Katastrofa rządowego Tu-154M - apogeum niekompetencji, czy gra na wyniszczenie przeciwnika

Wygląda na to, że pomiędzy komisją rządowa pod kierownictwem dr inż. Laska, a tzw. komisją Macierewicza mocno iskrzy. Problem w tym, że żadna ze stron nie chce ustąpić ani o krok, co więcej,  przedstawia w ostatnim czasie dowody, których nie zapisano w  ostatnim dokumencie  komisji Millera -  "Protokół z badania zdarzenia lotniczego nr 192/2010/11". Wydaje się, że to już przesilenie, a Polacy mają dość grania kartą smoleńską. Myliłby się jednak czytelnik, widząc już apogeum konfliktu. Jeszcze zostaniemy zaskoczeni, mocniejszymi argumentami niż trotyl i nitrogliceryna.

 fot. wikipedia.org

 

Pomiędzy komisjami mocno iskrzy
Podają zatem wzajemne oskarżenia, materiał fotograficzny ściętego skrzydła tupolewa – zdaniem dr. inż.  Laska został sfałszowany, a poseł Macierewicz posyła zawiadomienia do prokuratury. Wszystko wymyka się spod kontroli, a prof. Michał Kleiber, przewodniczący PAN odwołuje konferencję prasową,  w której mieli wziąć udział przedstawiciele komisji rządowej, jak  i komisji A. Macierewicza.

-  Kumulacja emocji, którą obserwujemy w ostatnich dniach, uniemożliwia przeprowadzenie konferencji wedle standardów naukowych - powiedział prof. Kleiber w  TVP2

 - Chciałem pokazać, że nawet w najtrudniejszych sprawach potrafimy ze sobą rozmawiać. Zawieszam swoją misję, ale obawiam się, że raczej na dłużej niż krócej - dodał profesor

- Organizację konferencji uniemożliwia dziś "z jednej strony wypowiedź jednego z ekspertów zespołu parlamentarnego, a z drugiej strony, co jest sprawą poważniejszą, te liczne, co drugi, trzeci dzień składane doniesienia do prokuratury – uzupełnił  prof. Kleiber

Przypomnijmy, że chodzi o działania posła  Macierewicza, który zapowiedział, że chce postawić premiera Donalda Tuska przed Trybunałem Konstytucyjnym i wyśle do prokuratora generalnego wniosek o wszczęcie postępowania w związku z przekazaniem szefowi rządowej komisji Maciejowi Laskowi zdjęć związanych z katastrofą smoleńską.

Najgorszy jest ambaras, jak nauczyciel historii, próbuje uczyć fizyki i… teorii wypadków lotniczych
Wyobraźmy sobie historię, że salowy ze szpitala MSW próbuje uczyć lekarza,  kursant na prawo jazdy z Karpacza instruuje egzaminatora, a minister finansów gubi w budżecie 16 miliardów złotych. Powiecie, iż to niemożliwe. Czyżby?

W polskiej polityce wszystko jest możliwe. Problem jest na tyle istotny, że poseł Macierewicz, polityk, historyk z wykształcenia i b. nauczyciel akademicki, zarzuca ekspertom dr. Laska niekompetencję i manipulację. Ale nawet pan poseł powinien wiedzieć, że każdą manipulację na materiale zdjęciowym można łatwo wykryć. Nie można mówić, jak amator (do tego „do kamery”), że to zdjęcie jest „bliższe” a tamto ‘”dalsze”. To znaczy można wszystko mówić, tylko pierwszy lepszy grafik komputerowy rozpozna już poziom takiej dyskusji. To po pierwsze.

Po drugie,  sprawa materiałów wybuchowych, w tym trotylu i nitrogliceryny opiera się  - przynajmniej na razie – na słowie przeciwko słowu. Nikt nie ma twardych dowodów na rzekomy wybuch na pokładzie. Aczkolwiek i to można "wyczarować", jak podczas słynnej rozprawy red. Wołka z b. prezydentem Kwaśniewskim.  Ponadto użycie  tak prymitywnych środków pirotechnicznych jest mało prawdopodobne. Od dawna jest czeski semtex,  amerykański C-4 czy heksogen. Ostatnio pojawiły się też inne, bardzo trudne do wykrycia płynne materiały wybuchowe np. VS6-D.

Warto też przypomnieć, że każdorazowy wylot samolotu tzw. ważny  (z głową państwa lub premierem) musi być zbadany przez służby pirotechniczne, w tym przez psa szkolonego na materiałach wybuchowych. W żadnym z dotychczasowych dokumentów nie ma zapisu o jakichkolwiek nieprawidłowościach,  z ewentualnym ładunkiem wybuchowym. Owszem błędy się zdarzają, co dobitnie ujawniły tzw. dziennikarskie prowokacje.
Po takim zbadaniu statku powietrznego przed lotem, maszyna jest przekazywana pod ochronę warty.  Tak było przynajmniej do 10 kwietnia 2010 roku, gdy dwa rządowe tupolewy podlegały ścisłej, wojskowej ochronie.

