Toyota po katastrofalnym 2011 roku spadła na trzecie miejsce, za General Motors i VW - w zakresie globalnej sprzedaży samochodów na świecie. Pamiętne trzęsienie ziemi i tsunami w Japonii spowodowało, że japoński gigant stracił znaczną część mocy produkcyjnych.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Wystarczyło zaledwie 9 miesięcy w 2012 roku, aby znów stać się największym producentem samochodów na świecie ze sprzedażą 7,4 miliona pojazdów, co daje wzrost o 28 proc. w porównaniu do tego samego okresu z roku 2011. Na drugim miejscu utrzymuje się jeszcze GM, który sprzedał 6,95 milionów pojazdów (+2,5%), trzecią pozycję na podium ze sprzedażą 6,71 milionów samochodów zajmuje VW (+9,7%).
Niedawne wydarzenia antyjapońskie, spowodowały spadek sprzedaży w Chinach o 15 proc. w sierpniu i prawie 50% we wrześniu. Mimo chińskiego bojkotu, Toyota twierdzi, że utrzyma sprzedaż na poziomie miliona pojazdów w Chinach.
Celem Toyoty jest zwiększenie do końca 2012 sprzedaży o 20%, do 8,48 mln pojazdów, natomiast na rok 2013 producent ustanowił sobie cel w ilości 8,95 milionów samochodów.
Źródło: Toyota
Od redakcji: przypomnijmy, że jeszcze w 2007 roku, przed falą kryzysu japoński koncern zamierzał przekroczyć magiczną liczbę 10 mln pojazdów na całym świecie. Dziś Toyota potwierdziła oficjalnie, że jest Nr 1 na świecie. Aczkolwiek nasze jaskółki już w drugim kwartale br. doniosły o zmianach na podium. Dodajmy, ze czwarte miejsce zajmuje Hyundai i Kia.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt. W 2010 r. koncern mocno ograniczył swoje interesy, gdyż w amerykańskich sądach pojawiły się pozwy klientów oskarżających producenta o sprzedaż aut przyspieszających bez woli kierowcy. Na żądanie amerykańskiej agencji bezpieczeństwa ruchu drogowego NHTSA Toyota wezwała do kontroli i naprawy ponad 6 mln aut w USA, które miały mieć ten defekt. Amerykańscy użytkownicy, a także politycy sugerowali, że to defekt elektroniki. Po wielu niezależnych badaniach, w tym Uniwersytetu MIT i Agencji NASA Sąd Najwyższy uniewinnił koncern z niesłusznych zarzutów.
