Podwyżki cen energii elektrycznej - kamyczek do ogródka elektromobilności

Informowaliśmy o podwyżkach cen energii elektrycznej, dużych podwyżkach. Jednak aż o 40 – proc. dla gospodarstw domowych i 60-70 proc. dla samorządów i firm to już jazda bez trzymanki  panów prezesów od energetyki. To także kamyczek do ogródka elektromobilności!

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Dlaczego zapłacimy więcej?
Giganci tłumaczą się stale drożejącym węglem, podstawowym surowcem wykorzystywanym w głównej mierze w produkcji energii. Więcej należy zapłacić też za prawa do emisji dwutlenku węgla, a tona CO2 to 25 euro. Największe polskie spółki energetyczne nabierają wody w usta... 

Minister Krzysztof Tchórzewski  obiecywał zdrowy rozsądek i twierdził,  iż to jedynie spekulacje. Dziś mówi co innego, każe oszczędzać spółkom i prezesom. W kontekście degrengolady elektrowni wiatrowych i obiecanej złotej ścieżki dla elektromobilności wygląda to – mówiąc dość oględnie – niepoważnie. Jak zwykle ludzie odpowiedzialni za sektor paliwowy i energetyczny powtarzają jak mantrę, iż ceny paliw i energii nie są takie wysokie. Cóż, jeśli ktoś ważny zarabia 1,1-1,3 mln złotych rocznie, to już jest oderwany od rzeczywistości, ale jeśli zarabia 100 mln zł rocznie, jak Lewandowski – to chce być jeszcze bogatszych, jak Christiano Ronaldo (88 mln dol.) – najlepiej opłacany sportowiec od czasów boksera Floyda Meyweathera Jr.  

Minister Tchórzewski zakłada, że podwyżki złagodzi plan dopłat do rachunków za energię. Jego resort  wyliczył, że potrzeba na to 4 mld zł. Problem w  tym, że tych dopłat nie ujęto w budżecie na rok przyszły, co jednoznacznie potwierdziła minister finansów Teresa Czerwińska.

A jeśli to nie wypali?
Cóż, pan minister wymyślił sobie plan B.

Planuję wystąpienie do przewodniczących rad nadzorczych z prośbą o to, żeby dokonali audytu kosztów w kierunku wprowadzenia nadzwyczajnych procedur oszczędnościowych w celu sprowadzenia cen prądu do minimum – zapowiedział. Oszczędności są możliwe. Bo czy spółki muszą np. wspierać finansowo TVP w organizacji koncertów? – sam odpowiada sobie min. Tchórzewski

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Renault Twizzy

Przypomnijmy, że bydgoski festiwal Camerimage wspierała także Energa. PGE był jednym ze sponsorów „Sylwestra w Dwójce” w Zakopanem, Tauron z kolei ma dość sporą  grupę beneficjentów, ale mówi tak: "TAURON od lat angażuje się w życie publiczne, wspierając liczne inicjatywy – głównie o charakterze sportowym i kulturalnym. Sponsoring jest elementem naszej strategii rynkowej, gdyż jest bezpośrednio związany ze sprzedażą produktów oraz budową rozpoznawalności marki".

Jeśli w tym kontekście zestawi się pensje prezesów: Henryk Baranowski, prezes PGE w zeszłym roku zarobił 1,1 mln zł (91.600 zł/miesięcznie), szef spółki Enea Mirosław Kowalik jeszcze więcej – 1,2 mln zł, a odwołany w marcu br. Marcin Jastrzębski, prezes Grupy Lotos - 1,3 mln zł,  to już komin jakiego nie powinno być w Polsce (b. prezes NBP zarabiał jeszcze więcej ponad 3 mln zł). A teraz, to  ich firmy wnioskują o podwyżki, co na to UOKiK? Co na to prezes Kaczyński - bez urazy - nic, bo nawet nie wie ile kosztuje karma dla jego kota...