Nie wiemy, tak naprawdę,  dlaczego odwołano gen. Noska, czy miało to związek z niedopełnieniem obowiązków służbowych podczas organizacji zabezpieczenia  przeloty na teren lotniska Siewiernyj (ale czy to było lotnisko) i podczas spotkania z ofiarami rodzin w Katyniu, czy może jeszcze doszły inne fakty, nienaświetlane przez media.

Po trzecie wreszcie, a wykorzystaliśmy wiedzę naszego eksperta od spraw lotnictwa, na świecie istnieją metody symulacji komputerowych, pomagające w tak tragicznych przypadkach jak ta w Smoleńsku. Jedną z nich jest metoda skanowania 3D.

Metoda 3D
Metoda skanowania 3D była wykorzystana do ustalenia przyczyny katastrofy z 25 maja 2002r. Wówczas miał miejsce wypadek lotniczy samolotu linii lotniczych China Airlines,  lot CI611. Na pokładzie Boeinga 747-200 znajdowało się 19 członków załogi i 206 pasażerów. Do wypadku doszło w pobliżu wyspy Penghu w Cieśninie Tajwańskiej.

Rada Bezpieczeństwa Lotniczego na Tajwanie, niezależnej organizacji rządowej odpowiedzialnej za wszystkie wypadki i poważne incydenty w lotnictwie cywilnym, badała  przedstawioną katastrofę lotniczą.

Po raz pierwszy do wsparcia badania płatowca użyto systemu komputerowego 3D-SWRPS. System komputerowy 3D-SWRPS (3D Software Wreckage Reconstruction Technology) wykorzystuje połączenie komputera i techniki wymiarowania graficznego 3D, laserowego skanowania odzyskanych rozbitych elementów płatowca, strukturę wręg i ramy Boeinga 747-200. Zaletą sytemu jest centymetrowa  precyzja w procesie odbudowy (rekonstrukcji elementów). Ponadto, metoda ta może być wykorzystana do określenia przebiegu złamania i propagacji naprężeń zerwania wiązań międzykrystalicznych.

System 3D-SWRPS można połączyć z danymi sygnału  radaru powrotnego oraz danymi z odzyskanego wraku i wykonać program symulacji, aby pomóc w analizie sekwencji rozpadu SP.

O ile mi wiadomo, do tej pory nie ustalono przyczyn katastrofy lotu CI611,  mimo wykorzystania techniki 3D. W przypadku rządowego Tu-154M nikt z komisji dr. inż. Laska nie chwalił się jej adaptacją.

W przypadku SP-101 (Tu-154M) mamy cały wrak i ślady na brzozie. Jedynie tą metodą  można by dochodzić ewentualnego wybuchu na pokładzie, wówczas kawałki blachy powinny być zakrzywione do zewnątrz, nity poszycia zassane w charakterystyczny sposób, na oknach tupolewa powinny znajdować się drobinki materiału wybuchowego. Tego nie wiemy, a wrak jest nie do ruszenie.

Ponadto, w żadnym z dotychczas przeprowadzonych badań, nie wykryto śladów trotylu (nitrogliceryny) na postrzępionych fragmentach ubrań ofiar katastrofy. Gdyby było inaczej już byśmy o tym wiedzieli. Aczkolwiek błędem komisji, już na samym początku było wykluczenie czynników zewnętrznych (w tym zamachu bombowego). W tym stanie procesu dowodowego, bez specjalistycznego badania wraku, to dość trudne zadanie, aby definitywnie odrzucić próbę zamachu. Są jednak zeznania świadków, na których powołuje się Antoni Maciarewicz.

- Dopóki wrak Tu-154M nie wróci do Polski, to – jak powiedział premier Donald Tusk, jak powiedział prezydent Bronisław Komorowski – niestety będzie obciążeniem dla naszych stosunków z Rosją – oświadczył min. Sikorski przed spotkaniem z min. Ławrowem

Jak można było przewidywać, rozmowa z min. spraw zagranicznych Rosji skończyła się szybciej niż się zaczęła. Szybciej niż egzamin studenta na Politechnice Warszawskiej. Jednym słowem min. Sikorski po raz kolejny nie dostał zaliczenia od prof. Ławrowa. Winnych nie ma, wraku tupolewa też nie ma, są tylko jaskrawe przypadki braku skuteczności.  

Wróćmy na chwilę do wątku czasu rozpady niektórych materiałów wybuchowych

- To, jak długo pozostają ślady po wybuchu, zależy od rodzaju użytego materiału i warunków klimatycznych. Czasem ślady mogą zostać kilka miesięcy, a nawet lat, innym razem np. po kilku dniach mogą zostać zmyte przez deszcz – tłumaczą eksperci dla „Rzeczpospolitej”

Nie jest też prawdą, że komisja dr. Laska nie badała wraku Tupolewa, jak twierdzi poseł Macierewicz. Wspomina o tym sam Cezary Gmyz, słynny  autor artykułu „Trotyl na wraku Tupolewa". Na czele komisji rządowej stali dwaj referenci postępowania smoleńskiego ppłk. Jarosław Sej i ppłk. Karol Kopczyk wyposażeni w najnowocześniejszy sprzęt pozwalający na wykrycie najdrobniejszych śladów materiałów wybuchowych.

