Na rowerach z Rometu – wspomnień dawnych czar

Najpierw był pomysł, później zapisy, bo limit zabytkowych rowerów i ich właścicieli wyznaczono na 300 szt. Okazało się jednak, że na metę do Zespołu Szkół Samochodowych w Bydgoszczy przyjechało ich znacznie więcej. Były też zabytkowe skutery, motorowery, a nawet rower wyścigowy Huragan (biały kruk) i motorowery w wersji mini np. PONY. Odżył wspomnień dawnych czar, wielu gości dopytywało się czy Zakłady Rowerowe w Bydgoszczy, potentat na polskim i europejskim rynku musiał upaść, jak bydgoska Eltra, ZACHEM czy  fabryka obuwnicza KOBRA.

fot. Krzysztof Golec. autoflesz.com

Zanim powiemy więcej o upadłości firmy bogatej w tradycje, zatrudniającej tysiące robotników i produkującej ponad 1,1 mln rowerów rocznie (jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku) - słów kilka o tej ciekawej imprezie. Pomysł zorganizowania zbiórki i przejazdu zabytkowych rowerów z logo Rometu wypłynął z gabinetu dyrektora Zespołu Szkół Samochodowych - Janusza  Tomasa. Tu zawsze dzieje się coś ciekawego, a dzisiejsze wydarzenie udało się jak zawsze (dopisała słoneczna pogoda).

fot. Krzysztof Golec. autoflesz.com

Nikt dokładnie  nie policzył ile tak naprawdę rowerów  brało udział w tym przedsięwzięciu, ale zdecydowanie więcej niż rejestracyjny limit 300 egz. Należy też doliczyć motorowery, skutery i rowerki dla maluchów. Przypomnijmy niedowiarkom, że Romet w największym okresie swojej świetności produkował ponad 100 modeli. Co więcej, produkował niemal wszystko co było potrzebne do złożenia roweru, np. przerzutki (wtedy bardzo proste i ze słabych jakościowo materiałów), ramy, a nawet siedzenia. Na świecie obowiązywała już specjalizacja, dla przykładu jedna z najlepszych firm na świecie Shimano nigdy nie brała się za ramy czy obręcze kół.

fot. Krzysztof Golec. autoflesz.com

Romet produkował ponad 100 modeli w okresie swojej świetności
Wyłuskajmy te, które pamiętamy, o których mówili zaproszeni goście. Dla milusińskich, którzy  ledwo nauczyli się chodzić były - Żabka, Smyki i Pinio. Rodzice wtedy mocowali kij od szczotki pomiędzy ramą a siedzeniem, aby utrzymać malca w pionie. Później montowano dwa kółka do torpedo (dziś to przeżytek, wtedy ten mechanizm był jednocześnie hamulcem). Starsi jeździli na hicie ubiegłej epoki – BMX-ach, ale były też Bartki, Slalomy czy Domino. Nastolatki marzyły o nieco bardziej wyszukanych modelach jak: Tempo, Sprint/Sprint2, Paw oraz Ara. Hitem były rowery turystyczne: Turing/ Turing2, Orion, Kalina czy damka Gazela. Amatorzy rowerów szosowych chorowali na Huragana (słynna kolarzówka z przednią przerzutką załączaną tandetną wajchą i tzw. szytkami),  później był Jaguar (hitem był rower dla kadry Jaguar Special z osprzętem Campagnolo). Dziś niewielu pamięta jedne z pierwszych rowerów Rekord i Ambasador.

fot. Krzysztof Golec. autoflesz.com

Do rowerów szosowych, ale dziś powiedzielibyśmy trekkingowych, w końcowym etapie produkcji należały takie modele jak: Passat/ Passat2, wspominana już damska wersja Gazeli, a przede wszystkim Meteor Sport (już na łożyskach, z lepszym osprzętem, ale słabymi hamulcami i niestety tandetnym wykonaniem spawów i powierzchni lakierniczych). Ogromną popularnością cieszyły się takie modele jak: Wagant,  Kometa (damka) a szczególnie składaki Jubilaty i Wigry oraz kolejne ich mutacje.

Dziś niemal wszystkie te modele mogliśmy podziwiać w Zespole Szkół Samochodowych. Ponadto, niejako przy okazji  pokazano oldtimery, FSO (pf 125p, w tym wersja pikap), starą Warszawę 203 pikap, oldskulowe motocykle: WSK, MZ (słynna jaskółka) w tym przepięknie utrzymany model MZ 250 (już z hamulcami tarczowymi i zapłonem elektronicznym. Były też rowery elektryczne, skuter elektryczny C-Evolution z firmy BMW Dynamic Motors i inne motocykle bawarskiego producenta (G310R).

fot. Krzysztof Golec. autoflesz.com

Ciekawostką był rower elektryczny z Ukrainy, którego zasięg wynosi 120-130 km przy prędkości do 35-40 km/h. Jak zabraknie prądu w baterii, to rowerzysta sprawdza swoje mięśnie podczas pedałowania – a to już nie jest takie przyjemne.

