Do niedawna największy i najszybciej rozwijający się polski zakład produkujący pojazdy szynowe, dziś ma poważne kłopoty finansowe. W ubiegłym roku widmo bankructwa miała zatrzymać pożyczka udzielona firmie przez konsorcjum sześciu banków (PKO BP, Pekao, Banku Gospodarstwa Krajowego, Raiffeisen Polbanku, BZ WBK i mBanku). Ale to była tylko próba reanimacji, rehabilitacja będzie bardo trudna, a ewentualna odnowa biologiczna może zakończyć się tak, jak nieudane leczenie Tomasza Golloba w Chinach.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Problemy przewidział już prezes Żaboklicki
Przypomnijmy, 26 czerwca ur. ze stanowiska prezesa odszedł Tomasz Żaboklicki, zwany cudotwórcą. Niestety, już wtedy wiedział, że Pesy nie uda się utrzymać bez poważnej kuracji wstrząsowej. Jego miejsce zajął Robert Święchowicz, ale to nie było wejście smoka, a raczej desperacki skok w stylu Ewy Bugały na dyrektora w PKN Orlen. Już 9 stycznia rada nadzorcza powołała na kolejnego prezesa Krzysztofa Sędzikowskiego, ponoć człowieka od spraw beznadziejnych.
Nieco wcześniej myślano o fuzji z nowosądeckim Newagiem, ale panowie prezesi nie wypili strzemiennego. Tak naprawdę, na polskim rynku pojazdów szynowych trwała cały czas walka podjazdowa, bezpardonowe potyczki o kontrakty, a nawet produkcja zestawów po cenach dumpingowych – byle zdobyć kontrakt, a później „jakoś to będzie”. Bywało nawet tak, że ludzie od PR bydgoskiej firmy nawet nie odpowiadali na dziennikarskie zapytania, dotyczące programów naprawczych czy sztandarowych produktów firmy.
Wizerunkowo firma cud, płace - to nie miód
Ale to tylko półprawda, Pesa zatrudniała pracowników na potęgę, płacąc marnie, bo 4 tys. zł dla wykwalifikowanego spawacza to żaden pieniądz. Przypomnijmy tylko, co mówiła sama wicepremier Bieńkowska - "6 tys. zł zarabia tylko złodziej lub idiota". Ostatnio popisał się także wicepremier Gowin, chlapnął do kamery, iż nie starczało mu do pierwszego z ministerialnej pensji. W podobnym stylu wypowiedziała się także prof. Gersdorf: "(...) za 10 tys. zł dobrze żyć można tylko na prowincji".
Zostawmy jednak "dumę narodu", która tak naprawdę nie wie co mówi, bo jak traktować przyznanie samej sobie 400 tys. zł jak to zrobiła na odchodne b. premier Kopacz, 650 tys. zł dla Beaty Szydło czy słynne już 15 mln zł roztrwonione za zgodą b. min. Macierewicza (służbowymi kartami płatniczymi w MON). Słynne "ośmiorniczki" czy 50 tys. zł Hanny Gronkiewicz -Waltz na rozmowy telefoniczne, to jedynie ocean hipokryzji.
Mimo to Pesa była największym pracodawcą w naszym regionie, zatrudniającym nie tylko Ukraińców, ale także dawnych specjalistów po ZNTK czy bezrobotnych z Urzędu Pracy. Jeszcze w 2016 roku prezes Żaboklicki chciał stworzyć Centrum Badań i Rozwoju w Bydgoszczy za ponad 7,5 mln zł. Miały powstać nowe filie poza granicami Polski, a na terenach po ZNTK rozebrano nawet zabytkową tendrownię, aby powiększyć przestrzeń pod rozbudowywany zakład. O tendrowni dziś zapominano, gnije gdzieś na wolnym powietrzu, o czym z pewnością nie wie wojewódzki konserwator zabytków i prezydent miasta.
Warto też przypomnieć, że reaktywowane Technikum Kolejowe w Bydgoszczy wypuści pierwszych absolwentów, trzeba ich zatrzymać na bydgoskim rynku pracy. Spadkobierca, po b. ZNTK, powinien to wiedzieć najlepiej i już proponować pracę w uznanej firmie przy ul. Zygmunta Augusta 11.
Jeszcze w październiku 2016 roku prezes Żaboklicki mówił: „Jesteśmy firmą, której działalność opiera się na całkowicie polskim kapitale i polskiej myśli technicznej, dlatego taka współpraca przynosi korzyści”. Młode kadry techniczne pozyskiwane między innymi z Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego i wspomnianego Technikum Kolejowego wpisują się w tę deklarację.
