W Lubiążu byliśmy dwa razy, nie wykluczamy kolejnego odwiedzenie największego klasztoru w Polsce i jednego z największych w Europie. Jednak nie o tym chcieliśmy się podzielić z naszymi Czytelnikami. Tomasza Bonek w swojej książce "Lubiąż. Biografia Cudu" zawarł niemal całą prawdę o tym klasztorze, jego tajemnicach i podzielił się z Czytelnikami swoją wizją. Niestety, jest podobna do naszej – potrzebne są takie środki finansowe na remont i doprowadzenie tego obiektu do stanu sprzed II wojny światowej, których nikt w Polsce nie ma (albo nie ma zamiaru wyłożyć). Mówi się nawet o kilku- kilkunastu miliardach złotych, których nikt nie chce zainwestować w to dobro narodowe.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Sala Książęca
Włodarze Dolnego Śląska wierzyli, że Michael Jackson, który odwiedził to miejsce zainwestuje „drobne” w odrestaurowanie klasztoru. Cóż… pomylili się, nie po raz pierwszy zresztą. Michael Jackson owszem był tu jakieś pół godziny, podziwiał „Salę Książęcą”, klasnął w dłonie i pokiwał znacząco głową, co miało oznaczać świetną akustykę tej największej, klasztornej sali. Owszem akustyka tego miejsca jest przez zwiedzających określana krótko... niezwykła. Niestety o "królu popu" już więcej nie usłyszeliśmy, zmarł w 2009 roku.
Miejsce to, za duże na tak poważne inwestycje, mówiąc kolokwialnie na finansowe przewałki, nie spotkało się nawet zainteresowaniem Kościoła czy najbogatszego wtedy Polaka Jana Kulczyka. Gdy delegacja Fundacji Lubiąż było w tej sprawie u kard. Gulbinowicza, owszem wyraził chęć przejęcia, ale... po rewitalizacji!
Dziś trudno powiedzieć, dlaczego potencjalni inwestorzy nie przejawiają zainteresowania kupnem klasztoru np. na rezydencję, muzeum czy największą w Europie kolekcję obrazów Willmanna. Jeszcze, gdy żyła królowa Elżbieta II, po cichu, mówiło się nawet o inwestycji Windsorów w kolejny pałac rodowy.
Dziś, gdy inwestujemy w Siły Zbrojne, zadłużamy się na miliardy dolarów w Korei Pd., Ameryce, wydanie 2,5-2 mld dolarów (cena najdroższego bombowca Northrop B-2 Spirit zrzucające obecnie bomby GBU-57 na podziemne instalacje w Iranie) wydaje się możliwa do udźwignięcia przez państwo, de facto podatników. W końcu Zamek Królewski też odbudowaliśmy wspólnie, a po wojnie Warszawę. Dziś to miejsce - ponoć - nie jest atrakcyjne dla odwiedzających. Niestety Skarb Państwa, w tej chwili, też nie przejawia zainteresowania przejęciem tego klasztoru.
W książce "Lubiąż. Biografia Cudu" autor Tomasz Bonek, mówi wprost, iż zdewastowane opactwo cysterskie jest niechciane, jakby dotknięte trądem, albo inną chorobą zakaźną. Niemal 900- letnia historia tego miejsce nie znalazła poważnego historycznego opracowania, nawet Bogusław Wołoszańskie "zapomniał" o magii tego miejsca.
Autor książki, w rozmowie z dziennikarką Olgą Długołęcką na temat kosztownych inwestycji mówi tak:
„Przypuszczam, że – jak to najczęściej bywa – także w przypadku Lubiąża zabrakło pieniędzy, a naukowców przeraził ogrom materii. Jest on za duży, za stary, zbyt obszerny i za bogaty. Trudno byłoby jednemu naukowcowi zabrać się do badania prawie 900 lat historii, wzlotów i upadków opactwa oraz teł, na których one się rozgrywały. To wymagałoby olbrzymich pieniędzy i gigantycznego nakładu pracy. Kiedy powstają monografie miast, zazwyczaj są współfinansowane przez samorządy, pracują przy nich duże zespoły. Lubiąż od wielu lat dotyka przekleństwo jego długowieczności i wielkości" - mówi Bonek.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Przypomnijmy, że sekularyzacji zakonów w tym opactw, kolegiat, kościołów spowodowała zmiany w strukturze własności ziemskiej, jak również znacząco ograniczyła wzbogacanie się Kościoła.*
*/ Oficjalnie sekularyzacja majątków kościelnych dokonana edyktem z 30 października 1810 miała być konsekwencją olbrzymich kontrybucji wojennych, jakie miały zapłacić Prusy po wojnie z Napoleonem, faktycznie jednak była częścią polityki protestanckiego państwa, które miało zamiar podporządkować sobie również Kościół katolicki. Zniesiono cały szereg zakonów, a ich majątek przejęto na rzecz państwa, rozwiązano kapitułę katedralną, którą reaktywowano dopiero po daleko posuniętej reorganizacji w 1812 roku oraz zniesiono kapituły kolegiackie. Sekularyzacja spowodowała likwidację majątków biskupich, kapitulnych i zakonnych, w tym 68 klasztorów, które stanowiły podstawę działalności charytatywnej i oświatowej. /Źródło: silesia.edu.pl/
W końcu klasztor upaństwowiono w 1810 roku i wystawiono na sprzedaż, ale jak powiedzieliśmy nikt nie chciał go kupić.
