Znane marki i ich szefowie - nazistowska przeszłość wychodzi na jaw!

O tym, że wielkie firmy, korporacje, kartele nie mają czystej kartoteki przebąkiwano jeszcze przed wejściem Polski do Unii Europejskiej. Tajemnicą poliszynela była sprawa własności do ziem, domów, czy fabryk, które powiązane były nierozerwalnie z księgami wieczystymi. Wydaje się, iż to tylko margines historii, przyjrzyjmy się zatem wielkim markom, ich szefom, którzy mocno związani byli z samym Adolfem Hitlerem.

fot. BBC Culture

W Polsce ustrój ksiąg wieczystych reguluje ustawa z dnia 6 lipca 1982 r. o księgach wieczystych i hipotece (Dz.U. z 2017 r. poz. 1007).*

*/  kwestie szczegółowe – rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 15 lutego 2016 r. w sprawie zakładania i prowadzenia ksiąg wieczystych w systemie teleinformatycznym (Dz.U. z 2016 r. poz. 312, z późn. zm.).

Jak wiadomo Polska jest członkiem Unii Europejskiej od 1 maja 2004 roku. To chlubny okres państwa polskiego, o czym wielokrotnie mówił najbardziej znany Polak JPII. Jednak nie wszystko -  co można  było zrobić -  zrobiono przy wstępowaniu Polski do Unii. Jedną z takich niezałatwionych spraw są prawa własności  zapisane we wspominanych dokumentach - książkach wieczystych.

Gdyby wciągnąć się w temat, poczytać dokumenty źródłowe, nieznane publikacje, zlecone raporty badające przeszłość danej marki, można doznać szoku pourazowego. Dlaczego ? Niektóre koncerny, dziś na świeczniku, nie zawsze chcą mówić o przeszłości. A sprawa dotyczy współpracy, przynajmniej kilku znanych koncernów z samym Adolfem Hitlerem. Innymi słowy, to zaskoczenie większe niż balansowanie na linie koreańskiego dyktatora Kim Dzong  Una.

Dziś mówi się dużo o prawach człowieka, ochronie zwierząt, gazach cieplarnianych, ale to tylko słowa. Biznes jest ważniejszych niż życie człowieka czy ochrona populacji białego tygrysa. Ale po kolei...

Słynne marki a tyle goryczy...
Zacznijmy od Hugo Bossa, ten niemiecki krawiec był na progu bankructwa jeszcze w czasie kryzysu,  który dotknął Republikę Weimarską. Otóż komornicy nie zabrali mu wszystkiego, dali szanse powstania z kolan zostawiając kilka maszyn do szycia. W Polsce komornicy potrafią zabrać nawet ciągnik rolniczy – nie będący własnością licytowanego – w Niemczech dają szansę na ominięcie gilotyny.

Hugo nie poddał się, zakasał rękawy i zaczął szyć mundury dla bojówek partii nazistowskiej, policjantów i listonoszy. W 1931 roku został członkiem  partii nazistowskiej, zaczął zarabiać krocie, a mundury szył jeszcze do 1945 roku. Boss  zmarł trzy lata po zakończeniu II wojny światowej, a jego spadkobiercy uczynili  z tej dobrze prosperującej manufaktury firmę o światowej sławie. Dziś celebry  chętnie kupują wytworne garnitury i drogie perfumy. Nikt się nie zastanawia, co robił potomek podczas wojny, bo tak naprawdę nikogo to nie obchodzi, nawet to, iż w czasie wojny Boss korzystał z pracy robotników przymusowych.

