„Fort Trump” odjeżdża jak słynne Caracale

Wierzymy w siłę NATO,  jak w lek na raka. Były szumne zapowiedzi min. Błaszczaka, że już nie chodzi o termin, tylko o... No właśnie  – o co? Amerykanie już powiedzieli - Fortu Trump nie będzie. Przynajmniej taki przekaz wypływa z dobrze poinformowanych źródeł. Czy jesteśmy zawiedzeni?

fot. materiały prasowe / Donald Trump i prezydent Duda podpisują  wspólną deklarację o strategicznym partnerstwie obu krajów 19 września 2018 r.

Cóż, każdy z nas  potrafiący przeprowadzać analizy, wyciągać wnioski z wypowiedzi najważniejszych polityków wie, że to była  jedynie taka polska naiwność, jak wcześniej tarcza antyrakietowa, skroplony gaz LNG (wcale nie tańszy od rosyjskiego, ale na pohybel Rosji) czy system HIMARS.
Rozgłaszamy też niepoprawne opinie o zakupie nowych samolotów piątej generacji. Znawcy tematu wiedzą, że chodzi o F-35. Ale czy cywilom w MON i ludziom odpowiedzialnym za zakupy nie przyszło do głowy, iż to nie jest batonik Snickersa kupiony w Lidlu. Trzeba czasu na wdrożenie, kolejnych pieniędzy na zakup nowoczesnych systemów obsługujących te samoloty, przeszkolenie pilotów i wdrożenie do obrony powietrznej RP.

Gdy kupowaliśmy słynne nieloty F-16, nadal ogłaszane, jako cud techniki, trzeba było dużych pieniędzy na sam zakup, czasu na wszystkie pozostałe aspekty pracy bojowej i kolejnych pieniędzy na uzbrojenie maszyn. Dodajmy jedynie, to nie jest kwestia roku dwóch czy czterech lat. Aktualnie najwięksi importerzy tych samolotów tj. Japonia i Wielka Brytania czekają w kolejce na dostawy tych maszyn. My, jeśli je nawet dostaniemy (a dokładniej kupimy za gigantyczne pieniądze), to pieśń dalszej niż bliższej przyszłości. Kolejne pytanie, to skąd wziąć 90 mln dol. za sztukę, gdy rozchwiany polski budżet musi zaspokoić bieżące potrzeby Polaków. A w kolejce czekają służby mundurowe, renciści, służba zdrowia, matki samotnie wychowujące chore dzieci i nauczyciele. Budżet nie jest workiem bez dna, a wysoka ściągalność VAT-u nie upoważnia do tak optymistycznych wypowiedzi. Rozumiemy oczywiście problem – wybory – ale nie można obiecać prostych bananów, bo nadal ich nie wyhodowano (choć prace trwają!). Syndrom buńczucznych zapowiedzi elit przezywa dziś Wenezuela, Korea Pn. a nawet Unia Europejska po ogłoszeniu „otwartych drzwi” dla imigrantów.

Dziś niemal każdy polityk opozycji (lub dumnie brzmiącej Koalicji Europejskiej) podpiera się miłosierdziem,  pomocą potrzebującym, czy popieraniem środowisk LGBT, ba, nawet podpisuje ustawy WHO dotyczące edukacji seksualnej przedszkolaków i popiera planowany strajk nauczycieli – byle tylko dokopać opcji rządzącej!  Ale jak postawimy pytanie, dlaczego ta opozycyjna strona zachowuje się jak mantyka, naprędce szuka infantylnych odpowiedzi. Warto przypomnieć fakt z maja 2017 roku, gdy pewien prominentny polityk (dziś KO),  potrzebującej kobiecie - proszącej o wsparcie przed cukiernią znanej polskiej restauratorki -  dał jej... 20 gr (słownie: dwadzieścia groszy)!  

Wracając do Fortu Trump – kręgi mundurowych mówią wprost – Amerykanie nawet żądają, aby nie wypowiadać tego zaklęcia głośno, bo grę wchodzi tylko niewielki wzrost obecności wojsk USA. Co więcej, podobno żartem Donald Trump powiedział o wyjściu Stanów Zjednoczonych z NATO. Gdyby tak było, co powiedzą ci,  co nadal głoszą,  iż powinni dostać ordery za wprowadzenie Polski w te struktury, dokładnie 20 lat temu. I co ciekawe, w  wywiadach pamiętają jak było, chwalą się znajomością z Javierem Solaną, hiszpańskim sekretarzem generalnym NATO w l. 1995-19999, podczas gdy nie pamiętają o więzieniach CIA w Polsce (Kiejkuty). Wystarczy zapytać:  Hombre por qué?

Auto Gaz Holandia

Polska od lat zabiega o stałe bazy NATO, chce wzmocnienia wschodniej flanki NATO, organizuje szczyt (konferencja bliskowschodnia 13-14 luty br,) na który nie przyjeżdżają najwięksi tego świata. Co więcej, wrzucamy kij w mrowisko i jesteśmy obrażani przez Benjamina Netanjahu, premiera Izraela. Należy zatem zapytać, czy Amerykanie traktują nas poważnie, czy tylko widzą swój interes? Odpowiedź pewnie każdy już zna...    Z drugiej strony sami dajemy sygnały swojej niewiedzy i ignorowania przepisów kadrowych. No bo jak wytłumaczyć szeregowemu wałczącemu w Afganistanie, iż pewna pani major – na szczęście już b. rzecznik prasowy -  awansuje do stopnia pułkownika w niecałe 11 miesięcy (słownie: jedenaście miesięcy), gdy ministrem był człowiek doszukujący się spiskowych teorii w smoleńskiej tragedii?  