Gdy wybuchła II wojna światowa Hitler i jego generałowie nawet nie brali pod uwagę, że Dolny Śląsk, może kiedykolwiek przejść na stronę Polski. Widmo klęski i ofensywa Armii Czerwonej spowodowała jednak nerwowe ruchy nazistów ws. drogocennych dzieł sztuki, złota Wrocławia, kosztowności czy innych dóbr skradzionych nie tylko Polakom, ale także Żydom i innym narodowościom podbitych krajów. Większość z nich dr Grundmann kazał wywieźć w głąb III Rzeszy, a później, gdy Armia Czerwona była już na rogatkach Wrocławia, ukrył w słynnych już skrytkach Dolnego Śląska.
Niestety, podział powojenny granic był mocno niesprawiedliwy, a „wielka trójka” zdecydowała o wszystkim za nas w Jałcie. Do dziś zresztą Polska stara się o powrót dzieł sztuki zrabowanych pod koniec wojny, w tym bezcennego płótna "Obraz młodzieńca" pędzla Rafaela Santi. O tym, że nadal poszukiwany jest „złoty pociąg” tylko nadmieniamy, ale z pewnością nie w kazamatach Lubiąża.
Z całą pewnością warty odkrycia jest wątek produkcji zbrojeniowe w podziemnych halach zakonu cystersów, gdzie pracowali więźniowie pobliskich obozów dla Telefunkena i Siemensa. Temat ten, po wojnie skrzętnie ukrywany, powraca... co jakiś czas. Do 1989 roku opactwo formalnie nie miało zarządcy, ani właściciela, a szabrownicy, jak również okoliczna ludność wynosiła z klasztoru niemal wszystko, co nadawało się na budowę domu i jego wyposażenie. Tak było w Mosznej, Kamieńcu Ząbkowickim czy innych pałacach Dolnego Śląska (i Śląska).
Autor książki zastanawia się, czy przejęcie opactwa w latach 90. ubiegłego wieku i zarządzanie Fundacji Lubiąż było słuszne? Ten problem jest już nie do rozstrzygnięcia, ale gdyby nie Fundacja Lubiąż opactwo cystersów podzieliłoby los wielu pałaców i zamków na Dolnym Śląsku. Dziś, gdy wstąpiliśmy do Unii Europejskiej, dawni właściciele (lub słupy) zgłaszają się po dawne posiadłości rodowe (Wojanów, Staniszów, Karpniki, Łomnica, Mysłakowice, Bukowiec, Płakowice, w szczególności Książ.
„Przez ostatnich 30 lat Fundacja Lubiąż, dzisiejszy właściciel obiektu, zrobiła bardzo dużo: zabezpieczyła go przed zniszczeniem, wymieniając 2,5 ha dachu, zaczęła powoli restaurować barokowe sale i udostępniać je zwiedzającym. Nie wiadomo, co by było, gdyby jej nie powołano [...]" - mówi Tomasz Bonek.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / "Sala Opata"
Jednak to ciągle zbyt mało, a na dalsze remonty brakuje pieniędzy. Naszym zdaniem możliwości fundacji dobiegły końca, jakiekolwiek próby poprawienia sytuacji finansowej poprzez organizowanie i popularyzowanie tego miejsce nie przynoszą spodziewanych efektów. Do tego zrabowane obrazy Michaela Willmanna (zwanego śląskim Rembrandtem a nawet Rafaelem), który tworzył tu przez blisko 40 lat, to arcydzieła malowane na zlecenie opata Arnolda Freiberga i powinny powrócić do Lubiąża.
