W poniedziałek 1 października br. (Brunszwik) ma rozpocząć się proces, w którym sąd zdecyduje czy 470 tys. właścicieli aut wyprodukowanych przez marki wchodzące w skład koncernu Volkswagen ma prawo do odszkodowań za aferę wszech czasów „dieselgate”.

Prawie pół milina kierowców (właścicieli aut z logo VW, Audi czy Skody) uważa, że poniosły straty w związku aferą wszech czasów z 2015 roku. Wtedy media nagłośniły sprawę, iż w autach koncernu Volkswagen (także w Audi, Seacie i Skodzie) instalowano oprogramowanie, które fałszowało wyniki badań dot. emisji spalin. Podczas pomiaru zaimplementowane oprogramowanie "pokazywało", iż emisja CO2 i NOx jest w normie, a w normalnej eksploatacji truły środowisko na potęgę.
Celem tzw. pozwu wzorcowego (Musterfeststellungsklage) jest ustalenie, czy właściciele aut będą mogli dochodzić ewentualnego wyrównania poniesionych strat. Volkswagen jest zdanie, że żądania odszkodowań są bezpodstawne, gdyż klienci dostali pełnowartościowe, bezpieczne samochody.
- Te auta są dziś używane przez setki tysięcy kierowców. Z naszego punktu widzenia nie powstały zatem dla nich żadne szkody i nie ma w związku z tym powodów do pozwu - przekonują przedstawiciele koncernu
Nie jest to prawdę, gdyż bezpłatne serwisy naprawcze miały przywrócić pełną sprawność takich aut, niestety, po serwisie samochody te straciły na wigorze, są mniej dynamiczne i palą znacznie więcej niż podaje producent.
Kto ma rację? W Polsce taki proces nie ma szans, gdyż Volkswagen z góry powiedział, że takie auta mogą być sprawdzone i naprawione. Z jakim skutkiem?
Zupełnie inaczej jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie Volkswagen zapłacił ok. 30 mln euro odszkodowań. Większość takich trefnych aut parkuje pod chmurką na wynajętych stadionach. Drugi co do wielkości producent aut na świecie ma doskonałych prawników, ale nawet najlepsi nie wymażą ujmy na honorze. Pomimo tego paradoksu, Polacy i tak wolą auta niemieckiego producenta od całej koalicji modeli aut japońskich czy francuskich.
Pokłosiem tej afery jest zakaz, przynajmniej w niektórych niemieckich miastach, wjazdu diesli do centrum. W Polsce podobne stanowiska zatwierdzili radni Krakowa. Problem w tym, że wiele niezależnych organizacji przytacza fakt, iż nowoczesne diesle są „czystsze” od jednostek iskrowych!
Tymczasem Volkswagen usilnie promuje elektryczny kompakt ID.3, opóźniła nawet premierę nowego VW Golfa. Jednym z elementów tej układanki są kary – od przyszłego roku – za emisję spalania powyżej 95 g/km CO2. Jeśli masz „elektryka” unikniesz kary (Komisja Europejska stosuje dziwne przeliczniki), choć jak wiemy auta elektryczne ciągną za sobą tzw. ślad węglowy powstały w toku produkcji (akumulatory, silniki z magnesami neodymowymi czy zasilanie fabryki konwencjonalnymi źródłami energii).
redakcja autoflesz.com![]()
Źródło: Bloomberg
