet rokosz. Nie jest to nowa sytuacja, gdyż już w 2002 roku płk Ryszard Chwastek wypowiedział posłuszeństwo ministrowi obrony, później podczas rządów min. Bronisława Komorowskiego kilku generałów ze Sztabu Generalnego nie chciało pogodzić się z przeniesieniem na inne (niższe ) stanowisko służbowe. Był też mały epizod bezpośredniej rywalizacji pomiędzy ministrem obrony Komorowskim a wiceministrem dr. Szeremietiewem. Komorowski, gdy był już prezydentem RP, wręczając nominacje nowemu ministrowi obrony Siemoniakowi powiedział wprost: „Cywilna kontrola nad armia jest fikcją”.
- Nikt siebie dokładnie nie skontroluje, dlatego sugerowałbym panie ministrze bardzo wnikliwą ocenę tego, czy to nie jest ostatni moment, najwyższy czas na podjęcie trudu reformy polskiego systemu dowodzenia - mówił prezydent, zwracając się do Siemoniaka
Później przyszła nowa zmiana i nominacja min. Macierewicza na szefa wszystkich szefów. Przypomnijmy przy okazji, że premier Szydło zapewniała, iż tekę ministra dostanie Jarosław Gowin. Niestety, tak się nie stało, szefowa rządu złamała obietnicę, zresztą nie po raz pierwszy. I to był początek mocniejszych zmian w polskiej armii, odgórnie według partyjnego klucza, bezkompromisowo.
Nietykalny... na tę chwilę, ale kiedyś przychodzi zmęczenie materiału
Czy zatem warto przypominać wszystkie wpadki min. Macierewicza? W zasadzie - nie, bo każdy popełnia błędy. Jednak cała seria złych decyzji, niezrozumiała polityka kadrowa, dążenie do czołowego zderzenia z prezesem – to już wkładanie głowy pod gilotynę. Powiedzmy zatem o niektórych decyzjach i przypadłościach, godzących w polską rację stanu.
Teatr działań wojennych nowy szef wszystkich szefów zamienił na swój prywatny poligon. Zaczęło się od Szczytu NATO i odcinania kuponów od pracy poprzedników, w tym min. Siemoniaka. Popełniono wiele błędów taktycznych i wizerunkowych, a pomijanie prezydenta w najważniejszych decyzjach dotyczących obronności kraju to już jazda po bandzie. Zacznijmy od zakupu 30 limuzyn – rzekomo na obsługę szczytu – przecież to był tylko parasol ochronny, aby zrobić to z wolnej ręki. Konsekwencją były spektakularne stłuczki, karambole, jazda bez trzymanki!
Później było już tylko gorzej, aczkolwiek z przebłyskami strategii. Jakiej? Otóż zerwanie kontraktu na Caracale było dobrym posunięciem, jednak zrobiono to w bardzo złym stylu, by nie powiedzieć bez klasy i panowania nad emocjami. Trzeba też powiedzieć wprost, iż protegowany Misiewicz, kłamał jak z nut, powtarzając kłamstwa z częstotliwością oddanych strzałów z kbk AK. Wciągnięto w ten proceder nawet premier Szydło, która pojawiła w PZL Mielec. Kamery i dziennikarze zapisali to dla potomnych – zamiast Caracali, min. Macierewicz dumnie ogłosił zakup słynnych Black Hawków. Początkowo miały być do końca roku, później do końca marca 2017 roku, a efekt znamy wszyscy. Wierzymy, że były chęci, zdolność do empatii, ale wyszło jak zwykle.
Nie można z dnia na dzień obiecać dostaw sprzętu lotniczego, tak wysokiej klasy z terminem niewykonalności. Tylko bydgoska PESA bierze i wygrywa wszystkie przetargi, jednak i tu trzeba czekać - nawet pół roku na pierwsze dostawy np. najpopularniejszych Swingów.
W międzyczasie udało się zakupić średnie samoloty dla VIP-ów. Wiceminister obrony, Bartosz Kownacki podpisał umowę w imieniu MON z amerykańskim Gulfstreamem Aerospace Corporation (grupa General Dynamics). Przypomnijmy - kontrakt na dostawy dwóch odrzutowców G550 dla VIP –ów pod koniec 2016 roku. Tylko czy ta umowa była ważniejsza od śmigłowców wielozadaniowych dla Sił Powietrznych?
W marcu 2017 r. MON podpisało umowę na dostawę trzech samolotów Boeing 737-800NG. Kontrakt podpisano w ostatnim momencie, ale Krajowa Izba Odwoławcza negatywnie zaopiniowała sposób dopuszczenia (a właściwie niedopuszczenia) do przetargu innych dostawców. Jednak i wtedy nie spadł włos z głowy ministra, choć suma gwarantowana w przetargu była zawyżona 1,7 mld złotych, a niektóre źródła podają nawet 2,1 mld złotych.
Po drodze, z Torunia do Warszawy, minister tak się spieszył, że rozbił co najmniej dwa luksusowe bmw i przestawił kilka aut prywatnych użytkowników stojących na czerwonym świetle w Lubiczu Dolnym. Dla uczestnika karambolu, do tego ważnego ministra nieistotnym elementem było sprawdzenie, jak się czują poszkodowani, czy nikt nie odniósł obrażeń, tylko... szaleńcza ucieczka z miejsca wypadku do prezesa Kaczyńskiego.
