Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan poinformował, że wojska tureckie rozpoczęły planowaną operację wojskową przeciwko Kurdom (dokładniej milicji YPG) w północno-wschodniej Syrii. Tymczasem Donald Trump niespodziewanie ogłosił, że amerykańskie wojska wycofają się z Syrii. Tę decyzję Kurdowie, którzy pomagali Amerykanom w zwalczaniu Państwa Islamskiego, nazwali dosadnie - zdradą.
fot. google.com
Kurdowie mówią wprost, to „strzał w plecy”. Jakby tego było mało, siły irańskiej rozpoczęły – oficjalnie – ćwiczenia wojskowe tuż przy północno-zachodniej granicy. Niestety, są już pierwsze ofiary tureckiej inwazji, gdyż w atak zaangażowane jest lotnictwo tureckie. Rozpoczął się także exodus ludności cywilnej, która zmierza w kierunku terytorium Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF).
Kurdowie poinformowali też, że w związku z atakiem Turcji i niespodziewanego stanowiska Donalda Trumpa zawieszają wszelkie operacje przeciwko Państwu Islamskiemu.
- Naszym celem jest uniemożliwienie stworzenia korytarza terroru na naszej południowej granicy i zaprowadzenie pokoju w regionie - napisał na Twitterze prezydent Recep Tayyip Erdogan
Amerykańscy senatorzy, głównie republikanie – dosadnie krytykują Trumpa za tę decyzję, która może być zaczynem kolejnej wojny w tym regionie.
Donald Trump wydał komunikat ws. tureckiej operacji w Syrii. Czytamy w nim, że USA "nie popierają tego ataku" i "dały Turcji jasno do zrozumienia, że to kiepski pomysł". Problem w tym, że Erdogan już dawno ma w głębokim poważaniu stanowisko Białego Domu i bez skrupułów bliżej mu do Władimira Putina i Rosji. Kolejny problem to fakt, iż na terytorium Turcji stacjonują bazy amerykańskie, gdzie zdeponowano rakiety z głowicami jądrowymi.
Niedawno kongres USA wstrzymał też dostawy samolotów V generacji F-35 dla państwa Erdogana (co ciekawe - może dostać je teraz "w spadku" Polska), gdyż Turcja chce wprowadzić na swoje uzbrojenie system S-400 produkcji rosyjskiej - a to oznacza konflikt interesów! Inaczej mówiąc - ani Unia Europejska, ani USA nie mają środków skutecznego oddziaływania na prezydenta Turcji.
Z kolej Unia Europejska - jak zwykle - wezwała słowami min. Federici Mogherini do"wstrzymania jednostronnych akcji militarnych". Nie inaczej było w kwestii aneksji Krymu czy sankcji nakładanych na Rosję.
Najciekawsze jest to, że wcześniej Stany Zjednoczone obiecywały kontrolującym tereny przygraniczne Kurdom ochronę. Co więcej, przekonały SDF do zniszczenia fortyfikacji i innych umocnień na terenach przygranicznych zapewniając, że są gotowe zapewnić skuteczną ochronę przed spodziewaną inwazją wojsk tureckich. Warto tylko dodać, że to Kurdowie wydali na tacy Amerykanom dyktatora Iraku - Sadamma Husajna.
Przypomnijmy, iż SDF były kluczową siłą w pokonaniu terytorialnego "kalifatu" tj. Państwa Islamskiego. Wprawdzie Stany Zjednoczone zapewniały wsparcie m.in. lotnictwa i sił specjalnych, jednak to Kurdowie walczyli i ginęli przeciwko islamistom. Teraz trzymają w więzieniach i obozach tysiące bojowników ISIS i ich rodziny. W każdej chwili mogą zwolnić ekstremalnych islamistów, jak to było podczas pamiętnej i nieuprawnionej inwazji sprzymierzonych w Iraku. Decyzję Trumpa, Kurdowie (nadal bez państwa) oceniają jako zdradę!
Eksperci ostrzegają, że decyzja Trumpa może mieć szereg negatywnych konsekwencji: exodus cywilów w regionie, wysiedlenia na wielką skalę, ponowne odrodzenia się Państwa Islamskiego, wzrost cen ropy naftowej, a co gorsza - poziom zaufania do USA jako sojusznika znacznie spadnie. Sytuacja jest bardzo napięta, zwłaszcza w obliczu udziału Iranu w tym konflikcie.
Opinie:
Prezydent USA Donald Trump wywołał konsternację, tłumacząc, dlaczego Stany Zjednoczone porzuciły Kurdów - swoich dotychczasowych sojuszników - podczas tureckiej ofensywy na północy Syrii.
- Kurdowie nie pomogli nam w drugiej wojnie światowej, nie pomogli nam w Normandii na przykład. Nie było ich tam - oświadczył Trump
Jennifer Griffin, dziennikarka Fox News, zajmująca się sprawami bezpieczeństwa, rozmawiała z żołnierzem amerykańskich sił specjalnych, który w Syrii współpracował z Kurdami.
- Wywiązaliśmy się z każdego punktu porozumienia. Kurdowie również wywiązywali się ze wszystkiego. Nie było żadnego zagrożenia dla Turków - żadnego! - po tej stronie granicy. To szaleństwo - dodał żołnierz sił specjalnych /źródło: fakty.interia.pl/
Łukasz Pieniążek, korespondent wojenny: "Cała wojna w Syrii jest szalenie złożona, dlatego tak trudno jest cokolwiek jednoznacznie wyjaśnić. Ale właśnie przez to, że Turcja jest członkiem NATO, że jest partnerem strategicznym dla USA i dla Sojuszu w regionie, będzie zawsze ważniejsza od Kurdów. Utrata Turcji na Bliskim Wschodzie, jako sojusznika oraz możliwości wpływania na nią, miałoby dla Amerykanów poważne konsekwencje. Z cynicznego punktu widzenia, USA lepiej się kalkuluje wystawienie tych mniej istotnych, czyli właśnie Kurdów. To zagrało na korzyść Turcji. A czy dało się Turcję powstrzymać? Nie wiem. Konflikt turecko-kurdyjski to konflikt zbrojny, który trwa od 1984 roku. A to, co dzieje się teraz, to jego rozszerzenie". /źródło: onet.wiadomości/
Jarosław Kociszewski, reporter zajmujący się prawami międzynarodowymi - "(...) gospodarz Białego Domu wielokrotnie chwalił Polskę za to, że w całości pokryje koszty zwiększania amerykańskiej obecności militarnej. Kłopoty zaczną się, gdy ktoś Warszawę przelicytuje lub z jakiegoś powodu zacznie brakować środków na opłacenie ochrony".
"W takiej sytuacji nikt nie będzie mógł zagwarantować, że któregoś dnia Donald Trump nie porozumie się z Rosją nad głowami zaniepokojonych, dotychczasowych sojuszników z Europy Środkowo-Wschodniej uznając, że Moskwie można wiele wybaczyć w imię interesów" - wróży Kociszewski / źródło: magazyn.wp.pl/
redakcja autoflesz.com![]()
Źródło: Bloomberg, wp.pl, fakt.pl
