Stare diesle nie są winne zanieczyszczeniu powietrza – zaskakujące, ale tak wynika z niemieckich badań

Dziennikarze z mainstreamowych mediów już odesłali diesle do muzeum. Niesłusznie! Teraz połykają koniec własnego  języka, nikt jednak nie prostuje takich fake newsów. W Polsce zaczęto nawet zamykać centra miast, jak w Krakowie. Jednak, to nie diesle są winne, ale nagonka po aferze wszech  czasów Volkswagena nabrała  rozmiaru absurdu.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / już dziś turbodiesle Skody są "czystsze" niż jednostki benzynowe

Okazuje się, a potwierdzają  to nasi sąsiedzi, iż diesle – nawet te starsze – nie są toksyczne jak jadowite węże.  Ostatnio pojawiło się wiele analiz dotykających tego stanu rzeczy. Dla przykładu, niemieckie miasta, w których porusza się najwięcej samochodów napędzanych starymi silnikami wysokoprężnymi (normy Euro 5 i starsze), mają w powietrzu mniej szkodliwych tlenków azotu NOx niż aglomeracje, w których udział diesli w ogóle zarejestrowanych pojazdów jest dużo niższy!

Brzmi to zaskakująco, ale takie są fakty. Jako przykład podawany jest Stuttgart. W ubiegłym roku zmierzono tam najwyższy poziom NOx spośród wszystkich niemieckich miast - 71 mikrogramów na metr sześcienny - mimo że stare auta z silnikami Diesla stanowią tam zaledwie 16 proc. ogółu pojazdów.

Zaskakujące jest także  to, że  coraz więcej naukowców - a wśród nich wielu niezależnych ekspertów niezwiązanych zawodowo z niemieckimi uczelniami - podważa sens stosowania zakazów jazdy dla aut z silnikami wysokoprężnymi. Czy słusznie?

Nie ma jednoznacznej opinii, choć większość wierzy w cudowne autobusy elektryczne. Zyskuje na tym podpoznański Solaris, który ma zamówienia na Solarisa  Urbino Electric. Nikt jednak nie zajmuje się etapem końcowym, czyli utylizacją zużytych  akumulatorów. To – niestety -  nowotwór, który drąży elektromobilność, jak niekontrolowany poziom zanieczyszczeń środowiska naturalnego.

Jeszcze ciekawsze wnioski wypływają  z ostatnich analiz specjalistów zajmujących się ochroną środowiska – loty kosmiczne, katastrofy ekologiczne jak ta ostatnia w Warszawie czy kilka lat temu na  platformie wiertniczej Deepwater Horizon w Zatoce Meksykańskiej, nieodpowiedzialne przyjmowanie śmieci do kraju nad Wisłą (Polska śmieciowym skansenem Europy), komercyjne wyprawy w Himalaje,  gdzie alpiniści pozostawiają tony śmieci po zakładanych bazach, jak  również rabunkowa eksploatacja pierwiastków ziem rzadkich potrzebnych do produkcji baterii, akumulatorów a także magnesów silników elektrycznych - wszystko to przyczynia się do totalnej katastrofy ekologicznej. O wielkich koncernach posyłających do atmosfery szkodliwe zanieczyszczenia, szczególnie w Stanach Zjednoczonych czy Chinach, jedynie od czasu do czasu przypomina Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Ale przywódcy największych mocarstw nie widzą problemu.

Podwójne standardy obowiązują również w Brukseli. Unia Europejska narzuciła bardzo rygorystyczne normy emisji CO2 i NOx - dziś to 120 g/km CO2 (w Polsce 130 g/km z uwagi na większy udział w rynku samochodów z s. Diesla). Od 2020 roku Unia chce wprowadzić jeszcze bardziej ortodoksyjną normę  95 g/km CO2! Problem w tym, że tak wyśrubowane norny spełnia zaledwie kilka koncernów, w tym jeszcze mniej modeli np. Toyota Prius. Jeśli mówimy o podwójnych standardach, to dlaczego produkcja luksusowych aut dla najbogatszych ma się świetnie, dla przykładu 12- cylindrowe potwory Rolls-Royce’a czy Bentleya nie podlegają  ograniczeniom. Dlaczego?

Większość widzi panaceum na ekologię w autach eklektycznych, ale przecież na wyciągnięcie ręki mamy pełnoprawne paliwa jak np. CNG,  LNG czy wodór. Dlaczego nie inwestuje się w tę niszową produkcję. Niewielu zauważa też tendencję, iż najnowsze diesle produkują znacznie mniej toksycznych substancji niż jednostki benzynowe. Przykładem  może być testowana przez redakcję najnowsza Skoda Superb, która w wersji 2.0 TDI 190 KM produkuje zaledwie 139 g/km CO2, zaś silnik 2.0 TSI 280 KM 164 g/km. Co więcej, auta hybrydowe takich koncernów jak Toyota, Hyundai, Mercedes-Benz  czy BMW (nadal)  nawet nie zostały uwzględnione  w ustawie o elektromobilności. Przeoczenie? Nie to celowa gra polityków, którzy uwierzyli, że w Polsce przybędzie milion elektryków do 2025 roku.

Pozostaje jeszcze waga ciężka, tu tradycyjne silniki Diesla są bezkonkurencyjne i – co ważne – coraz bardziej ekonomiczne i ekologiczne. I tu warto upatrywać Złotego Graala w postaci zasilania LNG do autobusów (hybryd czy napędów CNG), a nie elektryków. Ale to już było!

 

redakcja autoflesz.com

Źródło: Bloomberg, motoryzacja.interia.pl

Publish modules to the "offcanvas" position.