Już na kilka dni przed wizytą prezydenta Trumpa dmuchano w balon. Media jak zwykle dodawały paliwa do ognia, kłócono się o zaproszenia na pl. Krasińskich, opozycja stroiła fochy, iskrzyło pomiędzy pałacem prezydenckim a najwierniejszymi żołnierzami prezesa Kaczyńskiego. Topór wojenny jednak zakopano, a 45. prezydent Stanów Zjednoczonych zrobił to, co miał zrobić. Zaskoczył chyba wszystkich.
fot. Reuters
Era Trumpa to z pewnością wielkie zmiany dla Europy i całego świta, o czym mówili nam Polacy mieszkający w Stanach. W Polsce przedstawiano go jako megalomana, bez politycznego wyczucia, stronnika Rosji. Dziś, przynajmniej niektórzy dziennikarze, jak red. Kraśko – dbający o polityczna poprawność – chwalą Trumpa za styl, spójne przemówienie, czy znajomość historii Polski. Ciekawe dlaczego tak późno zmieniają zdanie. Ale to już nie nasza sprawa.
Opinie, recenzje wymierne efekty tej wizyty będą jeszcze trzepane przez kilka dobrych dni, a może tygodni. Jedno jest pewne, prezydent Trump ma swoje zdanie, a popełniane gafy, dodają mu politycznego uroku. Choć dr Sibora, specjalista od protokołu dyplomatycznego wymienia jego maniery (makler, komiwojażer, polityczne nieobycie) w zupełnie inne optyce. Jego zdaniem, stają się one „znakiem rozpoznawalnym i nieoczekiwaną zaletą”. Przypomnijmy, gdy prezydentem RP był Lech Wałęsa nikt mu wtedy nie wypominał „manier elektryka”. To jednak jest mało istotne, istotne są fakty. Te wskazują na to, że Donald Trump zaczyna być przywódcą wielkiego formatu, nie przywiązanego do establishmentu, doceniającego historyczne korzenie. Dokładnie to wypunktował w swoim – najlepszym chyba – przemówieniu jakie wygłosił prezydent jakiegokolwiek państwa na polskiej ziemi (do tego bez kartki, ale z promptera). Warto podkreślić, że jego przemówienie było wielokrotnie nagradzane oklaskami i skandowaniem „Donald Trump”. Było zatem o Powstaniu Warszawskim, NATO i jego budżecie, wojskach amerykańskich w Polsce, art. 5 Traktatu NATO, przyjaźni polsko-amerykańskiej, źródłach energii, a nawet słynnych "Patriotach" (nie mylić - "Patriota" z Melem Gibsonem w roli głównej). Nie zapominał o Szopenie, Janie Pawle II czy Koperniku.
- Wasz naród jest wspaniały, bo wasz duch jest wielki. Nawet, gdy Polska zniknęła z mapy, nie zniknął duch narodu. Polska jest narodem bohaterów - powiedział Trump
- Zachód nigdy nie pozwoli się załamać, nasze narody będą rozkwitać, zaś nasza cywilizacja zatryumfuje. Razem walczmy tak, jak Polacy. Dziękuję, niech Bóg błogosławi Polskę, Polaków i USA – zakończył prezydent Stanów Zjednoczonych
Na koniec było wspólne zdjęcie polskiej pary prezydenckiej z Melanią Trump i jej małżonkiem, prezydentem wszystkich prezydentów. Prezydent Stanów Zjednoczonych nie zapominał o kombatantach, Armii Krajowej, weteranach. Epitafium tej wyjątkowej uroczystości na pl. Krasińskich był przejazd kawalkady samochodów na lotnisko Chopina. Stąd, po oficjalnym pożegnaniu, Donald Trump odleciał na szczyt G20 do Hamburga.
Będą też głosy krytyczne, z całą pewnością będą. Już słychać w sieci wypowiedź dr. Migalskiego (we wrześniu 2010 roku został wykluczony z PiS), obiektywizm nakazuje, aby je zaprezentować.