Ciekawostki i forma pikniku
W hali serwisu szkoły pokazano drukowanie 3D... silnika motocyklowego. Wygląda to skomplikowanie, ale efekt zaskakuje dokładnością odwzorowania szczegółów. Były też jazdy testowe, pokazy lakierowania w Akademii Novol, pokaz piaskowania niektórych części motocyklowych i rowerowych, pokazy Ratownictwa Medycznego z udziałem poszkodowanych - motocyklisty i pieszego, wystawa Centrum Motoryzacji Historycznej Zbyszka Koprasa (chyba największa w Polsce kolekcja zabytkowych motorowerów).

Najbardziej spektakularnym wyzwaniem dla Akademii był  proces lakierowania samolotu znanego podróżnika Romualda Koperskiego, który w 2018 roku, na 100-lecie Lotnictwa Polskiego wykona nim przelot na trasie Warszawa - Tokio - Warszawa - powiedział Adam Niedzwiedzki, szef i pomysłodawca Akademii Novol

fot. Krzysztof Golec. autoflesz.com

Nie mogło też zabraknąć konkursów, było znakowanie pojazdów (stoisko Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy) czy wystawy rowerów bydgoskiego importera firmy KROSS. Na tym samym placu specjaliści sklepu firmowy ALMOT-u zaprezentowali motocykle marki Junak (w tym  skutery i motorowery). Widzieliśmy też rowery elektryczne promujące projekt Interreg Central Europe.

- Podczas festynu przeprowadzono licytację roweru ROMET-u, z którego pieniążki trafiły do Domu Dziecka "Spokojna Przystań". Dzięki hojności darczyńców zebrano 1500 zł  - powiedział mgr inż. Tomasz Kałaczyński, nauczyciel Zespołu Szkół Samochodowych

Po prezentacjach zagrał szkolny zespół wokalno-instrumentalny ULALALA, który śmiało może startować w kolejnej edycji „Mam talent”. Wokalistka ma dobrą dykcję i ciekawy repertuar.

fot. Krzysztof Golec. autoflesz.com

Krótka historia bydgoskiego Rometu
Bydgoski Romet założono w 1948 roku, miał produkować rowery i części do nich na skalę masową. Dużo,  dużo wcześniej, po odzyskaniu niepodległości, w Bydgoszczy istniały małe manufaktury produkujące rowery (Wilhelm Tornow, Willi Jahr, Wacław Millner).

Odkąd założono bydgoską fabrykę, która produkowała niemal wszystko, oprócz dętek i opon rowerowych, systematycznie przybywało jednośladów w mieście. Lwią część stanowił eksport, jednak jakość rowerów produkowanych w Romecie nie była dobra. Brakowało nowoczesnych linii technologicznych, zaawansowanych technicznie podzespołów, a przede wszystkim konkurencyjności do rowerów produkowanych na Dalekim Wschodzie czy w Azji (po 1980 roku).

fot. Krzysztof Golec. autoflesz.com / fot.1 elektryczny rower prosto z Ukrainy, zasięg do 120 km, fot.2 Akademia NOVOL, fot.3 Warszawa 203 pikap, fot.4 znakowanie rowerów przez specjalistów Policji

Jakby na to nie patrzeć Romet był wielkim kombinatem, potentatem na europejskim rynku. Niestety zaczął przegrywać z podobnymi rowerami produkowanymi na Tajwanie, we Włoszech czy na Ukrainie. Cena, przerost zatrudnienia, brak rynków zbytu, to tylko niektóre z przyczyn pogrążające fabrykę. Prawda jest też taka, że niewielu decydentów chciało podać rękę molochowi przynoszącemu po 1980 roku coraz większe straty. Swój epizod odegrały też pazerne związki zawodowe.

Ludzie Rometu, ważni ludzie na stanowiskach widzieli to tak:

- Przez błędy rządzących. Gdyby tylko dali nam szansę, wprowadzili kontyngent na rowery z Azji, docenili polskiego producenta, dalibyśmy radę. Byłem w Romecie do ostatniego dnia, do ogłoszenia upadłości. Płakałem razem z ludźmi. Nie tylko dlatego, że zabrali nam całe życie, ukochaną fabrykę. Ale głównie dlatego, że zabili sprawny, dobry organizm. Zabili - nie boję się tego słowa – mówił  Zdzisław Tylicki, b. prezes Przedsiębiorstwa Handlowego Romet /Źródło: gazeta.pl/

fot. Krzysztof Golec. autoflesz.com / zespół wokalny ULALALA, jeszcze o nim usłyszymy

Romet był szarpany jak czerwone sukno znane z "Trylogii"  Sienkiewicza. Z jednej strony atakowali związkowcy, z drugiej nieporadne ministerstwo, a z trzeciej – wspomniany już rynek z Dalekiego Wschodu.

