Medialnego szumu było co niemiara, grzmieli dziennikarze, min. Bieńkowska, a napędy hybrydowe ogłoszono zbawcą naszej planety. Tymczasem sami Niemcy poszli po rozum do głowy i mają nawet plan ratunkowy. Tylko czy ktoś uwierzy, w ustawiczne rozchwianie nastrojów? Dopóki będzie w tym interes, wielki interes, diesle nadal będą jeździć po drogach Europy.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Przypomnijmy zatem, że sami Niemcy ogłosili zakaz wjazdu starszymi silnikami Diesla do centrum Frankfurtu. Tymczasem zakaz może w ogóle nie mieć mocy prawnej. Już sprzeciwiają się temu władze Hesji, a spodziewana lawina aut z jednostkami wysokoprężnymi może nie wjechać do Polski, a nawet krajów nadbałtyckich.
Władze Frankfurtu nad Menem planowały wprowadzić w lutym 2019 r. zakaz poruszania się dieslami niespełniającymi rygorystycznych norm emisji splin w centrum miasta. Przepis miał dot. jednostek Diesla z normą Euro 4 lub starszą. Co ciekawe, a o tym polskie media milczały, zakaz miał dot. także silników benzynowych z norma Euro 1 lub Euro 2. Na mieszkańców miasta eksploatujących ciągle sprawne diesle padł blady strach, bo szacuje się iż stanowią one aż 25 proc. pojazdów zarejestrowanych we Frankfurcie.
W lutym tego roku Federalny Sąd Administracyjny zezwolił władzom miejskim na podjęcie takich decyzji, ale władze Hesji (kraj związkowy w którym leży Frankfurt), planują rozstrzygnąć ten spór na drodze sądowej. Gorącym przeciwnikiem zakazu jest premier Hesji Volker Bouffier, który argumentuje, że samochody z silnikami benzynowymi też trują, szczególnie pod względem CO2. Ponadto, miejski transport publiczny - w zdecydowanej większości - oparty jest o flotę autobusów z silnikami Diesla, a cud techniki ostatnich lat czyli autobusy elektryczne nie są złotym Graalem na kłopoty dużych aglomeracji.
Problem Frankfurtu otwiera ścieżkę rozsądku na inne miasta jak Monachium, Düsseldorf czy Stuttgart. Większość oponentów diesli przytacza statystki Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA), które potwierdzają iż w drugim kwartale 2018 r. sprzedano o 15,5 proc. mniej diesli niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Zyskały na tym silniki benzynowe, ich popularność wzrosła o 19, 8 proc.
Przeciwnikiem uśpienia silników wysokoprężnych jest sam prezydent Daimlera Dr Dieter Zetsche, który już w ubiegłym roku oznajmił, że nagłaśniana sprawa z podtopieniem diesli to sportowy falstart.

Co z tego wynika? Przemysł produkujący osprzęt dla diesla jest dochodowym biznesem, tak jak ropa naftowa dla karteli olejowo-naftowych. Nikt nie chce podcinać gałęzi na której rosną petrodolary czy sztuczne wyspy dla szejków w Kuwejcie czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Świat, niestety, nie jest gotowy na odcięcie kurka z ropą naftową, o czym tylko przypominamy fanom elektromobilności.
Druga sprawa, w tym kontekście nie warto pozbywać się za wszelką cenę aut ze sprawnymi silnikami Diesla. Przypomnijcie sobie słowa piosenki "Jeszcze będzie normalnie, jeszcze będzie przepięknie" znanej kapeli Tilt.
redakcja autoflesz.com![]()
Źródło: Automotive News Europe, ADAC