Obiecaliśmy napisać nieco więcej o wystawie Moto Classic Wrocław 2019, a szczególnie o motocyklach. Dziś spełniamy tę obietnicę i od razy pokazujemy najciekawsze zdjęcia kultowych modeli. Niewątpliwie jednym z takich białych kruków był polski, przedwojenny motocykl Sokół. Niewielu wie, że występował w kilku wariantach mocy (a nawet z koszem bocznym).
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com/ Sokół 1000 z 1939 roku
Model który opisujemy, warty jest według dość swobodnej oceny nawet 400 tys. zł! Jak łatwo zauważyć jest przepięknie odrestaurowany, z zachowaniem niemal 95 proc. oryginału. Oglądaliśmy dość uważnie, jak jego właściciel odnowił stare skórzane siedzenia, elementy zawieszenia czy silnik. Wszystko błyszczy, pokryte jest chromem, nawet opony są zabytkowe.
Magia Sokoła przetrwał do czasów obecnych, niewielu też posiada tę maszyny w stanie gotowym do jazdy, jak z przedwojennego salonu. Rzadko możemy je oglądać na polskich drogach, zwykle są pieczołowicie przechowywane w salonach, rzadziej w muzeach, ale raz w roku możecie je zobaczyć na zlocie, jak tu na zamku Topacz.
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com
Zazwyczaj każdy chce sobie zrobić przy tym motocyklu zdjęcie, aby później opowiadać o tęsknocie do polskich jednośladów czy mocniej przyciągnąć do siebie panienki. Rzeczywiście, polski motocykl produkowany w polskich zakładach nie przetrwał do dzisiejszych czasów, słyszeliśmy mocne podekscytowanie fanów opowiadających szeptem o tym fakcie, bo nikt przecież nie bierze serio pod uwagę produkowanego Junaka przez firmę Almot z Gniewkówca czy Rometu z manufaktury Arkus & Romet z Rzeszowa. Choć obie firmy wykupiły prawa do nazwy kultowych motocykli i awaryjnych jak De Lorean... motorowerów, to trzeba powiedzieć, że ich cena i niezłe własności użytkowe, spełniają wymagania polskich fanów niewysilonych dwóch kółek.
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / fot.1-2 Sokół 1000 W Muzeum Motoryzacji na zamku Topacz, fot.3 Sokół 125. fot.4 Sokół 600
Jednak Sokół to inna liga, wjechał nawet na Kasprowy Wierch i był dumą polskiej motoryzacji. Podobno, gdyby nie II wojna światowa to moglibyśmy zdobić deal z amerykańskim cruiserem marki Indiana. Jak twierdza handlarze są do siebie podobnie, ale nie tworzą klonu. Inni z kolei twierdzą, że tylko silnik mógł być w kooperacji z amerykańskim krążownikiem - legendą.
Sokół 1000 – pierwsze prace nad tym jednośladem zapoczątkowano już na przełomie 1928/1929 roku. Główna myśl konstruktorów ukierunkowana była na wykorzystanie motocykla do ciężkich zadań wojskowych. Być może dlatego rama i zawieszenie dość mocno bazowały na konstrukcji słynnego Harley-Davidsona. Jeszcze mocniej wzorowano się na silniku czterosuwowym Indian CWS 55. Myślicie, że to był sukces – niestety, totalna porażka, szczególnie dla wersji wojskowej. Już wtedy okazało się, że nie wszystko co posiada stygmaty by USA, od razu staje się hitem.
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com/ Sokoły w Muzeum Motoryzacji na zamku Topacz
Pomimo kryzysu gospodarczego i nie najlepszej sytuacji geopolitycznej Państwowe Zakłady Inżynierii w Szczecinie pracowały - od 1931 roku - nad polskim, ciężkim motocyklem wojskowym. Od razu trzeba dodać, iż dość znacznym bonusem w tym trudnym dziele były dotacje państwa, jak dziś transze finansowe Unii Europejskiej. Początkowo motocykl miał się nazywać CWS M III, ale przypadek zrządził, że ostatecznie nazwano go CWS M 111 Sokół 1000. Ale, sokoły słyną z niewyobrażalnego hartu ducha, inteligencji i zmysłu do polowań. Wojsko oczekiwało jednak zbyt wiele, bo mechaniczny Sokół miał być łatwy w obsłudze (wojsko miało go naprawiać w polu), uniwersalny i niewrażliwy na trudne warunki eksploatacji. Z tymi cechami bywało różnie, ale ostatecznie wiosnę 1933 roku zaprezentowano przedprodukcyjny model CWS M111, a od 1935 roku oficjalnie nazwany Sokołem 1000 M111.
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com/ fot.2 dr Katarzyna Kuligowska, rzeczoznawca
Ciekawostką - z taśmy montażowej - był fakt niezmiernej pieczołowitego docierania każdego silnika (na zimno), później każdy egzemplarz przechodził jazdę testową na odcinku 25 km, a co dziesiąta jednostka trafiała na hamownię w celu sprawdzenia parametrów. Dziś można postawić pytanie, kto tak pieczołowicie dba o jakość i niezawodność swoich motocykli? Nieliczni!