Dodajmy jeszcze, że w 2016 roku, naprawdę udany Dart, uważany był za najpiękniejszy pojazd szynowy na świecie i był chętnie kupowany. Co zatem się stało, że zakład zaczął staczać się po równi pochyłej?
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Równia pochyła - wierzymy, iż to tylko okres przejściowy
Na obecną sytuację złożyło się wiele czynników zależnych od prezesów, ale były też takie, które trudno było przewidzieć. Przeciwnicy Pesy wbijali szpileczkę, jak w laleczkę voodoo. Na każdym kroku krytykując potentata za awaryjność zestawów szynowych, w tym tramwajów. Przygoda z MPK w Krakowie na 50 tramwajów za 430 mln zł z pewnością odbija się do dziś czkawką, podobnie ekspansja tramwajów do Moskwy (nie doszła do skutków z powodu nałożonych sankcji na Rosję).
Rzecznicy prasowi wprawdzie odbijali piłeczkę, ale nawet na bydgoskim podwórku widać, że tramwaje – choć piękne jak Swing - nie są bezawaryjne, a słynna linia „Tramwaju do Fordonu” jest oceniana, umówmy się, dość kontrowersyjnie. Jeśli rzecznik Pesy twierdzi, że tramwaje się psują bo mają prawo i zwala problem na poddostawców (np. układy klimatyzacji i ogrzewania, układy jezdne, a nawet źle położone tory tramwajowe) – to nie jest to odpowiedź godna specjalisty.
Szukanie inwestora czy wyzbywanie się majątku?
Choć głośno o tym się nie mówiło, Pesa szukała udziałowców. Jednym z nich miała zostać czeska Skoda Transportation. Tylko nijak to się miało do wielu publicznych wystąpień prezesa, iż „zakład musi zostać w polskich rękach”.
Dziś wielkiego manewru Pesa nie ma, bo nawet długoterminowe pożyczki trzeba spłacić, ludziom wypłacić pensje, utrzymać nakłady na dalszy rozwój firmy. Obecnie to nie wygląda optymistycznie (a przypomnijmy, iż sponsor strategiczny musi zostać ogłoszony do końca marca br.), powtarza się znany już syndrom PLL LOT, który jak dowiadujemy się z komisji ds. Amber Gold miał być sprzedany za bezcen obcemu kapitałowi, były nawet przymiarki do przejęcia przez OLT Express.
Trzeba jednak powiedzieć coś optymistycznego, portfolio Pesy jest bardzo ciekawe i rozwojowe. Gdyby poprawić jakość i bezawaryjność produkowanych zestawów i nie rzucać się na każdy możliwy przetarg, to jest szansa na kolejny dobry okres w historii bydgoskiej firmy. Warto przypomnieć, że Kijów zamówił w Pesie 40 najnowszych swingów, Łódź realizuje dostawę 12 niskopodłogowych tramwajów, a w Bydgoszczy już kursują pierwsze swingi z transzy 18 szt. (zamówionych do września 2018 roku). W Niemczech już jeżdżą pierwsze homologowane na niemieckim rynku pociągi DMU Link, a w Toskanii 40 pociągów ATR 220 Swing.

Jest decyzja ostatniej szansy
Bydgoski producent pojazdów szynowych poinformował w piątkowym komunikacie, że dalsze negocjacje w procesie pozyskiwania inwestora będą - na zasadzie wyłączności - prowadzone z Polskim Funduszem Rozwoju. To nie pierwszy kontakt z tą spółką. W 2016 roku podpisano umowę na wspólne plany biznesowe dot. lokomotyw serii Gamma.
Polski Fundusz Rozwoju (PFR) to strategiczna spółka rządowa utworzona w 2016 r., jej głównym zadaniem jest wsparcie polskiej gospodarki. Kontrolowana przez Skarb Państwa spółka ustali warunki inwestycji, co więcej, wniesie kapitał do Pesy w zamian za część akcji (z pewnością niemały). W ubiegłym roku PZU i Polski Fundusz Rozwoju sfinalizowały zakup 32,8 proc. akcji Banku Pekao SA za łączną kwotę 10,6 mld zł. Wkrótce podobny zakup może być faktem, ale PFR nie wydał jeszcze żadnego komunikatu, nakładając na toczące się rozmowy znaną klauzule tajne/poufne.
Warto tylko dodać, że ewentualna pomoc dla bydgoskiego producenta to szansa na dalszy rozwój, szczególnie w ogłoszonym niedawno programie Luxtorpeda 2.0. Czy Pesa wykorzysta tę szansę, czy podzieli los wielu sztandarowych zakładów w mieście, jak: ZACHEM, Romet, ELTRA, KOBRA czy protoplasta ZNTK.
redakcja autoflesz.com![]()