Toyota odważnie promuje tańsze samochody fuel cell – auta elektryczne nie są przyszłością motoryzacji?

Jeśli Toyota tak mówi, to znaczy,  że prezydent Akio Toyoda wie co mówi. Okazuje się, iz auta elektryczne nie zdominują światowych rynków przez najbliższe 10-20 lat, jak zapowiadał to Elon Musk. Co w zamian? Jesteście świadkami nowej generacji pojazdów z wodorowym zasilaniem.

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Problem w tym, że sieć stacji wodorowych w Polsce jest praktycznie żadna. Za to nasi sąsiedzie za Odrą chętnie korzystają z dobrodziejstw wodoru. My, możemy czerpać garściami tylko z technologii hybrydowych – dodajmy – dużo tańszych od ogniw paliwowych w tym momencie rozwoju motoryzacji.

Toyota wyłamała się z utartego szlaku zogniskowanego na elektromobilność, ale podobnie było z jej napędami hybrydowymi. Gdy dziennikarze z pewnej znanej stacji TV śmiali się z napędów hybrydowych, jeden z największych producentów aut na świecie wybrał wąską ścieżkę specjalizacji. Dziś tryumfuje i promuje aż 7 premier w tym roku.

Warto w tym miejscu dodać, że ekscentryczny i produkujący na kredyt elektryczne auta Elon Musk zawiązał kilka lat temu sojusz z Toyotą na budowę i rozwój technologii hybrydowych, w tym plug-in. Coś wyszło nie tak, bo Toyota zerwała umowę z wizjonerem. Ten w odwecie nazwał konstrukcje Toyoty „all bullshit”. Dziś Musk ma problemy z samozapalającymi się modelami Tesli, Toyota zaś przekroczy znacznie granice 10 mln wyprodukowanych samochodów.

Z informacji podanych przez  "Automotive News Europe" wynika, że najbliższe 10 lat to dominacja Toyoty. Potwierdził to  Matt Harrison, szefa marketingu koncernu w Europie, co więcej zdradził kolejną nowinkę Toyoty – ogniwa fuel cell III generacji.

Okazuje się, że auta wodorowe nie muszą być tak drogie, dla przykłady Toyota Mirai w Niemczech kosztuje 66 -78,6 tys. euro. Dużo, prawda? Ale Harrison zapowiedział, że model ten będzie sukcesywnie tanieć. Wierzymy, tylko jasno powiedzmy – ceny wodoru w Niemczech wcale nie są takie niskie, jak się o tym mówi. Przypomnijmy Toyota Mirai zużywa 0,9-1,2 kg wodoru/100 km (kilogram wodoru kosztuje 9,5 euro).

Konkurencyjna Toyota Camry, która właśnie debiutuje w polskich salonach kosztuje od 141.900 zł - to dużo, dużo mniej niż ekologiczna Mirai. To po pierwsze, po drugie zaś  w Polsce – nadal nie zatankujemy tego liftbacka  z błahego powodu - braku stacji wodorowych. Dziś, problemem są nawet  stacje mobilne do autobusów, które miał produkować Solaris i Solbus dla MZK w naszym kraju.

Dlaczego zatem auta z ogniwami paliwowymi są takie drogi? Cóż, podobnie jak do aut elektrycznych potrzeba dość drogich pierwiastków ziem rzadkich (akumulatory litowo-jonowe oraz magnesy neodymowe silników elektrycznych), zaś  do ogniw fuel cell potrzebna jest bardzo droga platyna. Wspominany już wcześniej Harrison powiedział, iż druga generacja Mirai będzie oszczędniejsza  – ponoć  zmniejszono o 1/3 szlachetną platynę.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Po trzecie  wreszcie auta wodorowe potrzebują znacznie mniej pierwiastków ziem rzadkich jak: kobalt, lit, grafit czy nikiel. Ponadto akumulatory stosowane w samochodach wodorowych (Hyundai Nexo, Honda FCX Clarity czy Mirai) nie potrzebują tak dużych i pojemnych akumulatorów, decydujących o zasięgu.

Wszystko wskazuje na to, że napędy wodorowe fuel cell, obok „elektryków”,  hybryd, nowych silników Diesla i jednostek iskrowych  wykroją sporą część tego smakowitego tortu. Wisienką na torcie mają zaś być coraz tańsze samochody z ogniwami paliwowymi. Jesteśmy zatem świadkami  bardzo ciekawych trendów rozwojowych w motoryzacji najbliższej przyszłości.

 

redakcja autoflesz.com

Źródło: Automotive News Europe

 

 

 

 

 

Publish modules to the "offcanvas" position.