- Do Polski przyjechał komiwojażer, który skutecznie sprzedaje swój towar ludziom, którym w zamian obiecuje perkaliki - komentuje Marek Migalski na antenie tvn24
Kulisy przylotu Trumpa do Polski
Premier Szydło opowiadała w Wiadomościach, że to zasługa polskiej dyplomacji i prezydenta Dudy, który zaprosił Trumpa do Polski. Każdy przedstawia to jako swój sukces, niestety opozycja, ani Donald Tusk nie mogą tu dodać nawet przecinka. Poza krytyką, także krytyką samego prezydenta USA niewiele wnieśli – by nie powiedzieć – niczego, do tego epokowego wydarzenia.
Choć w protokole nie odnotowano, jaka to była wizyta (oficjalna, robocza), jej sukces zawdzięczamy nieznanej dotąd osobowości - to Kolinda Grabar-Kitarović, prezydent Chorwacji. Niezwykle atrakcja i elokwentna pani prezydent miała namówić Donalda Trumpa na szczyt Trójmorza, właśnie do Polski. Polskie media jak dotąd milczały o tym fakcie (jak również o wizycie prezydenta Dudy w Chorwacji, przynajmniej jedna b. ważna stacja tv), ale b. wiceminister spraw zagranicznych Paweł Kowal, skądinąd bardzo kreatywny polityk, wspominał o wątku Chorwacji. To właśnie państwo nad Morzem Adriatyckim rozbudowuje swoją potęgę energetyczną, głównie w oparciu o gaz LNG. Wkrótce ma tu powstać gazoport, taki jak w Świnoujściu. Wynika stąd, że mamy podobne plany uniezależnienia się od gazu rosyjskiego i stawiamy na amerykańskie zbiornikowce. Jak zapewniał wicepremier Morawiecki gaz amerykański ma być tańszy, ma też osłabić monopolistyczną pozycję Gazpromu.
fot. AFP
Tajemnicą poliszynela jest fakt, iż Donald Trump dostał oficjalne zaproszenie z pałacu prezydenckiego już w lutym br. do wzięcia udziału w lipcowym szczycie Trójmorza (spotkaniu prezydentów krajów bałtyckich, Grupy Wyszehradzkiej oraz Austrii, Chorwacji, Słowenii, Rumunii i Bułgarii). Jednak decyzję o przyjeździe do Polski podjął dopiero pod koniec maja. Dziennikarze szukają sensacji, jedynie spekulując na ten temat, ale wspomniana Kolinda Grabar-Kitarović nie ujawnia szczegółów. Przynajmniej nie teraz...
Jeszcze o Bestii
Dotąd wiedzieliśmy, że prezydenci mają takie dwie pancerne limuzyny, dziś mówi się nieoficjalnie o 12 egzemplarzach. Tu znów przyzwyczajony do stereotypów red. Kraśko informuje, iż do Cadillac. Nic bardziej mylnego, to konstrukcja przypominająca Cadillaca XTS, de facto ramowa konstrukcja oparta na Chevrolecie Kodiak. Jej masa to ponad 8 ton, a opony wytrzymujące to obciążenie muszą dodatkowo być odporne na przestrzelenie z broni automatycznej (specjalna konstrukcja z kevlaru). Konstrukcja Bestii pochodzi jeszcze z czasów b. prezydenta Obamy, ale GM już testuje najnowszą wersję specjalnie przygotowywana dla prezydenta Trumpa. Ma być znacznie mocniejsza (w tej jest silnik Duramax V8 6,6- litra 300 KM), a przede wszystkim o większym prześwicie (pamiętna wpadka w Dublinie).
POdsumowanie
Logistycznie impreza przygotowana wzorowo, wręcz telewizyjnie, w szczegółach wyglądało to inaczej, ale o fake newsach nie będziemy mówić. Jedno jest pewne, na trasie kawalkady funkcjonariusze Secret Service zaglądali (i oplombowali) nawet studzienki kanalizacyjne. Samochody pozostawione na trasie kawalkady były wciągane na lawety i odholowywane na płatne parkingi (rzecz jasna na koszt kierowcy). Warszawa była miastem zamkniętym, nawet wspomniane "Patrioty" przywieziono z niemieckiej bazy, aby strzegły polskiego nieba. Pary dyżurne F-16 były w pogotowiu, snajperzy na dachach, a policjanci (i policjantki) stali na głównych ulicach już od godzin porannych. Min. Macierewicz podpisał też memorandum na dostawy "Patriotów" w najnowszej wersji (tak zapewniało BP MON), za... mld dolarów. I to jest tajemnica handlowa, a może wizyta handlowa?
redakcja autoflesz.com![]()