Polskie piekło już po kataklizmie stulecia

Można się było bardziej spodziewać długo oczekiwanego otwarcia granic dla turystów w Korei Pn. niż trwania  w marazmie pani premier Szydło i jej wojowników. Dlaczego takie porównanie, bo wszystko co złe dzieje w Pjongjangu, a nad Wisłą miało być odprężenie, zwłaszcza w obliczu argumentu siły od lat używanego przez koreańskiego dyktatora. Jak pisze Reuters dwa tygodnie spędzone przez rosyjskich turystów w Korei Pn. mają kosztować 2 tys. dolarów, ale to nie jest problemem dla bogatych Rosjan, liczy się  wielkie otwarcie dyktatora Kim Dzong Una. Nawet on zrozumiał, że trzeba się otworzyć na świat, nasi mędrcy zaś robią wszystko, aby zamknąć tę unijną puszkę Pandory. W Polsce, po kataklizmie stulecia powiało chłodem, a opozycja strzela do władzy z... procy. Często na oślep, ładunkiem finansowanym przez różne dziwne fundacje np. Bartosza Kramka czy Georga Sorosa.

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / najbardziej ucierpiały województwa: wielkopolskie, kujawsko-pomorskie, pomorskie i zachodnio-pomorskie

Niestety, pani premier wyraźnie postawiła na przetrwanie złego okresu. Medialne raporty z terenów objętych nawałnicami, występowanie obok min. Macierewicza, tłumaczenie z tzw. opóźnienia  w sprawie pomocy tylko pogrążają szefową rządu. Ale prawda jest taka, że doradcy pani premier nie wykorzystali medialnie tragedii w kilku województwach objętych nawałnicami, powodziami, kataklizmami. Nie sprawdzili się także emisariusze rządowi wyznaczeni na stanowisko wojewody,  jak to miało miejsce w przypadku pana wojewody Dariusza Drelicha, który powiedział: "do grabienia liści wojsko nie jest potrzebne". Przypomina się słynne zdanie b. premiera Cimoszewicza, który na okoliczność powodzi stulecia powiedział, że "trzeba było się ubezpieczyć"!

Bardzo krytycznie, by nie powiedzieć komicznie wyglądała wizyta min. Macierewicza w Czersku, jednym z najbardziej poszkodowanych miejsc na mapie Polski. Jego Tarpan ugrzązł... w błocie, a minister w białej koszuli i lakierkach robił dobrą minę do złej gry. Podobno charyzmatycznego skądinąd  ministra ratowali mieszkańcy m.  Konigort.  Warto przy okazji postawić sobie pytanie, dlaczego zwykli ludzie, jak Łukasz Ossowski,  sołtys Rytla, mogą więcej niż urzędnicy którzy pobierają całkiem niezłe  pensje z naszych podatków.  To dzięki takim właśnie  ludziom jak Ossowski, wolontariuszom, harcerzom, strażakom czy żołnierzom  sprawnie przebiega usuwanie skutków tragicznej nawałnicy, która spustoszyła nocą (z 11/12 sierpnia) powiat chojnicki. Dla ministra od wojska (i piątego rodzaju wojsk) najważniejsza w tym czasie była defilada (dokładniej przygotowanie na 15 sierpnia br.) na pl. marszałka Piłsudskiego w Warszawie, pomoc wojska w takich przypadkach – przynajmniej za panowania  poprzednich ministrów – była nie tylko obowiązkiem, ale także sprawą honoru. Dziś wszystko trzeba pokazywać  palcem, a do niedawna jeszcze strzelać obcasami przed aptekarzem z Łomianek.  

W podobnym klimacie można mówić o kolejnym ministrze prof. Szyszko, który unijne nakazy omija, jak deszczowe kałuże. Problem w tym, że unijni urzędnicy też nie są konsekwentni, a wycinka Puszczy Białowieskiej trwa. Nie mniej Polsce grożą dotkliwe kary pieniężne, które z pewnością nie zostaną zapłacone przez ministra ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa, z jego konta osobistego.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / nowa trasa S5 Poznań-węzeł Mieleszyn, z pominięciem Gniezna przypomina krajobraz po bitwie, wiatrołomy, powyrywane drzewa...

