Silniki Diesla, zwłaszcza produkowane przez niemieckie fabryki nadal są na cenzurowanym. Nie od dziś wiadomo, że spełnienie restrykcyjnych norm emisji spalin dla diesli to wyższa szkoła jazdy. Co zatem robić, aby nie podnosić kosztów produkcji. Zamontować trefne oprogramowanie, jak to zrobił koncern Volkswagena. Aczkolwiek Daimler nie postąpił tak perfidnie, jak Volkswagen, wykorzystał tzw. okno termiczne.
fot. Carscoops
Niemiecka firma ze Stuttgartu ogłosiła, że podda naprawie 3 mln samochodów, gównie diesli objętych normami czystości spalin Euro5/6 eksploatowanych w Europie. W czwartkowym wydaniu "Sueddeutsche Zeitung” a także telewizji WDR i NDR podano, że w ponad milionie wyprodukowanych przez Daimlera samochodów mogło zostać zainstalowane trefne oprogramowanie. Bossowie ze Stuttgartu bronią się, iż działali w ramach obowiązującego prawa. Nie wchodząc w szczegóły neutralizacja tlenków azotu NOx w spalinach wykorzystywała tzw. okno termiczne zależne od temperatury zewnętrznej. Komisja Europejska zezwoliła, aby w takim przypadku neutralizacja była czasowo wyłączana, co skwapliwie wykorzystał producent aut.
Szykuje się zatem kolejny exodus aut niemieckich z silnikami Diesla, które najprawdopodobniej trafią do Polski. Podobnie rzecz się ma z autami francuskimi, które także maja zalać polski rynek. Nasuwa się też kolejny wniosek, dlaczego wielkie koncerny motoryzacyjne nie idą w kierunku błękitnej energii np. CNG czy LNG. Silniki takie nie mają problemu z uzyskaniem ortodoksyjnych norm spalania, co więcej, są tańsze od jednostek Diesla.
redakcja autoflesz.com![]()
Źródło: Automotive News Europe