Siemens AG – tego pewnie nie wiecie
Kolejny monopolista na rynku urządzeń elektromechanicznych i gospodarstwa domowego ma jeszcze ciemniejszą przeszłość. W czasie, gdy Hitler dochodził do władzy Siemens miał w garści niemal 33 proc. rynku elektrotechnicznego. Na markę pracowało ponad 200 tys. ludzi, a w okresie wojny znacznie, znacznie więcej (robotnicy przymusowi, więźniowie obozów koncentracyjnych,  nawet dzieci). Dla przykładu  podobóz Auschwitz  w Bobrku wytwarzał podzespoły do samolotów i okrętów podwodnych, a izolatory do instalacji ogrodzeń obozowych pod napięciem były produkowane  właśnie przez tego producenta. Z kolei obóz Ravensbrück zmuszał więźniarki z rożnych krajów podbitych do produkcji elementów słynnej boni V1 i V2.

Pikanterii w tym przedsięwzięciu i wykorzystywaniu pracy więźniów przymusowych dodaje fakt, iż Siemens wiedział dokładnie, gdzie i kiedy powstanie obóz. Nie było zatem problemów z zakupem ziemi i wpisanie tego faktu do księgi  wieczystej. Niemiecki producent nie chce też pamiętać, iż zakładał urządzenia gazowe w Auschwitz, ba nawet pomagał budować krematoria o większej "przepustowości".

Kolejna dobra mina do złej gry rysuje się w chwili reparacji wojennych. Do końca lat 90. ubiegłego stulecia bossowie koncernu wyrażali jedynie „ubolewanie” z faktu zatrudniania i wykorzystywania robotników. Dziś w podobnym tonie próbują problem reparacji wojennych wyprzeć niemieccy politycy. Do tej pory próbowano nam wmówić półprawdę a sam Aleksander Kwaśniewski, bardzo pragmatycznie wypowiada się w tym temacie – jakoby niepoprawnością byłoby „kopanie” się z Niemcami. Ten problem jeszcze nie raz wróci,  jako temat dnia, choć niektórzy nazywają to tematem zastępczym, zwłaszcza jeśli zabiera się do tego min. Macierewicz.

Volkswagen – ma więcej szwindli na sumieniu niż tylko afera „dieselgate”
Jeszcze ciekawszym przykładem konotacji bossów koncernu z nazistami i samym Hitlerem jest Volkswagen. Wiadomym jest, iż to sam Adolf Hitler podsunął pomysł Ferdinandowi Porsche na produkcję uterenowionego samochodu dla wojska, a później „dla ludu”. Produkcja słynnych KdF-wagenów ruszyła już w połowie 1938 roku (to protoplasta słynnego „Garbusa”). Co ciekawe, Hitler nigdy nie zrobił prawa jazdy, ale znał się na motoryzacji nie gorzej niż Adam Klimek z programu "Kup i zrób".

Dopiero w 1998 roku bossowie Volkswagena przyznali, że na potrzeby koncernu pracowało 15 tys. robotników przymusowych (pod koniec wojny stanowili aż 80 proc. kadry technicznej).  Sam Ferdinand Porsche nie miał skrupułów w kontekście nazistowskiej propagandy, jego pomysły i wdrożone konstrukcje (superczołg  MAUS, czołg VK45.01 Tiger już  wtedy z napędem hybrydowym (!) czy potężne działo wielkokalibrowe  Elefant) wielokrotnie przyczyniały się do zwycięskiej szarzy nazistów.  

Podobno jego pomysły wdrożono także przy produkcji bombowca  Junkers 88 i pocisków V1. Do dziś jednak jest jeden bardzo niewygodny, wręcz wrażliwy temat dot. projektu wspominanego wcześniej „Garbusa”. Otóż w jednym z berlińskich hoteli spotyka się Adolf Hitler z Ferdinandem Porsche, spotkanie trwa akademicki kwadrans. Wszyscy  jednak sądzą, iż właśnie wtedy  (1934 rok) narodziła się wizja „samochodu dla ludu” za 1000 ówczesnych marek. Tak twierdzi teraz niemiecki badacz i dziennikarz Paul Schilperoord, w książce  "Niezwykłe życie Josefa Ganza" i stawia śmiałą hipotezę. To właśnie  żydowski inżynier Josef Ganz jest jego wynalazcą! Nawet w Muzeum Volkswagena w Wolfsburgu nie znajdziecie  słowa na ten temat. Schilperoord twierdzi nawet, że model inż. Ganza nazwany „Maikäfer” (chrabąszcz) był już gotowy w 1928 roku. Jak się okazuje, fałszowanie historii w kontekście autorstwa „samochodu dla ludu” i obecnej afery „dieselgate” ma swoje korzenie jeszcze w okresie Republiki Weimarskiej.