Powiedzmy sobie szczerze, klienci nie chcieli kupować rowerów słabiutkiej jakości, za wyższą cenę od importowanego z Dalekiego Wschodu chłamu.  Gdy w 1997 roku Romet wygenerował ponad 19 mln zł strat sprawa była przesądzona. Ostatecznie bydgoski sąd ogłosił upadłość 26 marca 1998 roku.

Do ostatniej chwili poszukiwano inwestora strategicznego, jak to ostatnio zrobiła bydgoska PESA. Liczono na  Universal,  Zakłady Konfekcji Technicznej w Lubawie, a nawet Instytut Postępu Technicznego w Legnicy. Niestety nic z tych planów naprawczych nie wyszło.  Przypomnijmy, że  zakład był też jedynym w Polsce producentem motorowerów (Kadet, Ogar czy miniaturowe  Pony). Dziś teren największej fabryki przy ul. Fordońskiej 246 kupiła IKEA, Lidl i mniejsi hurtownicy, budynek główny przejęła Bydgosta (firma budowlana).

fot. Krzysztof Golec. autoflesz.com / Meteor Sport, jeden z ostatnich rowerów przed upadłością bydgoskiego ROMET-u, fabryczny osprzęt był kiepskiej jakości, obecnie ma zamontowaną kasetę 5-rzędową Shimano, przerzutkę tylną Shimano Tourney, korbę Shimano 105, piasty były już na łożyskach, oświetlenie tradycyjne "dynamo"

Arkus & Romet Group – w  1999 roku firma Arkus s.c. Wiesława Grzyba kupiła zakład R-3 w Jastrowiu i rok później R-4 w Kowalewie. Nowy właściciel przejął całą załogę oraz uzyskał prawo do marki "Romet" oraz nazw składaków  takich jak  Jubilat czy Wigry.

Rowery dla kolarzy z pasją
Huragan – tzw. kolarzówka produkowana od 1957 roku, z dość ciężką ramą i obręczami aluminiowymi współpracującymi z hamulcami  szczękowymi (hamowały słabiutko i jeszcze gorzej wyglądały). Prosty osprzęt  by Romet, z przodu korba współpracująca z ręczną dźwignią do zmiany łańcucha, o łożyskach  w piastach nawet nie myślano. Ale każdy nastolatek, który chciał być tak dobry jak Szozda, Szurkowski, Kowalski  Piasecki czy Halupczok marzył o takim używanym sprzęcie.

Jaguar – znacznie ulepszony model z osprzętem wielu poddostawców o uznanych markach (Campagnolo, Cinelli, Clément Cycles, rama na rurach Reynoldsa). Kadra polskich kolarzy dostała ten model specjalnie na Wyścig Pokoju, ale nie przyczynił się do sukcesu całego Teamu. Oficjalnie produkowany do 1981 roku, lekkie obręcze ze stopów aluminium, tzw. szytki (których zdobycie graniczyło z cudem), mechanizm przedniej i tylnej osi przygotowany do szybkiej wymiany koła. Wspomniane szytki (oponodętki) to był rarytas, jak pomarańcze na Boże Narodzenie czy cukier na kartki. Specjaliści  naprawiali ten ważny detal, ale raczej z miernym skutkiem (trzeba było rozciąć oponę od strony klejonej do obręczy, zwulkanizować cienką gumkę i zaszyć mocnym ściegiem, na koniec przykleić dość mocnym klejem). Mówiąc wprost, to była ostra jazda po bandzie, a pokonywanie wielu kilometrów było loterią – jeśli nie miałeś zapasowego ogumienia. Dziś mamy urodzaj, specjalne wąskie dętki i takie same opony, a nawet opony bezdętkowe, wszystko dziś jest kwestią ceny.

U schyłku działalności wielkiego ROMET-u właściwie odcinano kupony od dawnej sławy. Wspomnijmy zatem o usportowionych modelach z możliwościami jazdy turystycznej jak Romet Sport, Meteor Sport czy wspomnianej już "damce" Romet Gazela. Dziś sukcesor tradycji po dniach sławy Rometu, spółka Arkus & Romet Group nadal produkuje Huragana, choć z tamtą konstrukcją nie ma wiele wspólnego.

Przypomnijmy, że pod koniec produkcji Jaguara w Polsce rozpoczęła się era włoskiej marki Colnago, na której z powodzeniem jeździł Czesław Lang i Lech Piasecki (Grupa Del Tongo-Colnago). To z marką rowerów Ernesto Colnago rozpoczął się okres produkcji lekkich ram karbonowych!

 

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.