Oskarżenie Carlosa Ghosna o malwersacje finansowe i jego brawurowa ucieczka z Japonii mocno targnęła aliansem Renault-Nissan-Mitsubishi. Mimo to nowy przewodniczący rady nadzorczej aliansu i prezydent Renault, Jean-Dominique Senard, zdecydował się na zacieśnienie współpracy, ale nakazał wprowadzenie zmian. Fuzji jednak nie będzie.

Przedstawione na ostatniej konferencji założenia programowe (on-line) dotyczą daleko posuniętej standaryzacji, optymalizacja kosztów, nadal będą też produkowane silniki Diesla.
- Alians wprowadza koncepcję leader-follower, czyli tzw. lider-naśladowca
- Modele poszczególnych marek będą do siebie podobne, maja też wykorzystywać zunifikowane elementy i podzespoły
- Renault zaś będzie „marką referencyjną” na rynku europejskim
W bliższej perspektywie nowe auta pochodzące z aliansu mają dzielić nie tylko platformą i silnikami, ale także kreską nadwozia. Dziś ten styl współpracy widzimy w Grupie Volkswagena, co przyczynia się do obcinania kosztów produkcji. Pandemia, przestoje w fabrykach produkujących samochody, brak zainteresowania nowymi modelami – wszystko to musiało wstrząsnąć know-how największych producentów. Okazało się, że nawet Ferrari i Lotus musiał powiedzieć „stop”. Ten ostatni producent zwalnia nawet 400 pracowników.
Nowy szef aliansu podał także podział ról między producentów. I tak Nissan przeniesie swoje zainteresowania na Chiny, uraczy Amerykę Pn. oraz Japonię. Niestety, wszystkie znaki na niebie wskazują, że japoński koncern zamknie fabrykę Nissana w Barcelonie! Renault zaś, ma dalej rozwijać się w Europie, Rosji, Ameryce Południowej oraz Pn. Afryce, Mitsubishi przypadła Azja Południowo-Wschodnia oraz Oceania.
Jeśli chodzi o dalsze szczegóły, to wiadomo iż Nissan nadal będzie rozwijał SUV-y, Renault kompaktowe SUV-y segmentu B, Mitsubishi zaś dostarczy know-how w segmencie aut hybrydowych typu plug-in.
redakcja autoflesz.com![]()
Źródło: Bloomberg