Wojna hybrydowa
I tu należy postawić pytanie? Skoro tak się szanują, tak się rozumieją, co więcej, Macierewicz mów do prezesa po imieniu – to dlaczego teraz już nie udają, iż warczą na siebie jak bulteriery. To już nie jest konflikt, to wojna hybrydowa, a niedługo polecą iskry!
Niedawno, po wybrykach Misiewicza i zawieszeniu w prawach członka, Kaczyński oddelegował „pluton egzekucyjny” (tak to określił dosadnie b. prezydent Kwaśniewski) do wyjaśnienia sprawy – Suski, Kamiński, Brudziński, team jednoznacznie stwierdził:
- Sprawa Misiewicza została zamknięta. Komisja całkowicie negatywnie oceniła postawę Bartłomieja Misiewicza. PiS stwierdza, że nie ma on kwalifikacji do pełnienia funkcji w sferze administracji publicznej, spółkach Skarbu Państwa i innych sferach życia publicznego. PiS potrafi wyciągnąć wnioski z takich sytuacji jak w sprawie Misiewicza, chcemy przeprosić Polaków
Uważni obserwatorzy sceny politycznej wiedzą jednak doskonale, że tu nie chodziło o pana aptekarza z Łomianek tylko podtopienie szefa wszystkich szefów!
Wielki problem prezesa
Niestety, Kaczyński ma wielki problem z wiceprezesem. Macierewicz ma charyzmę i elektorat zdolny wyprowadzić, co najmniej, 10 proc. zagorzałych członków z PiS. Wtedy, byłby to przedświąteczny rokosz i początek rozpadu rządzącej partii. Doskonale o tym wie PO i Grzegorz Schetyna, czekając na dalsze kopanie po kostkach. Jednak w tej konkretnej sprawie, wybujałych ambicji min. Macierewicza, zawyżonym ego, prezes partii nie zrobił nic, a mógł załatwić sprawę kiwnięciem małego palca. Dziś może być za późno na zatopienie wiceprezesa, wszak ten umie pływać, a tragedia smoleńska jest tu niezwykle ważnym argumentem. Jeśli Macierewiczowi udałoby się udowodnić podane niedawno hipotezy rodu „science fiction”, to zarówno prezes, jak i dr Lasek byliby w bardzo niekomfortowej sytuacji. W partii rządzącej wiedzą o tym doskonale, ale jastrzębi jest więcej, gołębie zaś nie mają żadnej szansy na lot do matecznika, co najwyżej w... kosmos.
NATO wypełnia zobowiązania, ale...
Warto jeszcze dodać, że nasi partnerzy z NATO nie traktują już otoczenia Macierewicza poważnie. Po wizerunkowej porażce i nieuprawnionym wejściu do Centrum Eksperckiego NATO w Warszawie, po wycofaniu z Eurokorpusu (28 marca br.), gigantycznej pomyłce w sprawie Mistrali, a wcześniej nagłośnieniu sprawy terrorystów Al-Kaidy (loty w Szymanach, tajne więzienia CIA), Amerykanie nie przekazują Polsce ściśle tajnych informacji wojskowych. Zapowiadana także wizyta prezydenta Trumpa nie dojdzie do skutku, wyczuwalna jest także izolacja rządowego obozu ze strony kanclerz Angeli Merkel czy prezydenta Hollande’a.
Pani premier już przed unijnym szczytem w Rzymie chciała dymisji, ale nie dostała pozwolenia
kilka tygodni Wróćmy jeszcze na chwilę do prezydenta Dudy, zwierzchnika Sił Zbrojnych. Zwyczajnie, za późno prezydent zorientował się, że minister gra „na siebie”, a przecież podpisywał rezygnację najważniejszych generałów. Ponadto pisanie listów do podwładnego nie jest zbyt eleganckie, w wojsku jest raport służbowy, dyscyplina i pozycja zasadnicza. Minister Macierewicz pozwalał sobie na więcej, nawet w obecności odchodzących generałów, poklepywał prezydenta jak kolegę z podwórka. Dzień po dymisji Misiewicza, sam stawał przed komisją ortodoksyjnych żołnierzy prezesa. Dziś... nawet parasol sam trzyma! Czy to już dobra zmiana?
PiS traci notowania, już nie tylko po klęsce w Brukseli, ale notorycznych wpadkach swoich najważniejszych ministrów. Prezes musi zrobić coś, co wywoła tsunami. Czy fala będzie tak duża i zatopi niezatapialnych? Wydaje się to mało prawdopodobne w tym jednym przypadku, gdyż prezes – z całym szacunkiem – to nie prezydent Erdogan (turecki dyktator ma teraz poparcie w armii i muzułmańskim społeczeństwie). A kto popiera prezesa? Z pewnością prezes Kaczyński nie może liczyć na bulteriera Kurskiego, złotoustego Gowina czy europosła Czarneckiego. Niestety, to nie są osobowości z charyzmą. Idol jest tylko jeden, nawet jeśli będzie zatopiony.
redakcja autoflesz.com![]()
