Komunikacja miejska - gapowicze będą karani "na ostro"

- Dzięki bezpłatnej komunikacji miejskiej ograniczymy korzystanie z samochodów, zwiększymy mobilność biednych rodzin, a także przyczynimy się do ochrony środowiska w wymiarze lokalnym oraz globalnym – powiedział Edgar Savisaar, burmistrz Tallina

Solaris CNG

fot. autoflesz.com

Co to ma wspólnego z grodem nad Brdą?
Co najmniej kilka rzeczy jest wspólnych: podobna infrastruktura i liczba mieszkańców (370 tys. Bydgoszcz, 400 tys. Tallin),  haracz za płatne parkingi w strefie miejskiej, a przede wszystkim sprawdzony (działa już od 1 stycznia br.), świetny pomysł na komunikację. Tallin przeznaczył na to przedsięwzięcie 12 mln euro (2,5 proc. budżetu miasta na 2013 rok). Dalej, są tylko różnice…

Komunikacja języczkiem u  wagi
W Bydgoszczy podniesiono larum, przynajmniej medialnie. Rzecz nie taka błaha, bo dotyczy ceny biletów i karania gapowiczów. Dodajmy ostrego karanie gapowiczów! Dyskusje na ten temat trwały od kilku tygodni, a nawet miesięcy, niemal naprzemiennie,  ze zwolnieniem etatu wiceprezydenta miasta zajmowanego dotąd przez Sebastiana Chmarę. Radni miasta Bydgoszczy byli podzieleni w tym sporze. Jednak bossowie ZDMiKP przekonali Radę Miasta Bydgoszczy co do zasadności karania. Dodajmy, karania na ostro!

Bydgoszcz bowiem jest chyba najdroższym miastem w Polsce, gdzie kary za bilety podrożały tak znacznie tj. 80- krotność biletu normalnego, czyli 256 zł. Kary nie unikną pasażerowie posługujący się biletem ulgowym, bez ważnego dokumentu uprawniającego za przejazd (cena: 65-ktotność  czyli 208 zł). Rewidenci „Renomy”, firmy obsługującej i kontrolującej bydgoskie tramwaje i autobusy, wypiszą także mandat za ponadnormatywny bagaż tj. 96 zł.

Konsekwencje niezapłaconej kary są dotkliwe. Przypomnijmy, że wystarczy 200 zł, aby po sądowym wyroku, zostać wpisanym na listę dłużników.

Co na to radni:

- Takie kary to przykład  fiskalizmu miasta – powiedział Stefan Pastuszewski radny PiS

Podwyżki cen biletów nieuniknione?
Wróćmy na chwilę do Tallina, stolicy Estonii. Burmistrz Edgar Savisaar tłumaczył, że w okresie kryzysu trzeba pomóc ludziom zwiększać ich mobilność, konieczną np. do poszukiwania pracy. W Bydgoszczy o prace coraz trudniej, a tych co "złapią" panowie z "Renomy",  z reguły są niewypłacalni.

Na bezpłatny transport środkami komunikacji publicznej podwładni  Rafała Bruskiego, prezydenta Bydgoszczy nie mają co liczyć. W Tallinie, po wprowadzeniu tak zaskakujących przepisów,  zdecydowanie zmalała liczba prywatnych pojazdów. W Bydgoszczy to już koszmar, którego nie potrafi rozwiązać już dwóch poprzednich prezydentów, i co najmniej,  trzech dyrektorów ZDMiKP. Dbając o rzetelność dziennikarskiego przekazu musimy powiedzieć, że  są też głosy krytyczne estońskiego eksperymentu:

- Wprowadzając bezpłatne przejazdy, wszystko postawiono na głowie. Porównuję cały ten zabieg do domu w budowie, który wciąż nie ma fundamentów, a już ktoś zadbał o jego okna - uważa I. Skudraite, architekt i urbanistka

Jeśli dodamy to tego kolejne majstrowani przy podwyżkach cen biletów (zapowiedziano konsultacje społeczne na 16 marca br.), to już nie jest zabawne.  Prezydent miasta twierdzi, że utrzymanie miejskiej komunikacji kosztuje 175 mln zł rocznie. *

*/ Przyjmując obecny kurs euro 4,13 zł, w Tallinie wydają na komunikacje niecałe 50 mln złotych. Skąd aż taka różnica? Podpowiadamy, po Tallinie jeżdżą autobusy z podpoznańskiego Bolechowa (hybrydowe i zasilane CNG Solarisy).

Połowa tych sporych pieniędzy, to przychody z biletów, resztę dopłaca budżet miasta. Biorąc pod uwagę różnice w dofinansowywaniu komunikacji miejskiej w Tallinie i Bydgoszcz, należy postawić pytanie  – czy w grodzie nad Brdą nie przepłacamy? Pytanie jest retoryczne, ale rajcy miejscy powinni głębiej sięgnąć do jądra problemu. Za myślenie biorą przecież  niemałe wynagrodzenie.

Gdzie zatem szukać oszczędności?
Z całą pewnością nie wśród gapowiczów. Podajemy tylko kilka możliwych koncepcji:

  1. zakup niekopcących autobusów CNG lub ostatni hit… hybrydowe przegubowce. Kilka lat  temu zrezygnowano z tego projektu unijnego, bo doradcy ówczesnego prezydenta Dombrowicza twierdzili, że będzie drożej. Przykład Torunia ( 4 autobusy CNG), a także Przemyśla, Gdyni czy Słupska wskazuje, że to są wymierne korzyści;
  2. zamiast ścigać niewypłacalnych gapowiczów warto ich zaangażować do mycia i czyszczenia autobusów. Gdyby prezydent Bruski choć raz przejechał się śmierdzącym, zapaćkanym grafity, z zapaskudzonymi siedzeniami autobusem np. linii 69,  to może by zrozumiał, gdzie szukać oszczędności;
  3. karanie wandali i nocnych żuli. Dlaczego w autobusach nie ma monitoringu, aby później MZK czy Mobilis mogły dochodzić roszczeń odszkodowawczych za zniszczone mienie. Dziś kierowca tylko modli się, aby wieczorem szczęśliwie dojechać do bazy;
  4. „Tramwaj do Fordonu” – projekt jeszcze nie wkroczył poza ramy wykupu terenu pod inwestycje, a jego prezes przez całe dwa lata brał intratną pensyjkę. Za co? Tu należy szukać oszczędności, a nie obsadzać takich stanowisk liderami, którzy utracili szansę dla Bydgoszczy – nowoczesnych i ekologicznych autobusów. Ponadto, już teraz odzywają się głosy krytyczne, że to kolejny gniot ludzi kreujących "na siłę" fordonianom hojność władzy.

Prezydent Bruski dziwi się, że  bydgoszczanie nie chcą jeździć drogimi autobusami, a tramwaj do Dworca Głównego wozi powietrze. Stawiamy dolary przeciw złotówkom, że o fakcie zamknięcia jedynej w Bydgoszczy stacji CNG też nie słyszał. Panie Prezydencie, warto posłuchać innych doradców np. z PGNiG czy PZM, a także wsłuchać się w głosy mieszkańców. Te ostatnie bywają krytyczne, to szczera prawda, ale Pana poprzednik przynajmniej próbował…

 

Autor: redakcja autoflesz.com
Źródło: presseurope.eu, Express Bydgoski

 

Publish modules to the "offcanvas" position.