Firmy sprzątające miasta mogą stracić kontrakty. Winne mają być samochody elektryczne. Dziennikarze "Rzeczpospolitej" zastanawiają się, czy to kolejny absurd ustawy o elektromobilności. Z drugiej strony, dlaczego takie pojazdy nie mogą być zasilane LNG czy CNG? Niestety, decydenci nadal nie chcą odpowiedzieć na ten znany od lat problem.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Ceny za wywóz śmieci ciągle rosną, mimo to mamy zastrzeżenia do pracy „czyścicieli”. Teraz ma być jeszcze gorzej z prostego powodu, ale po kolei...
Przypomnijmy, że unijne przepisy nakazują utrzymywanie flot pojazdów (MZK, PKS, transport wewnętrzny, firmy dbające o czystość miasta, podobne), aby systematycznie modernizować tabor tak, aby flota pojazdów miała nawet 15 proc. aut zasilanych paliwami alternatywnymi. Ustawodawca poszedł dalej, obecnie nakazuje się firmom dbającym o czystość miasta, aby miały w swojej flocie 10 proc. pojazdów elektrycznych! To nieporozumienie! Dlaczego, bo w ustawie o elektromobilności zapisano także, że paliwami alternatywnymi jest gaz LNG oraz CNG (pominięto na razie hybrydy i LPG). Widać, że ustawodawca ma mocne ciśnienie na elektromobilność, bez względu na konsekwencje. Co więcej, specjalistycznych samochodów elektrycznych np. pługów śnieżnych czy zamiatarek jeszcze nie ma w polskiej ofercie.
- Z przepisów wynika, że za kilkanaście miesięcy firmy zajmujące się utrzymaniem czystości i zbieraniem śmieci będą musiały mieć w swoim taborze pojazdy elektryczne. Jeśli nie - stracą kontrakty – czytamy w Rzeczpospolitej
Z drugiej trony robiliśmy niedawno rekonesans w sklepach rowerowych sprzedających elektryczne jednoślady. Ceny nie zawsze są wysokie, dla przykładu elektryczny ROMET przeceniono na 3500 zł. Też go nikt nie chciał. Za prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego chciano Polaków uszczęśliwić biopaliwami, nie dając w zamian wyboru. Pomysł poległ, poległ prezydent.
redakcja autoflesz.com![]()
Źródło: Rzeczpospolita