Niedawno, bo w listopadzie ur., kierowcy przeżyli to na własnych samochodach podlegających badaniu technicznemu. Już w maju 2018 r. czekają nas jednak kolejne zmiany głównie dotyczące opłat za przegląd. Niespodzianki czekają też spóźnialskich, którzy z rożnych przyczyn zwlekają z przeglądami. Nowe opłaty wchodzą w życie już 20 maja br., choć nadal trwają poprawki prawnicze przed zgłoszeniem projektu do laski marszałkowskiej.
fot. autoflesz.com
Zaczyna robić się ciekawie, bo oprócz nowych, wyższych opłat rząd zamierza wprowadzić dodatkowy podatek do paliw, z którego finansowane będą paliwa alternatywne (paliwo może być droższe nawet o 8 gr na litrze). To jednak niedaleka przyszłość, fiskus natomiast znów drenuje kieszeń kierowców, poprzez wprowadzenie wyższych, znacząco wyższych opłat za badanie techniczne, sankcjonuje też wprowadzenie wysokich opłat za ładowanie samochodów elektrycznych prądem (ładowarki GreenWay Polska).
Zgodne z dyrektywą 2014/45/UE kierowca samochodu osobowego zapłaci 126 zł (obecnie 98+1 zł), z instalacją gazową 176 zł (obecnie 161 zł), za motocykl (motorower) 75 zł (obecnie 63 zł). Jeszcze więcej zapłacą spóźnialscy, którzy zwlekali z badaniem technicznym o więcej niż 30 dni - zapłacą podwójną stawkę. Co więcej, aby wykonać badanie „po terminie” kierowca będzie musiał udać się do stacji kontroli pojazdów prowadzonej przez Transportowy Dozór Techniczny. Przypomnijmy, że jeśli nie mam badań technicznych patrol policji może zatrzymać dowód rejestracyjny. Wygląda więc na to, że taki samochód należy dostarczyć na lawecie, a to kolejne koszty. Problem zaczyna się także w momencie ewentualnej wypłaty odszkodowania, gdy taki pojazd bez ważnego badania uczestniczył w kolizji drogowej. W całym kraju ma powstać jedynie 16 takich TDT. Ustawodawcy nie interesuje fakt, że kierowcy mieszkający daleko od takich punktów, znów będą mieli „pod górkę”.
Niestety ustawodawca znów zapominał o właścicielach pojazdów, którzy z rożnych względów nie eksploatują sowich czterech kółek, bo wyjechali za chlebem do Wielkiej Brytanii czy Holandii. Mimo, że auto stoi w polskim garażu nie ma szans na jego czasowe wyrejestrowanie. Wygląda zatem na to, że podjęte działania ślużą tylko jednemu celowi – łupieniu podatnika nie dając w zamian nawet wyjścia awaryjnego.
Przypomnijmy też, że nowe przepisy zapoczątkują rewolucję w obecnym systemie nadzoru nad funkcjonowaniem stacji kontroli pojazdów, gdyż na tę chwilę to domena starostwa powiatowego. Od 20 maja kompetencje te przejmie Transportowy Dozór Techniczny.

Projekt ustawy zmieniającej (aktualizującej) „Prawo o ruchu drogowym” został wymyślony w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa. W jednym z punktów zakłada także wystawienie certyfikatu, który diagnosta naklejałby na szybie samochodu (to już kolejna naklejka na szybie np. zielony listek, nr rejestracyjny czy świadectwo po sprowadzeniu auta z Niemiec). Policja ma wtedy bezpośredni wgląd nad aktualnością badania technicznego. Ciekawostką jest to, że dopiero teraz jest, weryfikowany przez Komisję Prawniczą. Czy ma szanse trafić do laski marszałkowskiej? Niestety ma, bo zarówno uszczelnianie podatku VAT, jak i szukanie innych sposobów na dalsze finansowanie 500+, skubanie kierowców na opłatach OC, solidne opłaty za korzystanie z ładowarek elektrycznych - wszystko to trwa z siłą wodospadu.
Z ostatniej chwili: CEPiK 2.0 – który został wprowadzony w listopadzie 2017 roku nadal nie przewiduje obecności samochodów elektrycznych. Nie można też "obejść" systemu wprowadzając pojemność skokową "zero ccm". Na tę chwilę nie wiadomo jaka będzie cena za przegląd samochodu EV (elektrycznego) i BEV (Battery Electric Vehicle czysty "elektryk" zasilany akumulatorami).
- przeczytaj także:
GreenWay Polska - sieć stacji ładowania samochodów elektrycznych wprowadza opłaty
redakcja autoflesz.com![]()