Informacja to dość szybko obiegła środowiska motoryzacyjne. Choć wydaje się absurdalna, to jednak możliwa, zwłaszcza po smutnej historii z Carlosem Ghosnem, jeszcze do niedawna charyzmatycznym CEO aliansu Renault-Nissan-Mitsubishi. Fuzja - mimo pozornych sprzeczności - jest możliwa, jak twierdzą analitycy; prowadzone są w tej sprawie nawet pierwsze rozmowy.
fot. FCA / Mike Manley nowy CEO FCA
Jeśli fuzja gigantów doszłaby do skutku, na motoryzacyjnym firmamencie pojawiłby się trzeci wielki gracz. Toyota i Volkswagen są niezagrożone, Hyundai i KIA ma duże ambicję, ale nie da rady megakoncernowi. Taki sojusz miałby sens, gdyż Fiat jest daleko w tyle w dziale elektromobilności, ale ma szerokie dojścia na rynku amerykańskim i chińskim pod logo FCA. To może być właśnie wabikiem dla Renault.
Zmarły niedawno charyzmatyczny prezes i CEO FCA Sergio Marchionne przewidział taką opcję, gdyż mali gracze nie maj szans w swojej ekspansji na rynki azjatyckie. Dziś, żeby zaistnieć w świecie motoryzacji trzeba produkować dużo, tanio, dobrze (nawet Chiny nie chcą bubli) i mieć opanowane rynki zbytu. Nie trzeba też nikogo przekonywać, iż FCA ma młodych i zdolnych projektantów, którzy zdobywają klientów swoimi projektami, jak np. rewelacyjnie sprzedające się Tipo.
Przypomnijmy, że do FCA należy kilka lukratywnych marek, o które zabłagał koncern Audi np. Alfa Romeo, Maserati czy Jeep. Nowy szef FCA Mike Manley to wyrachowany gracz, który lubi podejmować trudne decyzje, ale czy przekona z kolei nowego prezesa Renault Jean-Dominique Senarda? Dodajmy, że sporą część udziałów w Renault ma rząd francuski (ok. 15 proc.). Po przejęciu Opla przez PSA jesteśmy świadkami kolejnego tsunami na motoryzacyjnym rynku.
Rząd francuski widzi to inaczej:
- W kwestii porozumienia o połączeniu się Renault i Fiata Francja musi bronić własnych interesów i miejsc pracy, choć fuzja taka oznaczałaby automatyczne rozwodnienie udziałów państwa francuskiego w Renault - oświadczył we wtorek Bruno Le Maire, minister finansów
redakcja autoflesz.com![]()