Szczyt klimatyczny w Katowicach - co zapamiętamy?
To jeszcze nie wszystko. Szczyt klimatyczny COR24 Katowice uwolnił puszkę Pandory, zaczęto znów mówić o elektromobilności, a także o... węglu. Problem w tym, że największych przywódców państw (Władimir Putin, Angela Merkel, Emmanuel Macron, Donald Trump, Teresa May, Petr Poroszenko) -  a jednocześnie największych trucicieli - nie było w Katowicach. Po kilku tygodniach świat nawet zapomni, że do obsługi zatrudniono kierowców elektrycznych autobusów, armię szybkich  modeli Kii Stinger i pokazano kilkaset produktów pochodzących z węgla.  Nie zapomną zaś o rolowaniu policyjnego radiowozu pilotującego VIP-ów z Botswany czy Arnolda Schwarzeneggera b. gubernatora Kalifornii cytującego słowa prezydenta Trumpa, iż globalne ocieplenie nie istnieje a lokalni kacykowie drżą w temacie zwiększonego wykorzystania odnawialnych źródeł energii. Taki jest ten świat, trzeba go wydrenować, uzależnić, zniszczyć ekologicznie, a potem jako trampolinę wykupić bilet na Marsa!

    Niektórzy zapamiętają też inne motoryzacyjne akcenty. Przyznano bowiem nagrody dla ekologicznych pojazdów takich jak Toyota Mirai, a także Nissan Leaf czy Hyundai Nexo, liderów elektromobilności światowego rynku. Gratulujemy, ale można zapytać rządzących dlaczego nie rozwijają sektora wodorowych stacji tankowania w Polsce, dlaczego nie stawiają na CNG i LNG? Dlaczego oddają bez walki takie ikony motoryzacji jak podpoznański Solaris, wreszcie dlaczego nie wykorzystują optymalnie gazoportu Świnoujście?

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Na Litwie w stałym użytkowani są autobusy hybrydowe, taksówki (Toyota Prius, Auris  Hybrid), a przede wszystkim autobusy zasilane CNG. Tam się opłaca, u nas ciągle eksperymenty i mówienie o ekologii. Jeszcze gorzej, gdy dochodzi do konfliktu jak na Morzu Azowskim -  Unia tylko wyraziła zaniepokojenie! Zaniepokojenia nie wyraziła, gdy włoscy myśliwi wybili w pień setki ptaków nad Zalewem Wiślanym, podobnie nie zajęła konkretnego stanowiska w sprawie gazociągu Nord Stream 2. Co więcej, nie wyraziła nawet zaniepokojenia na sytuację we Francji spowodowaną drastycznymi podwyżkami cen paliw i wprowadzaniem kolejnych podatków. Do tej pory milczy Emmanuel Macron, Angela Merkel, a przede wszystkim Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej.

Jeśli ceny energii pójdą w górę, to jednocześnie ceny na stacjach potentata GreenWay Polska także. Przypomnijmy, że dziś ten monopolista żąda na szybkiej stacji ładowania 2,27 zł/ kWh. To już jest próg opłacalności dla „elektryków”, nowoczesne diesle są znów oszczędniejsze. Podobne kalkulacje powinni zrobić prezydenci miast, którzy uparcie stawiają na elektryczne autobusy. Wygląda to pięknie, jeśli mówi się o niby ekologicznych flotach, nowym taborze i dopłatach unijnych. Rzeczywistość, zwłaszcza po okresie gwarancyjnym, uderza po kieszeni. Ponadto wiele renomowanych instytutów i firm doradczych już przyznało, że nowoczesne diesle wcale nie są takie złe (z nawiązką spełniają restrykcyjną normę Euro 6.2), a samochody elektryczne - nie są zeroemisyjne.