„Lubiąż jest nieatrakcyjny dla prywatnych inwestorów nie tylko z powodu swojej wielkości, ale także położenia. Nie leży w górach ani nad morzem. Znajduje się zaledwie 50 km od Wrocławia, a to za blisko, żeby ktoś wybrał go na hotelowy wypoczynek; jest poza turystycznymi szlakami. To odstręcza inwestorów, a proszę mi wierzyć, przyjeżdżali tu "wszyscy święci", bo Fundacja Lubiąż nie ustaje w poszukiwaniach źródeł finansowania” - przekonuje Bonek.
Gdy byliśmy tu po raz pierwszy, miejscowy pastuch prowadził krowy na wypas na dziedziniec przed klasztorem, dziś jest zakaz wypasu, ale miejscowi gospodarze i tak robią swoje. Jednak dość często można spotkać tu... żmiję zygzakowatą, jadowitego gada, który zniechęcił innych inwestorów z koncernu TATA, a szejkowie naftowi z Kataru dostali bólu głowy, gdy pilot śmigłowca nie chciał lądować na podmokłej łące z krowim łajnem.
Opactwo zwiedzali także urzędnicy, ministrowie z wielu ugrupowań politycznych, ale konkretów nie ustalili do tej pory. Był tu nawet prezydent Bronisław Komorowski.
Upadek klasztoru
„Upadek klasztoru nastąpił w czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu, kiedy niemiecki konserwator zabytków Günther Grundmann z Wrocławia kazał w celu ochrony przed pożogą wojenną wywieźć pozostałe jeszcze po sekularyzacji wyposażenie zabytku. Początkowo zdeponowano je w kościele w Lubomierzu, a później wywieziono do Szklarskiej Poręby (dop. red. - i innych miasteczek Dolnego Śląska). Odnalezione po wojnie zabytki nigdy do Lubiąża jednak nie wróciły, lecz trafiły do warszawskich kościołów i muzeów” - przekonuje Tomasz Bonek.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / rok 2014, tak dbano o dobro narodowe...
W latach 1942-1943 w kazamatach Lubiąża wieziono obywateli Luksemburg. 26 stycznia 1945 r. Lubiąż zajęły wojska 13 Armii 1 Frontu Ukraińskiego pod dowództwem gen. Georgija Wasilewicza Iwanowa, nie natrafiając na żaden opór.
Kolejnych zniszczeń dokonała Armia Czerwona, od 1945 do 1948 roku. Dowództwo czerwonoarmistów nakazało zaadaptowanie pomieszczeń na szpital dla „wyzwolicieli” powracających z frontu w Europie Zachodniej. Choć nie potwierdzono tego twardymi dokumentami był tu także obóz weryfikacyjny.*
*/ W Polsce, po II wojnie światowej, NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRR) zakładało obozy weryfikacyjne i koncentracyjne dla Polaków, w tym żołnierzy Armii Krajowej, dezerterów z Armii Czerwonej oraz cywilów.
Wyzwoliciele nie przebierali w środkach, strzelali do marmurowych posągów, rozpalali ogniska w salach opactwa, a nawet poszukiwali skarbów w piwnicach klasztoru. Niestety, podobnie bezcześcili dobra narodowe choćby w zamku w Mosznej, pałacu w Lubostroniu, w zamku w Kliczkowie czy w zamku w Krasiczynie.
Konkluzja
Jak powiedzieliśmy wcześniej, przywrócenie do stanu sprzed II wojny światowej jest niemożliwe. Gdy brakuje chętnych na kupno takiego klasztoru z zabudowaniami i dwoma kościołami (dziś dokładnie rozszabrowane, zniszczone, zamknięte na zardzewiałą kłódkę). Potwierdza to także sam Tomasz Bonek. Warto porównać ten klasztor z ruiną umocnioną w Ujeździe, gdzie zamek Krzyżtopór też nie ma szans na pełną odbudowę. Tam także nie ma chętnych na przejęcie tego – ponoć najładniejszego zamku w Polsce. Szkoda!
Jakie jest zatem wyjście z tego finansowego patu? Pomysłów brak, podobnie jak pomocy państwa, głównie pieniędzy.
redakcja autoflesz.com 
Wykorzystano cytaty: Tomasz Bonek, "Lubiąż. Biografia Cudu"