Amerykanie mają swoje priorytety i politykę,  jeśli im zależy na osiągnięciu konkretnych celów sami proponują obecność czy rozbudowę tzw. szpicy NATO. Zatem prośby naszych  elit rządzących w kolejce do "ojca chrzestnego",  to zwyczajne łamanie reguł, wbrew polskiej racji stanu. Zawsze się to kończy długiem wdzięczności, by nie powiedzieć politycznym seppuku.

Dlatego przypomnijmy słynne słowa  wielkiego patrioty, wielkiego Polaka †prof. Karskiego – traktaty, przynależność do sojuszy wojskowych, wybieranie przyjaciół za Oceanem to tylko iluzja – stosunki trzeba sobie ułożyć z  sąsiadami. Proste, aż kłuje w oczy! Nie mamy polityka i ministra tej klasy co †prof. Krzysztof Skubiszewski i za każdym razem stajemy "na baczność" przed Amerykanami, a obecnie nawet polscy generałowie nie są nawet zapraszani do tzw. stolika w Brukseli. My na tę chwilę jesteśmy skłócenie niemal ze wszystkimi, nawet ci co wierzyli w Ukrainę, stawali na barykadach Majdanu, dziś też  niewiele mogą np. w sprawie Cmentarza Orląt Lwowskich (usunięcie posągów dwóch lwów, ponoć będących symbolem polskiej okupacji Lwowa).

Donald Trump rozbudził nadzieję Polaków, poklepał się po plecach z prezydentem Dudą, ale w Białym Domu niezręcznie  kazał podpisać wspólną deklarację „na stojąco”. Nie dano polskiemu prezydentowi nawet krzesła!

I to by było na tyle, mieliśmy ambicje, ale nie zasłużyliśmy na takie traktowanie Polaków. Choć nadzieja umiera ostatnia, to nadal wierzymy nowej ambasador w Polsce pani Georgette Mosbacher – oczywiście w bezwizowe odwiedzanie Stanów Zjednoczonych.

redakcja autoflesz.com

Źródło: gazeta.pl

Informacja z ostatniej chwili (19 marca br.):

Tak nasz szanują i poważają decydenci z Białego Domu

fot. East News Tomasz Jarzębowski

Portal RadioZET.pl dotarł do szacunkowych kosztów organizacji szczytu bliskowschodniego, który w połowie lutego odbył się w Warszawie. Pomimo że konferencja była współtworzona przez Polskę i USA, to wszystkie rachunki zapłacił rząd w Warszawie.

Organizacja w Warszawie wspólnie z USA konferencji bliskowschodniej to wyraz pogłębienia naszego partnerstwa strategicznego ze Stanami Zjednoczonymi, a także wyraz odpowiedzialności Polski jako członka Rady Bezpieczeństwa ONZ – tak prof. Jacek Czaputowicz, szef polskiej dyplomacji, w ubiegłym tygodniu bronił w Sejmie idei szczytu w sprawie Bliskiego Wschodu.

W dniach 13-14 lutego w Warszawie obyło się spotkanie ministerialne poświęcone budowaniu pokoju i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. W konferencji udział wzięli przedstawiciele 62 państw.

Jednak na najwyższym szczeblu pojawili się praktycznie tylko przedstawiciele władz USA – wiceprezydent Mike Pence i sekretarz stanu Mike Pompeo – oraz Izraela, reprezentowanego przez premiera Benjamina Netaniajhu.

Od połowy stycznia, kiedy to strona amerykańska zapowiedziała organizację szczytu w Warszawie, polski rząd podkreślał o ścisłej współpracy z Waszyngtonem. Ale nawet wśród przyjaciół ważne są pieniądze!

Ile zatem wynosi rachunek za konferencję bliskowschodnią? - Szacunkowe koszty ze strony MSZ związane z organizacją globalnego spotkania ministerialnego poświęconego budowaniu pokoju i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie wyniosły 2 mld 233 mln 491,32 złotych – poinformowała RadioZET.pl Katarzyna Sobiecka, dyrektor biura rzecznika prasowego MSZ. Dodała, że podana kwota może jeszcze ulec zmianie.

Co więcej, strona amerykańska nie zapłaciła ani grosza za organizację konferencji bliskowschodniej.

Koszty zostały pokryte w całości przez stronę polską – poinformowała Sobiecka
/źródło: radioZET.pl 19 marca br./

Smaczku całej sprawie dodaje fakt, iż jeszcze na początku stycznia br.  Amerykanie sugerowali nieprzyjęcie nowych technologi koncernu Huawei. Jak donosił "The New York Times", Amerykanie naciskali  na polski rząd, aby zrezygnował z tworzenia sieci 5G z udziałem chińskiego potentata. Zdaniem gazety miałby być to warunek stworzenia w Polsce stałej bazy wojskowej czyli Fortu Trump.
Administracja Stanów Zjednoczonych uważa bowiem chiński koncern za narzędzie nowego wyścigu zbrojeń i współpracownika chińskiego rządu i służb specjalnych. 

Dodajmy, że jeszcze we wrześniu 2018 roku min. Mariusz Błaszczak - na złotej tacy - chciał położyć ponad 4,3 mld zł za Fort Trump. Dziś miny rzedną rządzącym, bo nawet min. Czerwińska chce zablokować urojone zapowiedzi "piątki Kaczyńskiego" - przynajmniej w dziale 500+ na pierwsze dziecko. Pojawia się rysa na szkle, jak w znanym hicie Urszuli "Rysa na szkle".

redakcja autoflesz.com

 

 

 

 

 

Publish modules to the "offcanvas" position.