Kalkulacja przejechania 100 km
Koszt ładowania pojazdu elektrycznego przy wykorzystaniu punktów ładujących prądem stałym o mocy do 50 kW na stacjach GreenWay Polska  wynosi  1,89 zł/kWh z VAT. Za korzystanie z wolniejszych punktów (prąd przemienny o mocy do 22 kW) opłata wynosi 1,19 zł/kWh z VAT. Ceny te są dla zarejestrowanych użytkowników.

W przypadku, gdy nie dokonamy rejestracji (członkostwo jest darmowe) ładowanie będzie wynosić odpowiednio 2,29 zł/kWh z VAT – w szybkich punktach (ładowarki dużej mocy) oraz 1,49 zł/kWh z VAT na półszybkich.

Jeśli myślicie, że to już koniec złych wiadomości, to doczytajcie do końca. W cenniku GreenWy Polska uwzględniono też naliczanie minutowe. Następuje ono w chwili przekroczenia ustalonego czasu. W przypadku szybkiego ładowania nastąpi to po upływie 45 minut, a dla stacji zasilających prądem przemiennym będzie to po 180 minutach. W takiej sytuacji opłata wynosić będzie 40 gr/min.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Dziennikarze z portalu  WysokieNapięcie.pl wyliczyli ile kosztuje tankowanie pojazdów z konwencjonalnymi silnikami oraz aut elektrycznych.

Według przedstawionej analizy wynika, że przejechanie 100 km kosztuje:

  • w samochodzie z silnikiem benzynowym wynosi 37 zł;
  • dla silników Diesla  to 27 zł (przy cenie ON 4,87/ litr i średnim zużyciu ON 5,5 l/100 km);
  • dla LPG to 23 zł.

 W przypadku aut elektrycznych wszystko zależne jest od sposobu ładowania:

  • przy wykorzystaniu szybkich ładowarek (do 50 kW), koszt przejechania 100 km wynosi 28 ;
  • dla ładowarek  półszybkich  to 18 zł;
  • z przydomowego gniazdka 230V  do 10 zł;
  • taryfa nocna ok. 5 zł.  /źródło: moto.pl/

Warto zapamiętać, że w przypadku ładowania samochodów z przydomowego gniazdka czas wydłuża się nawet do 14-18 godz. Co więcej, sądy już rejestrują sprawy związane z prawem do bezpłatnego korzystania z gniazdka zamontowanego w podziemnym garażu (np.  wspólnoty mieszkaniowe). Okazuje się, że są sąsiedzi (kierowcy), którzy nie wyrażają zgody na takie operacje.

Zakładając, że od stycznia 2019 roku ceny energii drożeją o 40 proc., to korzystając z szybkiej ładowarki 50 kW, za przejechanie 100 km zapłacimy o 11,2 zł więcej czyli 39,2 zł. To już przestaje być opłacalne, by nie powiedzieć wkręcanie kierowców w ekologiczną pułapkę.

Jeszcze droższe będzie zatem ogrzewanie elektryczne, utrzymanie miejskich punktów świetlnych czy wykorzystanie autobusów elektrycznych. W ślad za tym muszą pójść ceny żywności  i cała lawina kosztów związanych z elektrycznością, elektromobilnością czy produkcją przemysłową. Możemy się jedynie pocieszyć, iż aktualnie cena 1 kWh na stacji dużej mocy (40-50 kW) – w przeliczeniu - w Norwegii wynosi 3,30 zł, a w Niemczech 1,95 zł. Niestety, w ślad za tym, nie dostaniemy godziwych pensji za 12 a często 14 godzin pracy. Jesteśmy tylko mrówkami, a z naszej pracy korzyści czerpie... człowiek, który dostał władzę. Właśnie rozkręca się karuzela do Europarlamentu, pozbądźmy się zatem złudzeń, że ktoś ważny będzie zabiegał o dotacje, rekompensaty czy prawa człowieka do godziwej zapłaty za pracę. Zatem jak powiedział Immanuel Kant "Miejcie odwagę posługiwać się rozumem".

 

redakcja autoflesz.com

 

Publish modules to the "offcanvas" position.