Wspominaliśmy o kłopotach finansowych Ursusa, złota passa odwraca się od znanego polskiego producenta ciągników, który powstał po bankructwie RPL-owskiego potentata.
fot. gazeta.pl/ Jakub Orzechowski
Problem w tym, że zarówno ciągniki, jak i autobusy elektryczne mają zbyt, ale PKO BP zażądało spłaty 10 mln zł (plus odsetki). To niewiele, tak przynajmniej mówią szefowie włoskich firm na S5, ale podwykonawcy nie mają czym płacić robotnikom, terminy gonią a robota stoi w miejscu.
Podobnie PKO... żąda spłaty, nie idzie na ugodę, a firma ma kłopoty. Przypomnijmy tylko podobne zawirowania wokół bydgoskiej Pesy. Wpompowanie milionów (ponad 300 mln zł) przez spółki Skarbu Państwa odroczyło ścięcie głowy. Ale czy na długo?
Warszawa pod rządami prezydenta Trzaskowskiego, wybrała tramwaje Hyundaia zamiast Pesy. Wynika stąd jasno, że nie szanujemy tego co polskie, nawet polski samochód elektryczny będą prawdopodobnie produkować Niemcy.
Ursus nie ma takiego szczęścia. Szefostwo firmy narzeka, że komornik zajął przedmioty potrzebne do produkcji. Czyżby to kolejna powtórka z rozrywki - tu się kłania kolejny przykład - po doprowadzeniu do upadłości polskiego producenta autobusów z Sanoka prawdopodobnie najstarszy zakład tego typu podda się bez walki.
Przypomnijmy, że I kwartał 2018 r. Ursus zakończył stratą netto 2,2 mln zł przy 36,5 mln zł przychodów. Oznacza to, że w samym II kw. 2018 r. Ursus stracił 13,8 mln zł produkując 25,5 mln zł przychodów.
redakcja autoflesz.com