Dziś niemal każdy samochód pochodzący od Volkswagena jest szczytem marzeń większości Polaków, nawet jeśli produkują  buble takie jak silnik 2.0 TDI czy 1.0 TSI. Problem w tym, że Polakom to nie przeszkadza, a autoryzowane serwisy nie chcą się przyznać do akcji serwisowych.

Ford - kolejny chichot historii
Henry Ford, znakomity inżynier i biznesmen,  zagorzały antysemita. Zaledwie rok przed wybuchem II wojny światowej został odznaczony przez samego Hitlera „Orderem Orła Niemieckiego”, po cichu wspomagał finansowanie NSDAP, przyjaciel Himmlera.  Znacznie gorzej zaś wyglądało  to na polu biznesowej współpracy. Otóż zakłady Ford-Werke  produkowały ciężarówki dla niemieckiej armii i podzespoły do  rakiet V2, przy czym siłę roboczą stanowili więźniowie.  Oficjalnie centrala w Michigan nic o tym nie wiedziała.

W latach 30. ubiegłego wieku w finansowaniu NSDAP wspomogła Forda kolejna amerykańska firma - General Electric. W Niemczech pojawiła się na długo przed II wojną światową, zdobyła znaczne udziały w koncernie elektrotechnicznym AEG oraz oświetleniowym OSRAM.

BASF i Bayer -  kombinat zbrodni
W okresie międzywojennym założono koncern Trust IG-Farben, który podobnie jak Audi Union wchłonął kilka mniejszych fabryk branży chemicznej. Dziś znane są co najmniej dwie z nich: Bayer i BASF.

IG-Farben to był wielki kartel produkujący  materiały  niezbędne dla wojska w okresie wojny: paliwa, proch strzelniczy, materiały wybuchowe czy syntetyczny kauczuk. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych produktów był Cyklon B. Wprawdzie produkowała go firma Degesch, ale  IG-Farben miało ponad 40 proc. udziałów w tym śmiercionośnym przedsięwzięciu.

fot. Mercedes-Benz muzeum / MB W-31. jeden z ulubionych samochodów Hitlera, produkowany  w latach 1934-1939, silnik 5,2- litra, moc 115 KM

Zaraz po zakończeniu wojny bossom  IG-Farben przedstawiono zarzuty na procesie  norymberskim. Nie postawiono im jednak zarzutu ludobójstwa, de facto – zostali uniewinnieni. Wielu z nich dobrze weszło do powojennego biznesu, jak np. Carl Wurster, jeden z bossów elity nazistowskiej.
W 1956 r. do rady nadzorczej Bayera został wybrany Fritz ter Meer, który przez niemal  20 lat działalności IG-Farben wiedział o produkcji środków do gazowania więźniów. Co więcej, w czasie wojny brał czynny udział w projektowaniu obozów śmieci np. w Monowicach i Bunie.*

*/ obóz pracy przymusowej w fabryce Buna-Werke koncernu IG Farben, Auschwitz III – Monowitz (Monowice)

Podczas procesu norymberskiego nie wywinął się spod gilotyny, skazano go za pseudomedyczne eksperymenty ( w tym  testowanie środków pseudo-medycznych) w Auschwitz-Birkenau. Jednak nie odsiedział pełnych siedmiu lat, po czym zasiadał jeszcze  w kilku radach nadzorczych niemieckich firm.