- Badano przede wszystkim wrak tupolewa. Bardzo szybko ustalono, że na poszyciach około 30 foteli lotniczych oraz w części skrzydła zwanej śródpłaciem znajdują się liczne ślady trotylu oraz nitrogliceryny stanowiących podstawowe materiały do konstruowania środków wybuchowych. Było ich tak dużo, że jedno z urządzeń uległo zepsuciu. Inne jednak potwierdziły obecność podejrzanych substancji – pisał Cezary Gmyz, "Rzeczpospolita" z dn. 30.10.2012r.

Do dziś nie ustalono, skąd drobinki TNT znalazły się na wraku rządowego tupolewa. Hipotez było kilka. Jedną z nich badali biegli Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii w Warszawie oraz Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii. Wyniki utajniono.

Podążamy śladem napraw rządowego tupolewa - zakłady "Awiakor" w Samarze 
Na koniec jeszcze raz przypadek amerykańskiego Boeinga. Wcześniej wspomniany model 747-200 CI611(stary nr SP B-1866)  w dniu 7.02.1980 roku czyli 22 lata przed katastrofą,  podczas lądowania na lotnisku w Hongkongu uderzył tyłem o ziemię, zarysowując poszycie około 15 cm. Tak się składa, że z tyłu samolotu jest płyta grodziowa, a samolot poprzez zmianę ciśnienia zmienia kształt. Według strony Boeinga naprawa ta została przeprowadzona niezgodnie z procedurą, brak konserwacji i stopniowe zmęczenie metalu oraz korozja przyspieszona działaniem morskiego powietrza doprowadziły do rozpadu samolotu w powietrzu.

Do czego zmierzam. Mało lub prawie wcale komisja Millera nie powiedziała na temat naprawy Tu-154M w Samarze. Maszyna zakupiona przez MON  pochodziła z 1990 roku, ale na pięć  miesięcy przed wypadkiem została naprawiona, a nawet przerobiono (słynna salonka) przez firmę „Awiakor”. Czy i w tym przypadku nie doszło do odkształceń mogących wpłynąć na zachowanie statku powietrznego poniżej wysokości decyzyjnej? Niewiele też wiemy o sprawności samych silników, ich ekspertyza – dopóki wrak jest na lotnisku Siewiernyj - też jest nie do ruszenia.

Przypomnijmy, że PLL LOT od co najmniej roku borykają się  z problemem słynnych Dreamlinerów. Zdaniem wielu, to nieloty, ale odszkodowania za przestój sięgający ponad 100 mln złotych LOT nie może wyegzekwować od Amerykanów. Rosja i zakłady w Samarze twierdzą, że SP-101 był sprawny po odbiorze technicznym. Polska strona tego nie kwestionuje. Zatem jakiekolwiek odszkodowanie nie przysługuje. Ale mamy jeszcze drugi SP-102, który został przygotowany do sprzedaży już pod koniec 2011 roku (proponowana cena 42 mln zł). Problem w tym, że nikt go nie chce kupić. Za remont zapłaciliśmy więcej niż jego faktyczna wartość (ok. 70 mln zł)  Kto zatem zawiera takie niekorzystne umowy?

Przypomnijmy, że zakłady "Awiakor" nie wywiązały się  z umowy naprawy drugiego tupolewa, miał być  dostarczony  22 lipca 2010 roku, a faktycznie Polska otrzymała ten egzemplarz dopiero 21 września 2010 r. Odszkodowania strona rosyjska nie zapłaciła za przeciągnięty remont, kazała jednak sobie zapłacić za trening pilotów tego samolotu. Dziś już żaden z pilotów wojskowych nie ma uprawnień na pilotaż tego statku powietrznego i przewóz VIP-ów.

W sądzie, jeśli nie ma narzędzia przestępstwa,  nie ma zbrodni. Jeśli nie ma ofiary nie ma przestępstwa. Słowem sytuacja patowa, a gra tragedią smoleńską jest tylko brudną stymulacją i podsycaniem ognia, który miał wynieść na piedestał ważnych polityków znanego ugrupowania.

Przedstawione fakty, zawierają minimalny wkład redakcyjnego komentarza. Jesteśmy jednak przekonani, że to nie koniec tej biegunowej oceny faktów. Każda ze stron twierdzi, iż jest wiarygodna. Szkoda tylko, że do rzeczowej dyskusji wkrada się zagranie poniżej pasa. Blef jednego z najbardziej rozpoznawalnych profesorów tzw. komisji Maciarewicza nie powinien paść. Rodziny ofiar nie są pionkami do gry na szachownicy wzajemnie oskarżających się interlokutorów.

- przeczytaj koniecznie: chronologiczny zapis katastrofy smoleńskiej

 

Autor: Krzysztof Golec, inż. Artur Kania, autoflesz.com
Źródło: "Rzeczpospolita", Polskie Radio, "Gazeta Wyborcza", "Wprost"

 

 

Publish modules to the "offcanvas" position.