Blady strach padł na kursantów zdających na prawo jazdy. Każdy z nich boi się zdawać po nowemu. WORD-y mają teraz przesilenie, egzaminatorzy pracę, ale zdawalności maleje.

fot. autoflesz.com
W mediach powtarza się znany już stereotyp – zdaje co trzeci, a system jest niewydolny. Prawda chyba jednak leży pośrodku.
- Podobno tak źle, ze zdawalnością oczywiście, jeszcze nie było – mówi proszący o anonimowość instruktor z Bydgoszczy
Informowaliśmy, że już z początkiem przyszłego roku zmieni się, w sposób zasadniczy, zdawanie na prawo jazdy kat. A/A1. Również kat. B, w części teoretycznej, zdawna będzie według innych zasad.
- Ma być praktycznie, sytuacyjnie, bez tzw. pamięciówki. Za dobrą odpowiedź można będzie zdobyć nawet 3 pkt., a nie jeden jak dotychczas – mówi Wiesław Koszak, właściciel Szkoły Jazdy KOSZAK, Jelenia Góra
Niska zdawalność
Wielokrotnie pytaliśmy instruktorów nauki jazdy, dlaczego zdawalność jest tak niska? Chórem odpowiadają – zły system, jeszcze gorsza współpraca pomiędzy szkołami jazdy a WORD. Kolejnym argumentem jest różna wymagalność, w zależności od kategorii. Zdaniem kursantów, znacznie łatwiej zdać na kat. A/A1 niż na kat. B.
W tym pierwszym przypadku egzaminatorzy posługują się kilkoma stałymi trasami (a nawet można je znaleźć w internecie), trudno zaskoczyć kursanta, jeszcze trudniej zbesztać go podczas egzaminu. Wszak egzaminator nie jedzie na motocyklu.
Po trzecie wreszcie, egzaminatorzy czepiają się rygorystycznego wykonywania procedur. Oblanie kursanta czynią sobie nawet za punkt honoru. Dlaczego, bo wróci ponownie, co więcej, uiści kolejny haracz. Wiedzieć też trzeba, że niemal 70 proc. dochodów WORD-ów pochodzi z wpłat poprawkowiczów. Ogólnopolska Izba Gospodarcza Ośrodków Szkolenia Kierowców to tylko potwierdza.
Znacząco zaostrzy się karanie kierowców punktami karnymi
- Za 24 pkt. kierowca musi przejść badanie psychologiczne i udać się do WORD-u na kurs doskonalący. Kolejne 24 pkt. skutkować ma odebraniem prawa jazdy – mówi Koszak
WORD-y sobie, a szkoły jazdy musza tańczyć, jak zagrają
Wreszcie aspekt niemal nieporuszany przez media, a zdaniem właścicieli szkół jazdy istotny. WORD-y zwykle nie informują szkół, jakie strategiczne auta do nauki zamierzają kupić. Szkoły jazdy zwykle są zaskakiwane, ale muszą mieć chociaż jedno takie samo autko na placu manewrowym, jak to podczas egzaminu. Uczniowie nie chcą jeździć na samochodach innych niż te, które wykorzystują egzaminatorzy.
Problem drukowania wyników tzw. zdawalności
Nie chodzi o "drukowanie" - dosłownie, jak meczów piłkarskich. Jeszcze nie tak dawno WORD-y drukowały na swoich stronach wyniki tzw. zdawalności. Niestety były protesty szkół, które wypadały najsłabiej. Prawnicy nawet zastanawiali się czy jest to zgodne z literą prawa. Cicha umowa pomiędzy właścicielami szkół i niektórymi WORD-ami skutkowała niepublikowaniem wspominanej punktacji i wyróżniania. To była doskonała informacja dla kuranta, do jakiej szkoły warto zapukać, a którą omijać szerokim łukiem.
Sprytni szefowie szkół, chcąc wypaść jak najlepiej, typowali nawet najlepszych kursantów do specjalnej grupy, która „punktowała” i podnosiła ranking danej szkoły. To oczywiście omijanie prawa lub „falandyzacja”, jak to się jeszcze niedawno mówiło. Trudno też porównać szkoły, gdzie zdaje 300 kursantów, a te „niedzielne”, gdzie zdaje 1-2 kursantów.
Nikt jednak tego nie weryfikował, szkolić może przecież każdy, ważne aby miał papiery. I tak to się kręci, do 19 stycznia 2013 roku.
Od redakcji: jeśli nie chcesz być zaskoczony, pragniesz zdążyć przed wprowadzeniem zmian, polegaj na najlepszych. Sprawdź metody doświadczonych instruktorów. Słowem zaufaj Polskiemu Związkowi Motorowemu. więcej: http://www.pzm.bydgoszcz.pl/