Allianz – mocno osadzony w brudnych transakcjach
Nie od dziś wiadomo, z samochody trzeba ubezpieczać, a OC musi posiadać każdy kierujący takim autem. Na polskim rynku jest wiele firm ubezpieczeniowych, których naczelnym zadaniem jest ... łupienie ubezpieczonych. I tak dochodzimy do znanej firmy Allianz.

Jej prezes, Kurt Schmitt,  w latach 1933- 1935 był ministrem gospodarki III Rzeczy. Co więcej, w dość trudnym okresie dla NSDAP Allainz udzielał partii kilku  pożyczek. Marszałek Hermann Wilhelm Göring jadał nawet obiady z szefami firmy. Nie jest też tajemnicą, że Kurt Schmitt był honorowym członkiem SS i wspierał Heinricha Himmlera sowitym zastrzykiem gotówki. To można jeszcze przyjąć na klatę, ale ubezpieczanie mienia obozów koncentracyjnych i personelu było - najdelikatniej mówiąc - osią zła.

Audi – rysa  na szkle
Dochodzimy do wierzchołka góry lodowej. Motoryzacyjni giganci mają wiele do ukrycia, trudno im się zmierzyć z niewygodnymi faktami.  O Audi pisaliśmy już będąc z wizytą na Zamku Topacz, ale były to te dobre strony producenta.
Firma założona (w 1932 r.) jako Auto Union po fuzji kilku innych producentów: Audi, DKW, Horch i Wanderer, dziś  wstydzi się niewygodnych faktów. Niemiecki koncern  jest w szoku po przeczytaniu raportu  niezależnych ekspertów, którym zlecił zbadanie swojej wojennej przeszłości. Raport wskazuje,  że niemiecki producent w czasie II wojny światowej masowo wykorzystywał robotników przymusowych i ponosi moralną odpowiedzialność za śmierć - co najmniej - 4,5 tys. więźniów obozów koncentracyjnych!

Badania Martina Kukowskiego i Rudolfa Bocha wykazały, że szturmówki SS i organizacja  Todta zbudowały – co najmniej - siedem obozów koncentracyjnych wyłącznie dla Auto Union. Przymusowo pracowało tam ponad 16 tysięcy więźniów, ale to nie wszystko. Dalsze  18 tysięcy więźniów wykorzystano w fabryce sąsiadującej z obozem koncentracyjnym w Flossenberg,  Bawaria (dziś nikogo nie powinno dziwić, iż 1/4  więźniów stanowili Żydzi).

Szczególnie brutalnym szefem w tym okresie był Richard Bruhn, zwany „ojcem Audi” odznaczony po wojnie przez władze  RFN za zasługi dla narodu. Czy Polaków to dziwi? Z pewnością nie, skoro Stepan Bandera dla Ukraińców jest bohaterem a dla Polaków ludobójcą.

Trzeba jednak dodać, że grupa Audi AG stworzyła specjalny fundusz, który miał wypłacić odszkodowania ofiarom niewolniczej pracy. Jak to zwykle bywa dochodzenie do tych praw, przynajmniej dla Polaków, zawsze wiązało się  z... drogą przez mękę, inni jak Żydzi czy autochtoni dostawali więcej.

Obecnie na fali nośnego nurtu powraca się do reparacji wojennych od niemieckiego rządu. Temat pewnie ważny, ale zdaniem byłych prezydentów - zamknięty. Niewiele jednak zrobiono w stosunku do naszego innego sąsiada Rosji. Przypomnijmy tu jedynie fakt, że za mienie przesiedleńcze tzw. zabużańskie Polacy mogli dostać co najwyżej 15 proc. wartości mienia pozostawionego poza granicami Polski (głównie Litwa). Chichotem historii jest fakt, że na takie odszkodowania nie doczekali się prawowici spadkobiercy, dopiero ich wnukowie wyrwali po wieloletnich bataliach namiastkę  tego, co pozostawili tam ich dziadkowie.