W pamiętnym okresie PRL-u, gdy do nieistniejących już Polmozbytów trafiały fiaty 126p docieranie było mrzonką. Wiecie jak je docierano... jeden z mechaników ściągał te wozidełka z platformy i wciskał gaz w podłogę! Klient, zresztą bardzo szczęśliwy, cieszył się że dopiero po 30 tys. km padał łańcuszek rozrządu a silnik „brał” olej, jak VW 1.4 TSI. Wtedy nawet olej Selektol był towarem deficytowym, a Maluchy nawet nie wjeżdżały na plac giełdy, już przed brama były sprzedane!
Dziś niemal wszystkie silniki motocyklowe przechodzą fabryczny test docierania, więc klient nie musi się martwić o kulturę techniczna w okresie pierwszych setek, czy tysięcy km.
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com
Sokoła 1000 bez większych zmian produkowano do 3 września 1939 roku. Były wersje tylko dla wojska (pododdziały rozpoznawcze, łączność, lekka piechota z gniazdem karabinu maszynowego), ale produkowano też wersje dla Poczty Polskiej i Policji. Rok przed zakończeniem produkcji powstał model z napędem koła wózka bocznego M121 (niestety nie wszedł do seryjnej produkcji).
Kolejna ciekawostka, to wykorzystanie silnika Sokoła 1000 do napędu drezyn kolejowych (w pierwszych latach powojennych stosowane były też stare Warszawy M20 z osiami przystosowanymi do jazdy po torach kolejowych). Jakkolwiek by nie oceniać tę konstrukcję, według znawców motoryzacji i użytkowników była lepsza i bardziej wytrzymała niż Harley-Davidson i Indian. Obecnie Sokół 1000 jest pożądanym i bardzo drogim okazem kolekcjonerskim, jak ... mastif tybetański u celebrytów. Coraz więcej jest także replik, są tańsze i posiadają znacznie więcej nieoryginalnych elementów i podzespołów.
Czy zatem znajdzie się kolejny producent przywracający ten kultowy model do życia? Mało prawdopodobne, ale możliwe. Olbrzymie koszty bowiem pochłania widlasty silnik, a import podzespołów i silnika z Chin jest wprawdzie opłacalny, ale kto wyłoży takie pieniądze za replikę, skoro znacznie taniej kupi hołubionego HD.
Jeśli chodzi o dane techniczne, to czytelnik znajdzie dokładne informacje w wielu katalogach. Tu podajemy tylko dane podstawowe:
Moc widlastej jednostki: 20-22 KM przy 4000 obr./min, skrzynia ręczna 3-biegowa, zużycie paliwa 7-7,5 l/100 km, prędkość max z koszem 90 km/h, zasilanie - prądnica 6V/45W.
Muzeum Motoryzacji na zamku Topacz
Nie wszyscy fani dwóch kółek wiedzą, że na zamku Topacz od lat działa Muzeum Motoryzacji. Znajdziemy tam wiele perełek, motocykli produkowanych po II wojnie światowej zarówno w Polsce, jak i krajach dawnego bloku Układu Warszawskiego (Jawa 350, CZ 350, MZ 250, Panonia 250, Simson, plejada Rometów czy kultowy Junak).
Również na terenie zamku działa serwis i warsztat przywracający takie cuda do sprawności. W wielu przypadkach – do pełnej sprawności. Częstym gościem takich wydarzeń jak MotoClassic jest tu dr Katarzyna Kuligowska, seniorka, rzeczoznawca ministra kultury ds. techniki. Ma już swoje lata, ale kabrioletem bmw z 1933 roku śmiga, po zamkowych podjazdach, jak Krzysztof Hołowczyc na Dakarze. Nierozerwalnie związane, od lat, z techniką motoryzacyjną są także takie osobowości jak: mgr inż. Tomasz Strzeliński, rzeczoznawca PZM SA w Warszawie, mgr inż. Zbigniew Nowosielski, kolekcjoner, działa między innymi w Klubie Dawnych Motocykli „Magnet” czy dr Jan Tarczyński, doktor nauk humanistycznych, dziennikarz i publicysta.
Większość tych kultowych motocykli zobaczycie na naszych zdjęciach. Dodajmy, że praktycznie w każdym roku, podczas trwania zlotu można kupić, oddać do renowacji lub wylicytować takie białe kruki. Według nas to największe i najbardziej emocjonalne targi motoryzacyjne w Polsce, tu znajdziecie motocykle waszych ojców a nawet dziadków. Warto tu zajrzeć w sierpniu, nie spotka was niespodzianka w temacie odholowania pojazdu, a parkingi są bezpłatne. Spotkacie za to „ziomali”, tak jak my... z Bydgoszczy i Fordonu.
redakcja autoflesz.com![]()