Wróćmy jednak do pani premier. Dlaczego nie zdymisjonowała min. Szyszko,  dlaczego nie postawiła się Jarosławowi Kaczyńskiemu, dlaczego nie poparła prezydenta  Dudy w słynnym orędziu po zawetowaniu projektu ustawy o sądownictwie, dlaczego zwleka z ustaleniami ws. wypadku  (w Oświęcimiu, z 29 maja br.), dlaczego nie zdymisjonowała min. Macierewicza za kolejną nawalankę przy przetargu przetargu na autobusy Autosan dla wojska (jak również innych, najgorszych ministrów po tzw. audycie stanowisk i kontroli NIK-u w MON)  – trudno powiedzieć. Wygląda na to, że poddała się i nie panuje już nad swoimi żołnierzami, którzy wykorzystują coraz słabszą pozycję swojego pryncypała. Już  sam sposób mentorskiego witania się z panią premier, jak również prezydentem, daje wiele ciekawych wniosków specjalistom od mowy ciała. Trudno tu nie wspomnieć o Juliuszu Cezarze, który był najpierw hołubiony, noszony na rękach, a później zdradziecko ugodzony nożem przez Marka Brutusa.

Zupełnie niepotrzebna jest też polemika pani premier z prezydentem Macronem, który wypowiedział krytyczne uwagi o samoizolacji Polski podczas oficjalnej wizyty w Bułgarii.

- Doradzam panu prezydentowi, aby zajął się sprawami swojego kraju, być może wtedy uda mu się osiągnąć takie same wyniki gospodarcze i taki sam poziom bezpieczeństwa swoich obywateli, jaki gwarantuje Polska. O przyszłości Europy nie będzie decydował prezydent Francji , ani żaden inny przywódca indywidualnie, tylko wszyscy członkowie wspólnoty. Podpowiadam panu prezydentowi, aby był bardziej koncyliacyjny i nie rozbijał UE - powiedziała premier Szydło /dodała Szydło. (źródło: http://www.tvn24.pl)

Z kolei Angela Merkel ubiega się o czwartą kadencję kanclerza Niemiec, być może dlatego informacje z Berlina są tak mocno filtrowane przez polskich korespondentów. Wprawdzie wybory odbędą się 24 września, ale pani kanclerz wciąż liczy na "sprawiedliwy podział uchodźców" w Unii Europejskiej. Kanclerz Merkel nie przywiązuje też wagi do poparcia, jakie niedawno deklarował prezydent Trump w Polsce. Jej zdaniem "nie ma powodu do niepokoju".  Jakkolwiek byśmy nie spojrzeli na ten problem, to zarówno prezydent Macron, kanclerz Merkel i niektórzy przywódcy Grupy Wyszehradzkiej już nie popierają stanowiska Polski w zasadniczych kwestiach dotyczących integracji. Kto się zatem myli?

Godne poparcia jest jednak to, że rząd Beaty Szydło mówił od samego początku jasno i wyraźnie - nie ma zgody na procentową relokację uchodźców w Polsce, tak jak to sobie wymyśliła  Angela Merkel. Mierne, ale bierne jest także stanowisko Donalda Tuska, który wybrany na drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej, nie radzi sobie z problemem uchodźców, zamachów terrorystycznych czy wpływem samego Jeana-Claude'a Junckera, przewodniczącego Komisji Europejskiej.

Wygląda na to, że w partii rządzącej trwa walka o schedę po prezesie Kaczyńskim. Już kilkakrotnie o tym wspominaliśmy, młode wilki już wypatrują tego, u boku którego można zarzucić kotwicę. Problem w tym, że jedyną charyzmatyczną – mimo wszystko – osobą jest właśnie min. Macierewicz. Co ciekawe, pomimo wielu wpadek, nietrafnych decyzji, maniakalnej wręcz obsesji  na temat katastrofy smoleńskiej,  trwa na stanowisku. Prawdopodobnie to jemu marzy się najwyższa godność w państwie prezydenta RP, choć miałby z pewnością - co najmniej - kilku zaciekłych wrogów, jak Radosław Sikorski, Robert Biedroń czy obecny prezydent Andrzej Duda.  Warto też wiedzieć, że to właśnie Antoni Macierewicz, ówczesny  minister spraw wewnętrznych (w 1992 roku) chciał wyprowadzić wojsko na ulice Warszawy.* Rokosz się nie udał, ale rząd Jana Olszewskiego obalono.

*/ 12 czerwca 1992 roku  Andrzej Milczanowski, nowy szef MSW, ogłosił że w dniu ujawnienia listy agentów Macierewicz i Naimski próbowali wyprowadzić z koszar wojska MSW. Dowodem na to jest popisany przez płk. Peckę szyfrogram nr PF 100. Po tym szyfrogramie w stan alarmu postawionych zostało ok. 800 żołnierzy w tym jednostki żandarmerii, Grupa Antyterrorystyczna (późniejszy GROM) oraz śmigłowce Bell i Mi-8 należące do MSW. Alarm odwołano 5 czerwca rano, po nocnych obradach Sejmu na których odwołano rząd Jana Olszewskiego. /źródło: http://czuchnowski.blox.pl/

redakcja autoflesz.com

 

 

Publish modules to the "offcanvas" position.