IBM – milczał przez lata
IBM, potentat na softwarowym firmamencie, długo milczał na ten niewygodny temat. Grzechy młodości ujawnił dopiero w  2001 r. Edwin Black w książce "IBM i Holocaust: Strategiczny sojusz hitlerowskich Niemiec z amerykańską korporacją". Bezspornym faktem było opracowywanie  systemów rejestracji danych, w... obozach zagłady. Według Blacka dane więźniów zapisywano na kartach perforowanych (zwane kartami  Holleritha).  Już od 1933 r., naziści  korzystali z dostarczanej przez koncern technologii do katalogowania informacji o ludności - de facto -  więźniach obozów koncentracyjnych.

Systemy opracowane przez specjalistów IBM stosowane były praktycznie w każdym obozie koncentracyjnym. Jak wiemy naziści znani byli z ogromnej skrupulatności, śmierć każdego więźnia odnotowywana była w systemie opracowanym przez IBM, np. cyferka  3 opisywała zgon z przyczyn naturalnych, 4 – w wyniku egzekucji. Tuż po wojnie, byli więźniowie zeznawali, iż IBM opracował nawet maszyny do liczenia więźniów w danym transporcie kolejowym.
Horror – nie, tylko biznes. Ale czy ukarał ktoś Stalina za ludobójstwo i śmierć niewinnych ludzi, polskich oficerów, współbraci? Amerykański historyk Timothy Snyder w opublikowanej książce „Który zabił więcej", podaje liczbę 9 mln -  a nie 20 mln  jak do tej pory sądzono. Małe pocieszenie, gdyż za sprawą Hitlera w komorach gazowych, na strunach od fortepianów, podczas „uciszania” przeciwników politycznych zginęło 12 mln istot.

To nie wszystkie koncerny i ich bossowie mocno sprzyjający Adolfowi Hitlerowi...

Bayerische Motoren Werke AG
BMW jest jednym z najbardziej znanych producentów luksusowych aut na świecie. Jednak pakiet większościowy bawarskiego producenta należy do rodziny Quandt.* Herbert Quant zapisał przed śmiercią udziały swojej żonie Joannie i dzieciom Stefanowi oraz Susanne (odpowiednio 16,7-, 17,4- oraz 12,6  proc.). Wdowa przyznała, że koncern wykorzystywał więźniów do pracy przymusowej.  Podczas wojny w różnych podobozach zatrudnionych było ponad 50 tys. więźniów pracujących przy produkcji amunicji, broni półautomatycznej, artyleryjskiej,  nawet baterii akumulatorów dla U-Bootów. Koncern produkował także silniki samolotowe i motocykle z koszem.

*/ "Manager Magazine" oszacował ostatnio majątek 88-letniej Joanny Quandt oraz jej dzieci  na 31 mld euro! Aktywa najbogatszej rodziny w Niemczech to 46,7 proc. akcji w koncernie BMW

Rodzina Quandtów to nadal jeden z najpotężniejszych rodów, który podczas wojny wzbogacił się na przejmowaniu majątków firm, których właścicielami byli biznesmeni żydowskiego pochodzenia. Co ciekawe,  nestor rodu Günther Quandt wstąpił do partii nazistowskiej  w maju 1933 roku, jego celem nadrzędnym było zdobywanie lukratywne kontraktów dla swojej firmy. W 1937 r. Günther Quandt wkradł się  w łaski samego Adolfa Hitlera, podobnie jak to miało miejsce z Ferdinandem Porsche.

Führer  mianował biznesmena na ważne stanowisko Wehrwirtschaftsführera. To oznaczało, że był odpowiedzialny za całą gospodarkę wojenną III Rzeszy. Jak twierdzili robotnicy/więźniowie  warunki pracy urągały wszelkim standardom, wodę mogli pić jedynie z... toalet. W jednej z fabryk w Honowerze, należącej do rodziny, odkryto po wojnie plac do przeprowadzania egzekucji.

 

- przeczytaj także:

 

redakcja autoflesz.com

Źródło: gazetaprawna.pl, konflikty.wp.pl, polskatimes.pl, the Local

Publish modules to the "offcanvas" position.